Menu

Przeliczeni

Blog będzie dotyczył historii związanej z funkcjonowaniem galerii handlowych. Ustaleniami najemców dotyczącymi różnych aspektów prowadzenia działalności w galeriach handlowych.

Jakby czuł koci miętkę-poradnik najemcy

przeliczeni

Zainteresowanie blogiem jest sinusoidalne. Raz w górę, raz w dół. W zależności, gdzie trafia w sieci. I w zależności komu na czym zależy i jak ujmuje dane zagadnienie-tak też jest przedstawiane. Najwygodniejszy oręż jaki można wyciągnąć to polityka. Tam można wrzucić wszystko. I pozytywnie i negatywnie. Temat w Tarnowie  rozbudowy gemini  parku trafił na łamy Forbsa. Na pierwszą exluzywną stronę. Potem sesję, a potem do publicznej debaty bardziej lub mniej emocjonalnej na forach internetowych, portalach i w niektórych mediach. Uporządkujmy jednak kilka faktów.

Radni powiedzieli „nie” rozbudowie gh, wspierani przez lokalne środowiska prowadzące działalność gospodarczą. To spora grupa ludzi myślących. Radni są pod naciskiem sztucznie wywołanej akcji zbierania podpisów „za” rozbudową i lokalnego- jeszcze-prezydenta. Nie znam człowieka więc przyjmuję do wiadomości informacje zasłyszane, że bardzo wspiera ten pomysł.

Zależy mu na rozbudowie galerii handlowej. Przekonuje „za” rozbudową gh. Jakby czuł koci miętkę.

Nie on pierwszy i nie ostatni. Nic nowego. Ale czymś nowym jest zbojkotowanie przez władze miasta otwarcia monstrum w Poznaniu. Czyli jeśli ktoś ma inne zdanie na temat retailovych gh i się określa, że „nie”  to wyciągany jest argument, że to zemsta-polityczna.

Przywołam jednak spotkanie. Dwa lata temu w Jaworznie na Śląsku. Tam lobbysta-prezydent wespół zespół przepchnął w centrum gh. Tuptał, zachęcał, kręcił się jakby wyczuł koci miętkę. Banerki na falistej blasze powiesił. I ku mojemu zdziwieniu były marszałek województwa śląskiego, senator Platformy Obywatelskiej pan Bogusław Śmigielski-kontrkandydat na prezydenta- zaprosił januszy biznesu czyli nas- na spotkanie z przedsiębiorcami w sprawie, budowanej gh w tym mieście. Z mojej perspektywy wówczas to zaproszenie miało charakter instrumentalny. Czyli zwrócenie uwagi kandydata na prezydenta, zdobycie paru głosów i osłabienie prezydenta-lobbysty.

Bo w tamtym momencie klamka zapadła, inwestycja ruszyła więc spotkanie miało jeszcze jeden dodatkowy cel -żeby ludzie prowadzący tam swoje kramy- nie weszli do tego budynku. I to się udało. Nikt nie podpisał umowy. Nikt. Z naszego punktu widzenia to było najistotniejsze. Nie miało znaczenia, że i wówczas miałem alergię na hasło Platforma Obywatelska. Pomimo to pojechałem. Żeby było ciekawiej  z najemcą z …Platformy Obywatelskiej. Bo to nie jest temat polityczny, a jeśli jest - to nie powinien nim być.

Relacja ze spotkania.

https://www.youtube.com/watch?v=ouq8JlqKe1Q

http://twj.pl/index.php/miasto/503-atrakcja-czy-pulapka

Zatem powróćmy do Tarnowa i oddajmy głos tym którzy nie chcą rozbudowy gh i zabudowania m.in. placu zabaw dla dzieci.

Stanowisko Izby Przemysłowo-Handlowej w Tarnowie w sprawie ewentualnej rozbudowy Galerii Handlowej GEMINI Park Tarnów

Ponieważ temat rozbudowy galerii handlowej Gemini Park Tarnów wraca pod obrady rady miasta, pragniemy przedstawić stanowisko nie tylko zrzeszonych w naszej izbie przedsiębiorców, ale również tych niezrzeszonych. Jest to również głos tej części mieszkańców Tarnowa, którzy przekazują do nas swoje opinie i sugestie.

 

Próbuje się nam przedstawić sytuację, gdzie być albo nie być naszego miasta, jego rozwój, postrzeganie i finanse zależą od wielkości galerii handlowej, a jej rozbudowa spowoduje skok cywilizacyjny miasta i regionu. Te niczym nieuzasadnione opinie wprowadzają w błąd mieszkańców miasta i zafałszowują rzeczywisty obraz rzeczy.

 

Duże galerie handlowe funkcjonują w Tarnowie od 7 lat. Czy wniosły coś, co przyczyniło się do rozwoju miasta? Czy Tarnów zaczął się wtedy dynamicznie rozwijać? Obserwacje wszystkich nas wskazują, iż od tego czasu Tarnów jest w stałej zapaści, a jego znaczenie degraduje się z roku na rok. Nie możemy stwierdzić, że to galerie były tego przyczyną, choć ich powstanie spowodowało spustoszenia wśród małych i średnich firm handlowych w Tarnowie, wiemy za to na pewno, że w niczym miastu nie pomogły.

 

Miastu bardziej potrzebna jest dobra współpraca z rozwijającymi się ostatnio dynamicznie Zakładami Mechanicznymi, Grupą Azoty i innymi firmami produkcyjnymi i innowacyjnymi, których potencjał jest spory i na pewno są duże rezerwy rozwojowe dla dobrej współpracy z władzami miasta. Pojawiają się już pierwsze głosy o takich możliwościach. Jest też zapewne rezerwa w lokalnych przedsiębiorcach, którzy nie mogą jakoś liczyć na pomoc urzędu miasta. Rozwój miasta to także budowa pozycji tarnowskiej PWSZ, bo to ona, a nie duży sklep, może decydować o funkcji stolicy subregionu tak jak pozostała baza edukacyjna oraz oferta kulturalna samorządowych, jak i prywatnych placówek kulturalnych. Ważne jest też uporządkowanie komunikacji w mieście, czemu poświęcone było np. ostatnie spotkanie zorganizowane przez IPH, na którym nie było nikogo z władz miasta, ale które za to chętnie wspierają swą obecnością działania spółki Gemini Holding.

 

Mając pełną świadomość tego, iż w obecnych czasach obiekty handlowe nie mają żadnej funkcji miastotwórczej, władze Kielc, miasta z wielu powodów podobnego do Tarnowa, powiedziały niedawno „nie” budowie kolejnej galerii handlowej. I nie tylko, że przy akceptacji radnych uchwaliły plan zagospodarowania przestrzennego, który takie działania właścicielowi gruntu uniemożliwiał, ale wręcz odkupiły te tereny, by służyły one mieszkańcom miasta, zakładając, iż handel w tym miejscu ma mieć symboliczne rozmiary. Tymczasem władze Tarnowa zatrzymały się w czasie co najmniej 30 lat temu, twierdząc, że rozbudowa galerii to motor napędowy rozwoju naszego miasta.

 

Takie słowa w ustach prezydenta miasta budzą smutek i refleksję. Czy możemy przy takiej władzy liczyć na zatrzymanie degradacji Tarnowa, gdy przy braku jakichkolwiek pomysłów na rozwój miasta jego przyszłość wiąże się z rozbudową wielko powierzchniowego sklepu?

 

Prezydent Roman Ciepiela zapomnieć chce, co może dziwić, gdyż działo się to też bardzo intensywnie za jego pierwszej kadencji, że w momencie gdy padały kolejne zakłady przemysłowe, a funkcjonujące drastycznie redukowały zatrudnienie, to mali tarnowscy przedsiębiorcy wzięli na siebie ciężar rozwoju miasta. To tarnowscy handlowcy i rzemieślnicy byli siłą napędową tego miasta, to oni przynosili dochody do budżetu, które w przeciwieństwie do czasów obecnych rozwijało się dynamicznie. To dzięki ich, często wielopokoleniowej pracy można było utrzymać miejskie instytucje. Czy teraz są już niepotrzebni? Czy można ich wyrzucić na śmietnik historii, dlatego że przyszedł ktoś z workiem nowych świecidełek, by „kolonizować” nasze miasto?

 

Nie przez przypadek wspominamy tu o „kolonizacji”. W galerii Gemini Park Tarnów lokalni przedsiębiorcy zajmują tylko ok. 5% powierzchni handlowej, resztę zajmują placówki firm spoza Tarnowa. Te płacą podatki w miastach, gdzie mają swoje siedziby, a wypierają lokalnych przedsiębiorców, co powoduje, iż wykazując dochody z podatków, jakie płaci z tytułu podatków od nieruchomości właściciel galerii Gemini, trzeba je urealnić, odejmując od nich zmniejszone lub utracone wpływy od innych, lokalnych podmiotów.

To, co pozostanie, może okazać się niewielką kwotą, zwłaszcza że tak prezydent, jaki i Gemini Holding nie chcą uwiarygodnić podawanej publicznie kwoty wpłacanych podatków, które według nich stanowią na chwilę obecną ok. 0,4% budżetu miasta Tarnowa. Tak, mówimy o kwocie 0,4%, która teoretycznie wzrosnąć może o 0,25%. I dla tej ćwiartki procenta budżetu mamy zaryzykować przyszłością setek rodzimych firm? A uwzględniając różnicę pomiędzy wpłatą od Gemini a brakiem wpłat od lokalnych przedsiębiorców, ta wartość może już być zupełnie niezauważalna.

Kolejnym, powtarzanym mitem jest powstanie nowych miejsc pracy w związku z rozbudową galerii. Jeżeli w galerii zatrudnione zostanie 900 osób, to co najmniej 900 osób straci pracę w innych miejscach. To oczywiste, gdyż tarnowski biedny rynek nie będzie miał siły nabywczej, by utrzymać dodatkowe sklepy. Stanie się to kosztem już istniejących i zatrudnionych w ich osób. To samo dotyczyć będzie usług tak gastronomicznych, jak i tych związanych z obsługą nieruchomości. Stracą pracę serwisanci, pracownicy firm ochroniarskich i sprzątających, informatycy czy księgowi w biurach rachunkowych. Przeżywaliśmy to już w momencie otwarcia galerii Tarnovia i Gemini, tym razem może być jeszcze gorzej.

 

Osobną, nie mniej ważną kwestią jest to, jakie miejsca pracy tworzy galeria i czy tego oczekuje tarnowski rynek. Już dzisiaj jest problem ze znalezieniem chętnych do pracy jako sprzedawcy w sklepach. Nie ma zainteresowanych. To niskopłatne miejsca w obiekcie czynnym 7 dni w tygodniu po kilkanaście godzin dziennie. Nie tego oczekuje tarnowski rynek pracy i Tarnów. Miastu potrzeba dobrze płatnych miejsc pracy, pozwalających na realizację swoich życiowych planów dobrze wykształconym i ambitnym mieszkańcom regionu. To zatrzymać może upadek miasta.

 

Gemini zabrało z ulicy Krakowskiej sklepy Croop i Reserved, konkurencji z galeriami nie wytrzymał też sklep sieci Divers na Wałowej, co wskazuje, iż nieprawdą jest też stwierdzenie, że galeria nie zabiera sklepów z handlu ulicznego.

 

Ze strony Gemini Holding padają stwierdzenia mające wpłynąć na opinię mieszkańców i radnych, że brak akceptacji dla planów ich spółki zrazi potencjalnych inwestorów do lokowania swoich pieniędzy w Tarnowie. Odwracając tą kwestię. Jakie to firmy zainwestowały w Tarnowie w związku z tym, że akceptowano bez ograniczeń wszystkie pomysły właścicieli galerii Gemini? Ponadto powiedzieć należy jasno, nie każda inwestycja jest dobra dla miasta i nie każdą władze miasta powinny wspierać.

 

Jeszcze raz popatrzmy na przykład Kielc, gdzie powiedziano, że już jest wystarczająco dużo powierzchni handlowej i tego rodzaju inwestycje nie są oczekiwane i nie będą wspierane przez władze miasta. W Poznaniu obecny prezydent miasta nie przyszedł na otwarcie nowej największej galerii w mieście, demonstrując tym swoje stanowisko. Tarnów, jak ostatnio wyliczono, posiada jeden z najwyższych wskaźników obiektów wielkopowierzchniowych na 1000 mieszkańców w kraju. Ponadto jesteśmy w ścisłej czołówce, jeżeli chodzi o ilość dyskontów typu Lidl, Biedronka i im podobne. Na jeden tego typu sklep przypada mniej niż 5000 mieszkańców. Bijemy tym parametrem średnią krajową dwukrotnie. A małopolską czterokrotnie. Tak więc i Tarnowowi nie potrzeba kolejnych inwestycji w galerie handlowe. A jeżeli sytuacja w mieście się zdecydowanie poprawi, czego życzymy sobie wszyscy, to są na to zarezerwowane miejsca na obrzeżach miasta. Nie ma potrzeby tworzenia uciążliwości w postaci koncentracji handlu w jednym miejscu w mieście.

 

Oczekujemy zatem od Prezydenta Miasta Tarnowa, by zajął się aktywną działalnością na temat rozwoju miasta na innych obszarach niż handel i skoncentrował się na aktywnym poszukiwaniu obszarów tematycznych do rozwoju miasta i argumentacji, dlaczego warto u nas inwestować. Rolls Royce inwestuje w Ropczycach. Ma utworzyć 3000 miejsc pracy. To jest temat do rozmowy, a nie rozbudowa galerii. W tym kierunku działań oczekujemy. Jeżeli nie ma gruntów, to niech miasto stara się je pozyskać. Czy poczyniło w tym kierunku jakiekolwiek działania? Choćby rozpoznawcze?

 

Pojawia się wątek, iż Gemini Holding to polska firma. Nie osądzamy, jakie to ma znaczenie, bardziej co prawda przekonywałby argument, że firma jest zarejestrowana w Tarnowie i tu płaci podatki. Ale faktem jest, iż pomimo tego, że powstała z połączenia z Gemini Holdings z „s” na końcu z cypryjską spółką, jest ona własnością polskich przedsiębiorców. Tak jak polscy przedsiębiorcy byli właścicielami centrów handlowych Max i Echo w Tarnowie.

 

Dzisiaj jedno jest w rękach irlandzkich, drugie amerykańskich. Tak to już jest, że centra buduje się, rozwija, a gdy osiągną odpowiednią wartość, sprzedaje. Tak wygląda ten rynek. Ostatnio nawet Grażyna Kulczyk sprzedała swój Stary Browar w Poznaniu. Jaką mamy gwarancję, że właśnie prowadzone działania nie zmierzają do tego, by podnieść wartość Gemini Park Tarnów przed planowaną sprzedażą? Czy też uwierzymy na słowo tak jak w kwestii budowy Parku Legionów?

 

Ostatnim argumentem ze strony przedstawicieli Gemini Holding jest pismo, w którym reprezentująca tą spółkę kancelaria prawna żąda zmiany uchwały podjętej 30 czerwca przez radę miasta oraz straszy konsekwencjami, gdyż, ich zdaniem, pogorszy ona już istniejące warunki, gdyż gdyby chcieli wyburzyć swoją galerię i postawić ją w innym kształcie na nowo, to nie mogą robić tego w dowolny sposób, bo ogranicza ich wprowadzona linia zabudowy, której wcześniej nie było. Linia ta wprowadzona przez radnych zapobiegać miała zbliżeniu się galerii do os. Legionów, a zatem dbała, by nie pogorszyły się już trudne warunki życia w tym rejonie. By galeria nie weszła prawie do domów. Pomijając kwestię realności wersji przebudowy galerii w obecnym jej rozmiarze, trzeba jednak zauważyć, że prezydent obawia się roszczeń ze strony galerii, gdyby zaistniała mocno hipotetyczna sytuacja, tymczasem nie martwi go możliwość pozwu ze strony setek tarnowskich przedsiębiorców, którym zgoda na rozbudowę galerii realnie przyniesie straty.

 

Nie wnikając w to, w jaki sposób galeria prowadzi opisywany przez siebie dialog z klientami, pragniemy też poinformować, że do nas zgłaszają się dziesiątki osób, które będąc przeciwne rozbudowie galerii, nie mogą zrozumieć poparcia władz miasta dla tego pomysłu i chcą wyrazić swój sprzeciw. Tzw. ankieta, zbierająca dla właściciela Gemini wyłącznie podpisy poparcia dla rozbudowy, nie dawała możliwości oddania głosu przeciw rozbudowie. To i sposób zbierania podpisów, brak ich weryfikacji, a zatem i ich mała wiarygodność opisywane były w mediach, ale ponieważ podnosi się ich kwestię publicznie, postanowiliśmy sprawdzić, czy są też głosy przeciwne. I tak zaledwie w kilka dni bez wsparcia medialnego i tylko za pomocą kilku wolontariuszy zebraliśmy ponad 700 głosów pod petycją żądającą od tarnowskiego samorządu zaprzestania prac umożliwiających rozbudowę Gemini Park Tarnów. Mamy więc podstawy twierdzić, iż gdybyśmy tą akcję prowadzili tak długo i z takim rozmachem, jak to czyniła firma na zlecenie właściciela galerii, to zebralibyśmy nie mniej głosów przeciw rozbudowie, niż zebrano za.

 

Ponadto warto się tu też zastanowić nad wartością samej ankiety. Tak sformułowane pytanie, bez świadomości podpisujących dla konsekwencji takiej decyzji, porównać można do zadania młodzieży szkolnej pytania, czy chcą by było lekcji mniej i były o połowę krótsze. Wynik takiej ankiety jest oczywisty i łatwy do przewidzenia. Ale czy to oznacza, że powinno się lekcje skrócić i zredukować ich liczbę? Czy też powinni o tym decydować ci, którzy odpowiadają za poziom wykształcenia młodzieży i mają wiedzę, czym taki ruch by się zakończył, niwecząc cały proces edukacji i obniżając poziom wykształcenia społeczeństwa.

 

Zatem od rady miasta, mającej pełny mandat od mieszkańców Tarnowa, oraz od Prezydenta Romana Ciepieli, który też został wybrany głosami tarnowian – często tych, przeciw którym teraz występuje, popierając rozbudowę galerii, oczekujemy, że mając większą od przeciętnego mieszkańca miasta wiedzę i doświadczenie samorządowe, podejmą decyzję także w oparciu o przewidywane długoterminowe skutki takiej rozbudowy.

 

Naszym zdaniem, które staraliśmy się tu krótko uzasadnić, decyzja taka powinna uniemożliwić rozbudowę galerii Gemini Park Tarnów i uporządkować kwestie planistyczne w takim zakresie, za jakim zagłosowali radni 30 czerwca.

Rada Izby Przemysłowo-Handlowej w Tarnowie

 

Tyle ze strony IPH. Czyli reasumując. Mój udział był minimalny. Decydującego wpływu nie miał. Mam nadzieję, że podniósł świadomość. Nic więcej. Być może utwierdził w przekonaniu o słuszności tej decyzji. Analogicznie powracając do Jaworzna. Tam nikt nie podpisał umowy, ale centrum pustoszeje. Przybywa lokali do wynajęcia. Wystarczy zadzwonić do lokalnych stowarzyszeń-zapytać jaki wpływ na rozwój miasta ma budowa w centrum gh.

 

Jeśli jakimś cudem decyzja w Tarnowie zostanie odkręcona to te niby 700 miejsc utraconych pracy przekuje się na zamknięcie firm, które istnieją od lat i zatrudniają setki ludzi. Bez względu na to, kto będzie rządził za rok, dwa czy pięć. Bo system retail nie ma politycznych barw pomimo, że pani Ola Jakubowska była rzecznika rządu nie jest już dyrektorem gh w Podkowie Leśnej.

Raz jeszcze dziękuję za zaproszenie. Z kolejnych w innych miastach-już nie skorzystam. Bo dziś można machać szabelką walcząc o samorządowe mandaty piętnując taki czy inny budynek w centrum czy poza miastem tylko po to, aby zdobyć głosy. Nie zamierzam- w tym uczestniczyć.

 

Pozdrawiam bankrutów z Tarnowa, tych przeszłych, obecnych i przyszłych. Bo łapanka wciąż trwa.

 

I na zakończenie jeden z kolejnych sygnałów. Tym razem przeliczony jeden z dwudziestu trzech w dwa lata z Olsztyna.

„Galeria Warmińska na swojej stronie podaje, że 8 mln klientów rocznie ją odwiedza.

milek

Gdyby tak było, przyjmijmy proste założenie: 8 000 000 klientów to średnio miesięcznie 666 666 odwiedzin /30 dni = 22222 osób odwiedzających galerię każdego dnia. Gdyby z tych 22222 osób chociaż 3% (666 osób dziennie) zaszło do mojego lokalu na 1 kawę po 5,90 brutto (nie na deser, nie na lody, nie na obiad za 50 PLN ale na 1 kawę po 5,90) mój dzienny obrót zamykałby się na poziomie 3929, 40 czyli x 30 dni w miesiącu powinienem zarabiać na tym interesie 117 882 PLN brutto/m-c. I TO PRZY ZAŁOŻENIU ŻE KLIENT KUPUJE 1 NAJTAŃSZY PRODUKT. Tymczasem obroty kształtowały się na poziomie kilkanaście do 41 tyś brutto !

 

(ocenzurowano)

 TUTAJ WIDAĆ DOKŁADNIE CO OZNACZA SŁOWO "PRZELICZENI" WŁAŚNIE TAKIE ANALIZY ROBIĄC CZŁOWIEK WIERZY ŻE TEN BIZNES NIE MA PRAWA SIĘ NIE UDAĆ” Skoro odwiedza 8 mln klientów biorąc taką kalkulację NA 8 MLN PROCENT ZAROBIĘ”.

Czytelnik ma ok. dwóch milionów długów wynikających z kar, niezapłaconych czynszów etc.

 

 

 

 

 

Buczy pod nosem, że do Kościoła-poradnik najemcy

przeliczeni

-Zbieramy podpisy za obroną handlu w niedzielę. Mamy kilkanaście złotych za godzinę pracy. Nawet dwadzieścia złotych, a koordynatorka 30 złotych. Pracujemy po 12 godzin i zbieramy podpisy klientów za tym, aby pomysł zamknięcia również gh został wycofany- tłumaczy hostessa zbierająca podpisy.

Podchodzi senior. Na oko plus 60 i zaczyna się „dialog” .

-Do Kościoła!!!A nie siedzieć tu i namawiać ludzi-buczy pod nosem.

Zaskoczona dziewczyna rezolutnie pyta.

-A pan co tu dziś robi? My pracujemy.

Senior strzelając piorunami pełnymi niedzielnej miłości - prosto w oczy hostessie-oddalił się na zakupy.

http://www.takdlaotwartychniedziel.pl/fakty-mity.html#tekst

Ile jest takich dialogów? Jestem zdania, że pomysł zakazu handlu w niedzielę nie podniesie handlu rodzimych sprzedawców, a dobije tych którzy są w środku lub/i wstrzyma zarobki tych, którzy zarabiają. Ci, choć w mniejszości-jednak są. Okazuje się że można pomieszać z poplątaniem modlitwę z wpływem na to czy ludzie mają iść do pracy czy nie. Bo zbieranie podpisów w tej sprawie w Kościołach w jakimś stopniu wywarło nacisk i rzekomą obronę małego polskiego handlu. Bo w zasadzie można też wyłączyć stacje radiowe, telewizyjne, portale żeby w niedzielę nie nadawały, bo wtedy lecą spoty czy banery i też jest to forma handlu czasem antenowym. Ludzie pracujący w niedzielę- nie w handlu- też mają rodziny i wchodzenie z tym pomysłem teraz, kiedy rynek jest przesycony nie jest pomysłem życiowym. Dla najemców ma to znaczenie.

 

Bo jeśli ktoś robi obrót w niedziele np. 8.000 złotych to razy cztery robi kwotę. Bez tego obrotu i tak ciężkie płytki kwadratowe staną się betonową płytą na i tak dociążonych ludzi. Dlatego ten pomysł jest absurdalny z punktu widzenia najemców. Ostatecznie z wchodzeniem do gh należy się wstrzymać, bo podjęcie decyzji w cieniu nawet najbardziej społecznych intencji nie będzie miało racjonalnego bytu. W zasadzie gh będzie można traktować jako miejsca, gdzie zarabia się dwa razy. W piątek i sobotę. I pokapie w tygodniu.

W pierwszy weekend zebrano ok. 75.000 podpisów za tym, aby pomysł zakazu wycofano. Akcja trwa. Na razie nie wiadomo czy i jaki wywrze wpływ. Wiadomo, że obecni guru biznesu skutecznie zniechęcają do robienia czegokolwiek. Pomysły celnie punktuje Cezary Kaźmierczak-szef Związku Przedsiębiorców i Pracodawców w Polsce.

http://innpoland.pl/131265,to-dorznie-klase-srednia-ekspert-ktory-popieral-dobra-zmiane-bez-zludzen-o-gospodarce

Związek działa aktywnie.

http://zpp.net.pl/zostan-czlonkiem-zpp/obrona-czlonkow/

Przed wejściem do gh w przyszłym roku warto tez zajrzeć w kalendarz. I dokonać analizy dni wolnych od pracy i świąt i przemnożyć przez lata trwania umowy.

Jak podaje kalendarz świąt w przyszłym roku to 115 dni wolnych od pracy przy uwzględnieniu weekendów i świąt. Biura podróży już wyliczyły skwapliwie i oferty na majowy weekend to okazja, aby się wyrwać nie na trzy dni.

http://www.romantycznyweekend.eu/search,oferta,majowka.html

W międzyczasie dość nieoczekiwane wyjście z Polski zapowiedziała sieć

MarksSpencerotwarciepierwszegosklepuMSwLodzi

Na zdj. Otwarcie pierwszego sklepu Marc&Spencer w Łodzi.

 

Likwiduje wszystkie swoje sklepy. Ze względu na to, że się nie opłaca. Czynsz plus pozostałe koszty są powodem wyjścia tej sieci. Za niskie obroty w stosunku do czynszu.

Również w międzyczasie portal franczyzawpolsce.pl podjął temat za blogiem sieci kawiarni z belgijskimi pralinami. Właściciel rozmowny nie jest.

„Z pytaniami ile lokali zostało zamkniętych, jakie są tego przyczyny i ile pijalni działa obecnie zwróciliśmy się do Michała Piaseckiego, pełnomocnika zarządu firmy. Niestety nie otrzymaliśmy odpowiedzi, gdyż na każdy telefon z redakcji Franczyzawpolsce.pl odpowiadał, że nie ma czasu na rozmowę”.

http://franczyzawpolsce.pl/aktualnosci/7187-wstrzasnelo-franczyzowa-siecia-mount-blanc

Odpowiadając na postawione pytanie należy je odwrócić. Czyli ile ich pozostało. Kilka z kilkudziesięciu. Zdjęcia z poprzewracanymi wazonami są już nieaktualne. Sprzęt trafił na portale aukcyjne żeby odzyskać cokolwiek. Na rozmowę natomiast znalazł czas Gino Maes z Antwerpii. Belg, który wprowadzał praliny na zasadzie franczyzy.

Kilkanaście lat temu pierwszy franczyzobiorca okradł go z pomysłu i towaru.  W jedną noc pozamieniał loga, zmienił nazwę , a potem rozbił fajnie rozwijającą się sieć i rozwijał swoją. Opatentowaną. Z dokumentacji wynika, że koszt inwestycji to nie deklarowane 300 tysięcy czy 350 tysięcy ale 500, 600 czy 700 tysięcy. Taki patent na frajerów. Dziś zamiast deklarowanych obrotów prokuratury, sądy, prawnicy, koszty, stres i...

14938324_1325269564158518_5980049542290363686_n

Dlatego dzięki tej publikacji portalu dedykowanego franczyzie jest szansa na to, że ta spirala się skończy. Ważne jest to, że portal zauważył temat i podał go dalej.

Sami biorcy diagnozują to tak.

Franczyzobiorcy (FB) opracowali schemat działania.

I Faza.

Przedstawiciel franczyzodawcy - Michał P. celowo przedstawia kandydatom na franczyzobiorców fałszywe dane nt.:

  • opłacalności inwestycji (zwrot po 2,5 roku - a w rzeczywistości 80% franczyzobiorców bankrutuje w ciągu 1 roku od otwarcia kawiarni),

 

  • kosztów inwestycji (350 tys., a kończy się na 600 tys.) 

 

 

  • wyników osiąganych przez innych franczyzobiorców (FB) w porównywalnych wielkościowo i lokalizacyjnie (wszystkie kawiarnie są dochodowe, świetnie sobie radzą - w rzeczywistości w ciągu 5 lat zamknięto 17 lokali, co potwierdzili świadkowie - byli FB - na procesie przed Sądem Okręgowym w Krakowie sygn. IX GC 997/13)

 

  • preferowana lokalizacja kawiarni - centrum handlowe

 

 

  • jednostek własnych - MB nie posiada jednostek własnych, tylko działające na preferencyjnych warunkach jednostki franczyzowe, prowadzone przez członków zarządu i wspólników MB, którzy jako osoby fizyczne zakładają spółki cywilne i w takiej formie prowadzą rzekomo własne jednostki MB. Podmioty te posiadają odmienny od MB NIP. REGON i w żaden sposób nie są powiązane finansowo i organizacyjnie z MB, więc nie mogą być nazywane jednostkami własnymi. Gdyby były prawdziwymi jednostkami własnymi, wszelkie zyski ze spółki-córki trafiałyby do centrali sieci MB, wpływając na jej rozwój. W rzeczywistości zyski z tych punktów trafiają okrężną drogą na konta twórców sieci (patrz: schemat graficzny). Poza tym działają one na warunkach korzystniejszych, niż inne jednostki franczyzowe (brak opłat franczyzowych, zakup towarów i usług na preferencyjnych warunkach - vide zeznania świadka M.P. przed SO w Krakowie w sprawie IX GC 997/13) , a wyniki tych tzw. "własnych jednostek" trafiają do wyliczeń efektywności działania wszystkich jednostek sieci, zafałszowując ją. Nikt z normalnych FB nie jest w stanie uzyskać rentowności porównywalnej z tzw. jednostkami własnymi
  1. FAZA - po podpisaniu umowy franczyzowej
  • pobieranie od FB zaliczek na poczet przyszłej inwestycji

 

  • kupowanie elementów wyposażenia kawiarni bezpośrednio od ich producentów, za pieniądze pobrane w formie zaliczek od FB

 

 

  • fakturowanie i sprzedawanie mebli, oświetlenia, wyposażenia kawiarni z narzutem co najmniej 100%. Czyli FB kupuje np. meble od MB, która to spółka nie jest ich producentem, a jedynie pośrednikiem i wystawcą faktury

III. FAZA - uruchomienie kawiarni

  • pierwsze zatowarowanie - koszt ponad 100 tys. zł (koszt nie ujmowany w kalkulacjach kwoty inwestycji)

 

  • FB od początku ponoszą straty na działalności - to jest początek ich szybkiego końca
  • FB dostrzega, że koncept nie jest sprawdzony, przetestowany, a poziom rzeczywistych obrotów uzyskiwanych w otwartym lokalu znacznie odbiega od założeń. Jest to standard,
  • obowiązek zakupu ponadnormatywnych ilości towaru od MB, nie dostosowanych do możliwości sprzedażowych FB bez możliwości ich zwrotu. Tak powstają olbrzymie zapasy i straty
  • popsucie relacji między FB, a Mount Blanc
  • sugestie ze strony MB, że FB po prostu nie potrafi stosować się do reguł, wszystko robi źle i dlatego straty
  1. FAZA - schyłek
  • mija kilka miesięcy od otwarcia kawiarni - FB dostrzega beznadziejność swojej sytuacji, działa dalej pogłębiając straty w obawie przed konsekwencjami ze strony MB i galerii handlowej,
  • FB próbuje negocjować obniżenie czynszu w galerii - bezskutecznie
  • FB próbuje negocjować warunki dostaw od MB - bezskutecznie. Musi kupować narzucone jednostronnie przez MB ilości towaru, konieczne przy częstych zmianach asortymentowych (święta, Walentynki, Dzień Matki itp. wiele okazji)
  1. FAZA - bankructwo FB
  • FB zamyka lokal już po kilku miesiącach od uruchomienia (80% w czasie pierwszego roku)
  • galeria wszczyna czynności w celu egzekucji kar umownych
  • M.P.  w imieniu MB albo proponuje przejęcie wybudowanego przez FB lokalu wraz z wyposażeniem za ułamek jego wartości. Znane są przypadki, że zaproponował 80 tys, za wyposażenie warte 450. tys. Czyni tak tylko wtedy, gdy lokalizacja jest obiecująca i rokuje sukces dla tzw. "jednostek własnych" pracujących na o wiele większych marżach niż zwykli FB (np. kupują pralinki po ok. 30 zł/kg, gdy zwykły FB po 100 zł/kg; podobnie kawa, opakowania prezentów itp.). W takim przypadku zawierane jest z FB porozumienie, a gotowy, nowiutki lokal z wyposażeniem przejmują Sylwia W.-. i Grzegorz T. w ramach jednej z kilku posiadanych przez siebie spółek cywilnych. Znany jest przypadek z Bielska - Białej gdy MB celowo dostarczał duże ilości towaru do bankrutującego lokalu, a później przejął tę kawiarnię, rozliczając tenże niezapłacony przez FB towar. Zyski z tych punków trafiają nie na konta Mount Blanc, ale na prywatne konta członków zarządu -wyprowadzanie pieniędzy,
  • gdy lokalizacja kawiarni nie rokuje - MB wnosi przeciw swojemu FB pozew do sądu o zapłatę kar umownych za bezpodstawne rozwiązanie umowy i zamknięcie kawiarni. Kwoty: od 100 tysł do 200 tys. zł. Mount Blanc albo sprawę wygrywa - otrzymując żądaną kwotę z odsetkami albo w trakcie procesu zawiera z FB ugodę i szybko, bez długotrwałego procesu odzyskuje część żądanej kwoty. Pieniądze wpływają do centrali sieci

Wnioski:

  1. Mount Blanc zawsze zarabia:
  • kupuje elementy wyposażenia lokali za pieniądze FB (zaliczki)
  • refakturuje zakupiony od producentów sprzęt dokładając ogromną marżę i następnie sprzedaje FB
  • do momentu bankructwa FB - dostarcza mu ogromne ilości towaru, bez możliwości zwrotu
  • po bankructwie FB, wykorzystując jego kłopoty i stan psychiczny (dodatkowy spór z galerią, częste załamania nerwowe) - członkowie zarządu w ramach prywatnej działalności przejmują za bezcen wybudowany lokal z wyposażeniem, na którym MB już zarobił, wyposażając go i zatowarowując. Niekiedy odkupuje same wyposażenie i później sprzedaje kolejnym FB
  • po bankructwie FB, poprzez sąd egzekwuje olbrzymie kary umowne lub doprowadza do korzystnej dla siebie ugody, z czego też są pieniądze,
  1. MB powiększa swój majątek bez angażowania środków własnych
  2. Członkowie zarządu MB, na bankructwie swoich FB korzystają - powiększają prywatny majątek i wyprowadzają pieniądze z sieci franczyzowej na prywatne konta.

 

„Opisany mechanizm funkcjonowania sieci MB jest zaplanowany, zorganizowany (mózg operacji - Michał P.) i nosi znamiona oszustwa, ponieważ FB są nakłaniani do podpisania rygorystycznej umowy franczyzowej w oparciu o przedstawione im na etapie negocjacji fałszywe dane nt. funkcjonowania sieci i dochodów osiąganych przez już działających w niej FB. Gdy już wpadną w sidła, stosowany jest schemat wyssania od nich wszystkiego, co zainwestowali (przejęcie lokali i wyposażenia, za które też przepłacili MB) i co mają na prywatnych kontach (kary, ugody)”.

Franczyzobiorcy Mount Blanca podkreślają, że chcieli wejść w sprawdzony model biznesowy. W coś co prosperuje i pozwoli prowadzić działalność. Straty szacują różnie od 500.000 złotych do kilku milionów biorąc pod uwagę kary od wynajmujących.

Podkreślają, że nie chodzi o zemstę, ale elementarne poczucie tzw. etyki w biznesie i uczciwości. Niektórzy mieli duże doświadczenie w biznesie, inni- żadnego. Wg nich P. na rozprawach twierdzi, że zarabia na meblach. Śmieje się biorcom w twarz. Inwestuje w apartamenty w Zakopanem.

 

Co robi dziś Gino Maes? Wprowadza nową markę na zasadach franczyzy.

logo

Nauczony doświadczeniem robi to inaczej. Firma ma coraz więcej klientów choć sieci pijalni czekolady już nie rozwija. Jak rozwijają się dziś państwo Maes? I co jest źródłem sukcesu sieci Czas na Herbatę? O tym następnym razem. A na zakończenie coś z innej beczki. W kontekście poprzedniego wpisu. Linka podesłał czytelnik bloga.

 http://www.expressilustrowany.pl/lodz/a/cudzoziemcy-od-kilku-dni-obserwowali-sklep-rossmann-wezwano-policje,11469360/ 

P.S. Nasz blog trafił do zaszczytnego grona "Blogów tygodnia" za miniony tydzień. Nie wiem czy to ilość wizyt, czy ktoś go wyróżnił. Bez znaczenia.  Fajnie. Że wciąż się czyta)))Pozdrawiam.

Ten wczorajszy wkurw, czyli au widersechen

przeliczeni

Bywa tak, że coś się zmienia z dnia na dzień, z godziny na godzinę. Że robisz coś po cichu bez jakiegoś halo, a tu nagle czytasz o swoim projekcie na portalach w sąsiednim kraju, potem w swoim. I jesteś zawalony w sensie dosłownym. Mailami, telefonami, zapytaniami, propozycjami, zaproszeniami na spotkania. Starsi znajomi sobie przypominają-którzy dawno zapomnieli. Nagle.

Dzwonią. Tak czy inaczej jest to miłe pomimo wszystko. I staram się to wszystko ogarnąć.  Tym bardziej, że prawa ręka projektu  jest po drugiej stronie i kontakt jest utrudniony. Bo kolejki, bo wizy, papiery, podpisy, pieczątki. Mam wrażenie, że pomysł wypali. Nie koniecznie tylko na lokalnym rynku. Bo projekt, który wpadł mi do głowy w grudniu minionego roku nabiera rozpędu, rumieńców. Może z dumy nie puchnie, ale idzie do przodu. Powoli. Krok po kroku. Dzień za dniem.

Kiedy bardzo zależy i wydaje się, że coś jest „skazane na sukces”-np. gh w systemie retail to okazuje się, że jest skazaniem na banicję. Społeczną. I takich ludzi spotkałem setki. Niestety. Albo stety. Nie wiem jaki tego wszystkiego jest sens, ale jedno jest pewne. Nie było by projektu gdyby nie gh. Nie byłoby bloga gdyby nie gh. Nie było by ciśnienia, co dalej robić. Gdzie wyczaić niszę. Czyli zrobić coś unikalnego, co będzie ludziom przydatne. I faktycznie to działa.

W marcu portal pojawił się w sieci. Niektórzy nie rozumieli o co w tym ma chodzić. I oprócz oczywistości robisz coś czego nie zrobił nikt. I już. I teraz kolejny krok. Przemyślany. Zaobserwowany między wierszami. Czyli Niemcy. Bliźniaczy projekt jest prawie gotowy. Kojarzenie Niemców-pracodawców z obywatelami Ukrainy-za pomocą platformy niemieckojęzycznej zadebiutuje w przyszłym tygodniu.

Flag_of_Germany.svg

I jest niepewność, ale i spokój, że to narzędzie zrewolucjonizuje kontakty między pracodawcami i szukającymi pracy. Że wytyczy nowe kierunki kontaktu. Być może nie będzie to rewolucja kopernikańska, ale życiowa na pewno. I Ci którzy zarzucają mi, że sprowadzam do Polski banderowców czy ludzi, którzy mają czarne podniebienie mogą być spokojni. Pomogę im przejechać dalej żeby tu nie gryźli. I przypomnę ten wczorajszy wkurw, że ich tu sprowadza, a za chwilę drugi, że ich wyprowadza dalej. 

Na teraz projekt nabiera rozpędu. W przyszłym tygodniu ma trafić do jednego z największych programów telewizyjnych za miedzą. Coś w rodzaju talk show na poważne tematy. I profili zawodowych przybędzie. Już jest blisko 2500. I przybywa. Kiedy to piszę ktoś się loguje. Kiedy to czytasz to nie wiem co o tym myślisz, ale w jakimś sensie przy dużej dozie szczęścia i przypadkowości jest jak jest.

Dzwonią pracodawcy. Słucham. Lubię słuchać. Ciekawe doświadczenie.  To nie dzwonią galernicy. Ci-niestety tkwią w miejscu w którym są. Z pełną świadomością, że ma to średni sens lub żaden. Niektórym udało się pomóc, innym nie. Niektórych przestrzec-innych nie. A niektórzy-nieliczni -trafili.

I na odpowiednich ludzi, realne warunki i ze swoim produktem. Sporo się dzieje w międzyczasie w retailu. Kolejne otwarcia i miliony nie ludzi. Dziś jest lament, że brakuje rąk do pracy. Pisałem o tym dawno. Wielu bankrutów uciekło, wielu zadłużonych po uszy ludzi szuka swojej szansy tak jak dziś „ludzie ze Wschodu”-szukają swojej szansy. Poza tym demografia jest nieubłagana.  Nie wiem jak traktować prośby żebym pisał nadal bloga, bo są też takie żebym się zamknął. Przychylając się do tych pierwszych powiem tak. To miłe. Karmi próżność. Mam do tego dystans. I nie wiem co o tym myśleć kiedy  Żabka pisze do mnie propozycje, żebym stał się szczęśliwym uśmiechniętym biorcą. System stanął na głowie. Żabka chce płacić 6500 za wejście „ z gwiazdką”  czyli jeśli spełnisz warunki umowy. Sześć tysięcy pięćset złotych płaci Żabka. Żebyś otworzył jej sklepik. Przecież za sukces się płaci-czyli w  drugą stronę. To Ty masz płacić za wejście. Dlatego tak trudno pisać o franczyzie w sposób jednoznaczny. Bo ona ma dwie różne twarze. Podobnie jak człowiek. Jedną przed lustrem kiedy jest sam, a drugą kiedy widzą inni.

Napisałem, że przyszłość nie leży w metrach kwadratowych, ale technologiach. Nie napisałem, bo przeczytałem o tym w gazetach, ale coś zbudowałem. Podjąłem ryzyko. Reasumując portal się zwrócił. I mam kolejkę klientów. I fajnie. O to chodzi. Żeby coś było potrzebne. Nie idealne i nie zaspokoi wszystkich i nie raz się pewnie coś posypie. Bo to normalne. Że coś się sypie. Chodzi o to żeby to jakoś pozbierać.

Do następnego. Pozdrawiam.

P.S. Tym którzy gratulowali i kibicują - serdecznie dziękuję.  

 

O nowym biznesie i czy się rozwija

przeliczeni

Dziękuję za kolejne linki i zdjęcia. Dziś jednak o czymś innym (jestem w trasie). Pytacie o to jak idzie portal, czy się rozwija.

http://pracadlaukrainy.pl/news/fakti-ictv-pishut-pro-nas

Stali czytelnicy wiedzą, że nie epatuję. Ale dziś jest wyjątkowa okazja, aby zapowiedzieć, a w niedzielę się spotkać. Tutaj.

TVN24_BiS_logo_duze

W niedzielę o 12.30. Zapraszam. Na pytania dotyczące głównego tematu bloga zadawane na fejsie odpowiem w przyszłym tygodniu. Pozdrawiam.

© Przeliczeni
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci