Menu

Przeliczeni

Blog będzie dotyczył historii związanej z funkcjonowaniem galerii handlowych. Ustaleniami najemców dotyczącymi różnych aspektów prowadzenia działalności w galeriach handlowych.

Prokuraturwa czyli nic się nie stało-poradnik najemcy

przeliczeni

Ciekawa lektura. Autorstwa Jagody Fryc. Polecam.

http://businessinsider.com.pl/wiadomosci/pijalnia-czekolady-mount-blanc-doniesienia-do-prokuratury/kff0rdt?utm_source=fb&utm_medium=social&utm_campaign=fb_bi

"Ta historia nie ma szczęśliwego zakończenia. Pijalnia czekolady "Mount Blanc Top Belgian Chocolates" miała być świetnie prosperującym biznesem franczyzowym. Życie napisało jednak swój scenariusz, w którym ludzkie dramaty przeplatają się z naiwnością, nieżyczliwością i chciwością. W główne role wcieliło się kilkunastu franczyzobiorców, a ich straty liczone są łącznie w milionach złotych. W tle przewijają się wieloletnie procesy sądowe i śledztwa w prokuraturze.

 

Franczyzobiorcy, nierzadko z ogromnymi długami na karku i firmami windykacyjnymi na głowie, dziś przerywają milczenie, bo – jak mówią – chcą ostrzec innych.

- Zjednoczyliśmy się, żeby walczyć o swoje prawa. Na tę chwilę do prokuratury trafiło 7 zawiadomień o popełnieniu przestępstwa, natomiast franczyzobiorców borykających się z podobnymi problemami jest co najmniej 19 osób. Część z nich podpisała co prawda ugody z firmą Mount Blanc Sp. z o.o., ale odbyło się to na zasadzie: albo strzelisz sobie w głowę, albo sami cię zabijemy – mówi Tomasz Zmysłowski, były właściciel franczyzowego lokalu "Mount Blanc Top Belgian Chocolates".

- Dochodzą nas słuchy, że otwierają się kolejne lokale. Dlatego chcemy nagłośnić tę sprawę. Liczymy, że w ten sposób uda nam się ostrzec innych – dodaje Magdalena Obidowska, była właścicielka pijalni czekolady Mount Blanc.

Czekoladowa góra nieścisłości

Na stronie internetowej firma Mount Blanc informuje, że na terenie całej Polski prowadzi 23 pijalnie czekolady. Działają one w ramach sieci, skupiającej tzw. jednostki własne Mount Blanc oraz innych franczyzobiorców. Pijalni byłoby jednak dużo więcej, gdyby nie fakt, że ich właściciele zbankrutowali. Okazuje się bowiem, że w teorii sprawdzony i przetestowany system franczyzowy dla wielu ludzi okazał się gwoździem do trumny. Jak to możliwe? Byli franczyzobiorcy uważają, że system ten z góry zakładał oszustwo.

 

Nasi rozmówcy przekonują, że mimo stosowania się do wszystkich wytycznych Mount Blanc, właścicielom kawiarni nie udawało się osiągać zakładanych przychodów, a koszty działalności były znacznie wyższe od założeń.

- Otrzymywaliśmy informacje, że inwestycje w lokal wyniosą 300-400 tys. zł, podczas gdy nakłady finansowe w praktyce były dwa razy wyższe. Co więcej, inwestycja miała się zwrócić po dwóch latach. W rzeczywistości wiele kawiarni zbankrutowało już w ciągu kilku miesięcy od otwarcia – dodaje Tomasz Zmysłowski.

W zawiadomieniu do prokuratury franczyzobiorcy piszą, że po bankructwie spółka Mount Blanc kupowała wyposażenie kawiarni za ułamek rzeczywistej wartości albo przejmowała lokal za bezcen, gdzie następnie członkowie zarządu Mount Blanc dalej prowadzili w nim działalność, tyle że na własny rachunek, a więc nie ponosząc już kosztów franczyzowych. Dodatkowo Mount Blanc żąda zapłaty kary za przedterminowe rozwiązanie umowy z winy franczyzobiorcy. A to nie jedyne obciążenia franczyzobiorców, bo kary umowne wiążą ich także z najemcami lokali, czyli np. galeriami handlowymi.

- Nic nie jest tu czarno-białe. Byłoby takie, gdybyśmy wszyscy płacili wszystko od początku do końca, a potem zerwali umowę. Tymczasem część ludzi już pod koniec działalności nie regulowała faktur, bo nie miała z czego. Mimo to Mount Blanc towar dalej dostarczał, godząc się na odroczoną na kilka miesięcy płatność, choć pełnomocnik zarządu spółki wiedział, jaka jest sytuacja. Że dany lokal nie jest dochodowy - mówi Piotr Kustra, były franczyzobiorca. I dodaje:

W trakcie funkcjonowania lokalu pełnomocnik zarządu Mount Blanc posiadał zdalny dostęp online do kamer monitoringu i systemu kasowego w każdej kawiarni. 


Poza tym na jego skrzynkę mailową co miesiąc, ze wszystkich lokali spływały szczegółowe sprawozdania finansowe każdego franczyzobiorcy wraz z kopią stosownego, miesięcznego raportu z kasy fiskalnej.
Była i jest to osoba posiadająca pełną wiedzę na temat rentowności każdego lokalu sieci Mount Blanc.

Diabeł tkwi w szczegółach

Po podpisaniu umowy i otrzymaniu podręcznika operacyjnego, a jeszcze przed otwarciem kawiarni, franczyzobiorcy mieli obowiązek dostosować wynajmowany przez siebie lokal do standardów sieci Mount Blanc. Nie jest to nic dziwnego, bo tak działa większość sieci franczyzowych. Pikanterii całej sprawie dodaje jednak fakt, że pośrednikiem w zamawianiu i dostarczaniu towarów był Mount Blanc. W zawiadomieniu do prokuratury czytamy:

Chociaż spółka Mount Blanc jest wyłącznie pośrednikiem, to ona wystawia wszystkie faktury, uniemożliwiając franczyzobiorcy prowadzenie negocjacji z dostawcami urządzeń, 
materiałów i usług oraz naliczając stosowne prowizje. W trakcie funkcjonowania pijani czekolady, firma Mount Blanc sprzedaje m.in. pralinki, czekoladę, kawę, opakowania, materiały reklamowe w ilościach uzależnionych wyłącznie od własnego uznania i bez prawa ich zwrotu w przypadku niesprzedania.

Jednym z obowiązkowych elementów wyposażenia są skórzane krzesła i fotele. Piotr Kustra do otwieranego w 2010 r. w Wałbrzychu lokalu kupił 56 takich krzeseł i foteli opisanych, jako "skórzane", za które zapłacił 30 tys. zł, tj. ponad 530 zł za sztukę. Sprzedawcą mebli i wystawcą faktury był Mount Blanc.

Te same skórzane meble w 2014 r. trafiły również do dwóch lokali: w Olsztynie i Lublinie. Prowadził je Tomasz Zmysłowski, który po roku zamknął kawiarnie. Zlecił wówczas wykonanie ekspertyzy, żeby sprawdzić, z czego zrobione są krzesła. I okazało się, że materiałem obiciowym nie jest skóra, lecz kilkakrotnie od niej tańszy skaj. Co więcej, udało się też ustalić producenta tych mebli i – jak przekonują franczyzobiorcy - wyszło na jaw, że Mount Blanc inkasował za nie dużo wyższą kwotę, niż ich rzeczywista wartość.

Franczyzobiorcy twierdzą, że to świadome działanie. W rozmowie z Business Insiderem Michał Piasecki, pełnomocnik zarządu spółki, zaprzecza:

- Nigdy w podręczniku operacyjnym nie wskazywaliśmy, że krzesła mają być skórzane, tzn. ze skóry naturalnej. Poza tym oni nie nabywali ich za 450 zł za sztukę – uciął Michał Piasecki, ale zapytany o rzeczywistą cenę mebli - odmówił komentarza.

"Nie oszukiwaliśmy franczyzobiorców"

Wszyscy nasi rozmówcy przekonują, że gdyby mieli wiedzę o realnych kosztach i rentowności niektórych kawiarni, nigdy nie zgodziliby się na współpracę z Mount Blanc. Podobne zdanie miał Sąd Rejonowy w Radomiu. W uzasadnieniu do postanowienia z dnia 26 sierpnia 2015 r., orzekając w przedmiocie umorzenia zobowiązań Barbary Figury, które nie zostały zaspokojone w postępowaniu upadłościowym, wskazał, że:

Podpisując umowę franczyzową i rozpoczynając działalność, Barbara Figura nie została zaznajomiona ze wszystkim wymogami stawianymi przez franczyzodawcę, generującymi niekiedy znaczne koszty prowadzonej działalności. 

Ponadto nie dysponowała ona rzetelnymi danymi odnośnie do przychodów uzyskiwanych przez innych franczyzobiorców na porównywalnych do wielkości rynkach, co także w praktyce zniweczyło możliwość uzyskania rentowności wynikających z przeprowadzonych uprzednio kalkulacji(…).

Michał Piasecki w rozmowie z Business Insiderem przekonywał jednak, że firma Mount Blanc nigdy nie oszukiwała swoich franczyzobiorców.

- Polecałbym bardzo dokładną weryfikację informacji, które pani posiada. Ponieważ informacje, które pani posiada, są nieprawdziwe. Mount Blanc nie oszukiwał swoich franczyzobiorców. Poza tym każdy ma prawo złożyć zawiadomienie do prokuratury, bo to jest wolny kraj. Polecałbym zaznajomić się też z innymi wyrokami sądu – ucina Michał Piasecki, pełnomocnik zarządu Mount Blanc.

Mount Blanc złożył zażalenie w sprawie Barbary Figury i postępowanie wciąż jest w toku. Tymczasem w czwartek (30 marca) zapadnie wyrok w sprawie Piotra Kustry. Walka przed sądem dotyczyła pieniędzy, których od Kustry żąda Mount Blanc z tytułu m.in. wcześniejszego odstąpienia od umowy. Łączna kwota roszczeń to 200 tys. zł.

Mount Blanc przegrał sprawę w pierwszej instancji, lecz złożył apelację. I gdyby sąd drugiej instancji wydał w czwartek pozytywny dla Kustry wyrok, pozostali franczyzobiorcy mogliby odetchnąć z ulgą.

- Wszyscy trzymamy kciuki. Bo jeśli sąd nakaże wypłatę tej kary, to jestem przekonana, że pozostali franczyzobiorcy, którzy zerwali umowy z Mount Blanc ze względu na problemy z rentownością biznesu, w ciągu dwóch tygodni dostaną wezwania do sądu o zapłatę kary – mówi Magdalena Obidowska, była właścicielka pijalni Mount Blanc.

Prokuratura umarza śledztwo. "Nie ma znamion czynu zabronionego"

Tymczasem prokuratura pod koniec ubiegłego roku na wniosek Sądu Okręgowego w Krakowie wszczęła śledztwo, które 21 marca 2017 roku umorzyła. Powód? Jak pisze w uzasadnieniu Bartłomiej Legutko, prokurator Prokuratury Rejonowej w Krakowie, po zapoznaniu się z aktami uznał, że opisywane w zawiadomieniu czyny nie zawierają znamion czynu zabronionego.

W uzasadnieniu prokurator zaznaczył, że umowa franczyzowa nie gwarantowała franczyzobiorcom osiągnięcia zysku. Wręcz przeciwnie - strony zaakceptowały postanowienia umowy, mówiące o podejmowaniu działalności na własne ryzyko. Zasada ta dotyczy wszystkich aspektów prowadzenia pijalni czekolady.

Prokurator wskazuje, że również obowiązek wyposażania kawiarni w meble i urządzenia zakupione wyłącznie od spółki Mount Blanc lub podmiotów przez nią autoryzowanych wynikał wprost z umowy franczyzowej, która w dodatku określała też koszt elementów wyposażenia lokali i pierwszego zaopatrzenia sklepu w towar.

Prokurator podnosi więc argument, że franczyzobiorcy, podpisując umowę, mieli świadomość tej okoliczności i sami ją zaakceptowali, a kwestie, czy meble wykonane są ze skóry, czy skaju – zdaniem prokuratora- nie mają znaczenia".

Tyle businessinsider. To, że P. okradł Belgów-prawowitych właścicieli pomysłu też nie ma znaczenia. Więcej na ten temat w książce Franczyza-fakty i mity. Przeszła wreszcie kolaudację-również prawną. Procesów z tego raczej nie będzie chyba, że pokazowe. Wydanie w październiku 2017 roku. Causa finita. Taka pralinka wśród wydawnictw.

W niej również historia "śledztwa" prokuraturwy w sprawie wyłudzenia 1,5 mln złotych w gotówce za "załatwienie" tzw. "lokalizacji" w gh i "pomoc" w budowie sieci aptek. Pojawiają się znane nazwiska Rutkowskiego, kancelarii detektywistycznej Rapackiego, CBA. Oszustka pomimo braku licencji działała bezkarnie na polskim rynku nieruchomości komercyjnych, bo prokurator-nie dopatrzył się znamion przestępstw. I ta kobita-wciąż działa. W wolnych chwilach skanuję te papiery (akta) i tutaj je wrzucę.  Zamazujemy dane. Bo w takim przypadku prokuraturwa wszczęłaby "śledztwo" w sprawie i za "batonik"-jeszcze by ktoś poszedł siedzieć. Przestrzegam przed budową sieci aptek. Więcej za jakiś czas.

 

 

 

Upadek w Andrychowie-poradnik najemcy

przeliczeni

Andrychów. Miesiąc temu najemcy pasażu „Andrychów” otrzymali informację, że nie mogą wejść do budynku. Ta sytuacja trwa do dziś. Budynek został zamknięty. Towar zajęty.

jaja1

-Jestem tutaj od kilkunastu lat i jesteśmy w szoku. Żadnych informacji i zostawili nas bez towaru, na lodzie. To nie były tanie lokale. Byliśmy w dobrych stosunkach z panią z firmy zarządzającej. Miałam lokal 22 m2 i czynsz na poziomie 3000 zł -to nie były małe czynsze! Wszystko na siebie zarabiało, wszyscy płacili regularnie czynsze. My nie mieliśmy długów. Zarząd nas teraz próbuje rozbijać czyli starają się rozmawiać indywidualnie, bo przecież nie mieli prawa zająć nam towaru. Prawnik zasugerował wejście na siłę do budynku, wezwanie policji  i zabranie towaru, ale my nie chcemy mieć potem z tego tytułu problemu-mówi jedna z kobiet która skontaktowała się ze mną w tej sprawie.

Z informacji przekazanych przez najemców wynika, że budynek ma pozostać zamknięty od 10-15 miesięcy. Powodem zamknięcia pasażu ma być stan techniczny budynku. Dach grozi zawaleniem.

Najemców jest ok. 20. To prestiżowe marki. Niektórzy mali najemcy podpisali już umowy w nowych lokalach w mieście, ale nie mają swojego towaru, bo… został w pasażu. Zastanawiają się teraz co dalej. Czy podpisywać papiery czy nie i jak postępować wobec tej sytuacji. Rozważają pozew zbiorowy przeciwko właścicielowi obiektu. Rzekomo w listopadzie budynek przeszedł kolejny odbiór techniczny, a w lutym został zamknięty.

news

Odpowiadając na pytanie pozew zbiorowy nie ma sensu. Statystycznie w Polsce ukonstytuowanie grupy i wyliczenie strat trwa dwa lata. Wysokość czynszu, różnych powierzchni najmu nie pozwoli na roszczenie w jednej, takiej samej wysokości. To rozwiązanie nie ma sensu. Jedyne jakie może wchodzić  w grę to próba uzyskania odszkodowania za straty. W tym przypadku jednomiesięczne. Emocjonalne nie mają znaczenia. Bo jeśli budynek grozi zawaleniem to należało go zamknąć i trudno mieć pretensje czy roszczenie o to, że zamknięto budynek.

To pierwszy taki przypadek w Polsce. Najemcy zostali na lodzie z dnia na dzień. Bez pracy. I lokali. Takiego przypadku umowa nie bierze pod uwagę. Wynajmujący nie ponosi żadnej odpowiedzialności. To był rentowny budynek. Zarabiał wynajmujący i najemcy. Andrychów to małe miasto. Nie ma tam giga gh. Czynsze choć niemałe -do uniesienia. W normalnym biznesie odszkodowanie czy zadośćuczynienie powinno wyjść od wynajmującego. W systemie retail jednak trudno liczyć na takie podejście.

Warto wiedzieć, że w umowie jeśli nie ma jasnych sformułowań dotyczących ochrony w przypadku takim jak ten, to możesz stracić miejsce pracy z dnia na dzień. Bez odszkodowania, przygotowania się na zmianę. Nikt Ci papierów technicznych nie pokaże. Pomimo, że płacisz. Dlatego sugeruję nie podpisywanie umów w systemie retail. 

 

 

 

Retail+, czyli temat pośród wielu-poradnik najemcy

przeliczeni

Tematem programu Studio Polska była ochrona konsumenta. Kto nie oglądał to najpierw krótkie streszczenie w paru słowach. Kredyty, banki, pożyczki, instrumenty finansowe, grube pliki akt i goście. Prawnicy, stowarzyszenia, politycy. I jazda bez trzymanki czyli: Czarnecki to złodziej, biznesy bankowe to robota służb, czynników niedookreślonych, państwo nie działa. Generalnie program mocny w sensie werbalnego przekazu i historii ludzi z długami od 10 tysięcy raty miesięcznie (pani prawnik) do bodaj 20 czy 40 mln długu na straconych instrumentach finansowych w konkretnych przypadkach. Pointa taka: dla odpowiedzialnych cela +. 

Pośród lasu rąk w górze (celem zabrania głosu) nie było miejsca i czasu na to, aby deprecjonować temat retailu paroma zdaniami czy fakturami, treściami umów czy kwotami, sfałszowanymi badaniami, mapkami, obrotami, rentownością i karami. To, że gh są odrębnymi bytami rządzącymi się własnymi ponadprawami wie ten, kto miał do czynienia, czy ma z systemem retail. A kto jeszcze nie wie, a już zaciera ręce po podpisaniu umowy na etapie dziury np. w Białołęce to się dowie.

Czyli mam przed sobą wewnętrzne dokumenty od wyrzuconego z pracy człowieka. 63 lata, kilkanaście lat był dyrektorem technicznym gh. Sam przyszedł z tematem. Co z nich wynika?

-połowa tryskaczy w budynku nie działa,

-fakturki dla najemców zawyżane do 30 procent,

-spółka miejska dostarcza wodę i wystawia fv, co ciekawe za ścieki już fv nie wystawia, czyli spółka miejska traci w skali lat setki tysięcy złotych. Co ciekawe pracownik odpowiedzialny za relacje z gh z ramienia spółki wodociągowej wie o tym, ale tu cytat „na razie tego nie ruszajmy”,

-dalej z dokumentacji wynika, że statystki frekwencji czyli ilości ludzi zawyżane są do 40 procent,

-agregaty w budynku są zepsute co z kolei sprawia, że opłaty  dotyczące chłodu wyssane są z palca.

Dokument liczy kilkanaście stron. Jako że wspomniany były już dyrektor zwracał na te aspekty uwagę-stracił pracę.  Do emerytury pozostało ok. 1,5 roku.

Opublikowanie tych dokumentów miałoby kilka konsekwencji. Najpierw zamknięcie budynku na czas przywrócenia stanu technicznego do używalności. To z kolei oprócz niewątpliwego zainteresowania mediów wpłynęłoby na straty dla najemców. Kolejne wystrzelenie papierów doprowadziłoby do tego, że opłaty za ścieki -jak na razie nie płacone-w końcu by się pojawiły wobec właściciela, a ten z kolei przerzuciłby te koszty na najemców. Kolejna konsekwencja przewidywalna-walka o usunięcie ich  z bloga.

Dlatego sygnalizuję temat, aby przed podpisaniem umowy gdziekolwiek spróbować dotrzeć do źródeł.  Dokumenty trafią najpierw do osób decyzyjnych i być może zostaną potraktowane jako asumpt do działań celem naprawienia sytuacji nie na publicznym forum.

Kolejne wątki- nowe - napływają z kancelarii prawnej z wielkopolski. Tam w jednym z budynków dziś najemcy obgryzają nerwowo paznokcie. Powód? Napłynęły fakturki za rok 2016 i 2015. Korekta do części wspólnych. Kwoty od 70.000 do 100.000 złotych.

wniosek: przed podpisaniem umowy w gh poproś o przykładowe fakturki za ścieki, wodę, prąd, iwęty i korekty-koniecznie na piśmie.

 

O biznesie w systemie retail na antenach TVP Info-poradnik najemcy

przeliczeni

Prowadziłeś biznes w gh? Chcesz skorzystać z tej szansy, ale jeszcze nie podjąłeś decyzji, gdzie to zrobić?Jesteś zainteresowany tematem? Masz czas w sobotę wieczorem? Jeśli tak to wreszcie-po raz pierwszy w formule na żywo przekażę wam kilka ciekawostek dedykowanych zorganizowanym grupom o charakterze przestępczym, ale przede wszystkim tym, którzy marzą o własnym biznesie w systemie retail.

studiopolska

Takie klauzule w punkcie 7.

kara

Nie działają. Czyli o ochronie małych przedsiębiorców, o wrzucaniu w fv  co popadnie co podnosi koszt do 30 procent miesięcznie na głowę i kilku innych ciekawych wątkach. Na zaproszenie redakcji. 

Daliście się naciągnąć, łapanka wypaliła-poradnik najemcy

przeliczeni

Taki nadszedł list.

"Dzień dobry, jestem najemcą lokalu w galerii Vivo! Stalowa Wola, niestety mamy duży problem z dyrektorem galerii panem Piotrem F. (...), z tego co wiem wcześniej był dyrektorem galerii Tarnovia , doszły mnie słuchy że "utopił" tą galerię, może miałby Pan więcej informacji na ten temat ?? Niestety ten Pan to taki typowy dyrektor galerii, nie odpisuje na meile, nie odbiera te i nie oddzwania, przedstawia chorą odwiedzalność i twierdzi że wszyscy są bardzo zadowoleni tylko nie my. Prywatni najemcy od jakiegoś czasu nie płacą czynszów bo ich na to nie stać, do sklepów wchodzi po 20 osób dziennie..., zerowe utargi są bardzo częste. Galeria nic nie robi żeby nam pomóc, nie przekazuję informacji do właścicieli, generalnie nas olewają. Walczymy o obniżkę czynszów oraz zmianę Pana dyrektora bo razem z nim idziemy na dno. Jeśli ma Pan jakieś informację na temat tego Pana to bardzo proszę o kontakt. Z góry dziękuje i pozdrawiam".

Dzień dobry. Od trzech lat piszę na ten temat. Pisałem też o tym, że Vivo nie ma przyszłości. Że ta inwestycja nie ma sensu. Te informacje były i są dostępne. Pisałem o takim sposobie zarządzania i ujawniłem na czym ten mechanizm polega. To nie jest kwestia konkretnej osoby tego lub innego dyrektora, ale systemu. Świadome działanie. Od początku do końca po to, aby wyciągnąć maksimum pieniędzy.

Zastanawiam się jak to jest, że pojawiło się tak wiele publikacji na temat galerii handlowych w mediach, a jednak znajdują się chętni? Powiem więcej galeria Vivo była opisana też na lokalnych forach internetowych na etapie budowy. Kilkudziesięciu ludzi kontaktowało się ze mną na tym etapie (podesłali mapki rzekomych najemców))  i nie weszli do tego budynku. Nie podpisali tych umów. Dziś są wygranymi, bo dali się przekonać blogerowi czy temu o czym pisali byli już dziś najemcy-z reguły bankruci. Ta informacja była mocno dyskutowana na forach internetowych, a sposoby wyjścia zostały wielokrotnie opisywane na blogu czy w komentarzach i /lub w książce. Nie można wg mnie dziś wychodzić z założenia nieświadomości. Najemcy podpisujący umowy np. w 2011 roku (to rok podpisania umowy przeze mnie) po:

a) czytali i słyszeli o rekordach frekwencji,

b) nie słyszeli o bankrutach i skandalicznym zarządzaniu poprzez lekceważenie, strach i kolejne kredyty (kary za informacje "osobom trzecim" to skuteczny kaganiec)

c) nie mieli informacji o tym dlaczego upadło wiele sklepów sieciowych, franczyzowych czy innych punktów,

d) prawnik poza lakonicznym stwierdzeniem, że umowa jest jednostronna nie miał wiedzy na temat egzekucji w realu i nie specjalizował się w temacie. Nie miał pojęcia o tym że należy frekwencję (odwiedzalność) wyegzekwować na piśmie jako konkretny dokument (wszystko na gębę), nie wiedział jak zabezpieczyć klienta.

Rozumiem państwa sytuację. Trzeba jednak poklikać. Poczytać. A dziś co państwu pozostaje?Dokładać, wyprzedawać się. Zadłużać. Lub zrzeszyć. "Galeria nic nie robi". A co ma robić? Za uszy ludzi wyciągnąć z domów i nakazać zakupy? Galeria nic nie zrobi, bo nie jest w stanie. Zbudowali budynek odpowiadający 20 osobom dziennie w pani przypadku. Pewnie zdarza się, że tych osób jest więcej lub mniej. Ten model biznesowy przy takich kalkulacjach nie ma racji bytu. Daliście się państwo naciągnąć. Na duże pieniądze. Dziękuję za ten sygnał życząc państwu zdrowia-bo to jest istotne i pomysłu na siebie, bo w gh -jej nie ma. Przedstawione przez panią spostrzeżenia są tylko kalką. Potwierdzeniem mechanizmów i prania mózgów. Zapewniam panią. Że ci "wszyscy zadowoleni" to bank, firma zarządzająca i inwestor. Nie można wykluczyć, że są też i tacy którzy "pana Boga za nogi chwycili". To z reguły Ci z umowami intencyjnymi czyli kto ile może, od obrotu lub na zasadzie "widzimisię".

Model biznesowy w systemie retail oparty jest na sponsorowanych materiałach quasi prasowych. Reklamy natywnej. I takie materiały pojawiać się będą bez względu na to, co się dzieje w realu. Przykład z wczoraj podesłał czytelnik. Klasyczny materiał nie prasowy choć zamieszczony w prasie.

http://forsal.pl/artykuly/1021066,male-miasta-na-celowniku-nadchodzi-rewolucja-w-handlu.html

centrum_handlowe

 

P.S. Pozdrawiam przy okazji panów dyrektorów gh. Czytelników. To miłe mieć i tam swoich wprawdzie "nie fanów", ale świadomość bycia gdzieniegdzie czytanym sprawia, że blog nie umrze śmiercią naturalną...

https://www.wprost.pl/529655/Bankructwa-i-milionowe-dlugi-Kulisy-biznesu-galeryjnego

 http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/821752,prowadzenie-biznesu-w-galerii-handlowej-bywa-trudne.html

http://olsztyn.wyborcza.pl/olsztyn/1,48726,17203779,Handlowcom_z_Galerii_Warminskiej_biznes_sie_nie_kreci.html

http://katowice.wyborcza.pl/katowice/1,35055,17700277,Wyznania_bylej_pracownicy_zarzadu_galerii_handlowej_.html

http://www.gloswielkopolski.pl/artykul/3546771,naukowcy-architekci-i-najemcy-galerii-handlowych-wieszcza-ich-koniec,id,t.html

http://wpolityce.pl/kultura/253904-autor-przeliczonych-rozjezdza-walcem-galerie-handlowe

http://natemat.pl/160603,z-wierzchu-bogactwo-i-swiatla-a-na-zapleczu-ciemnosc-i-placz-nad-dlugami-wstydliwe-kulisy-galerii-handlowych

http://natemat.pl/157533,jak-upada-wielki-handel-w-lodzi-otwarto-o-jedna-galerie-handlowa-za-duzo

http://www.bielsko.biala.pl/aktualnosci/27705/w-obronie-najemcow-w-galeriach 

Niestety kilka tekstów zniknęło z sieci. To jedynie 20 procent tekstów (linki powyżej) dedykowanych gh w Polsce zainspirowanych tutaj. Resztę można doszukać.

© Przeliczeni
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci