Menu

Przeliczeni

Blog będzie dotyczył historii związanej z funkcjonowaniem galerii handlowych. Ustaleniami najemców dotyczącymi różnych aspektów prowadzenia działalności w galeriach handlowych.

Briju jak Mount Blanc?-poradnik najemcy

przeliczeni

„Szturm jubilerów na galerie handlowe”. Przypominam tytuł jednej z biznesowych gazet i wracam dziś nieprzypadkowo do tego tematu. Tekst w Pulsie Biznesu rozpływał się nad przybywającymi jak grzyby po deszczu salonami z biżuterią-rzecz jasna w galeriach handlowych.

 

Z tych informacji miało wynikać, że rynek wart jest wiele miliardów złotych i gigantyczny popyt na biżuterię ma swoje odzwierciedlenie w  zakupach klientów oraz otwieranych hurtowo lokalach w gh.

Czyżby?

 

Cofnijmy się w takim razie dokładnie 8 miesięcy wstecz. Takiego dostałem maila:

 

„witam

tu wieloletni czytelnik i najemca w bagnie zwanym gh :) Szturm trwa a dotyczy firmy Briju cała branża się dziwi gdzie sens tego szturmu, ale ze zasilani są kasą z przewałek na vacie to sporo wyjaśnia. Powyższe z plotek, ale branżowych więc sporo prawdy w nich jest. Jak Pan będzie w okolicach Łodzi i chętny na spotkanie to proszę o info

chętnie podzielę się też doświadczeniami współpracy np z Apsysem

  

Troszkę się Im ucieło jak vat odwrócony na metale szlachetne zrobili, ale co już Ich to widzimy "na salonach". Wisienka na torcie to podejście Ministerstwa, konkurenci poszli swego czasu zgłosić temat, w trosce o swoje ale i o finanse publiczne, to urzędasy z kwitkiem odesłali, bo "Pan z prywatnej firmy przychodzi to ma Pan własny interes"

lobby się obroniło”.

 

Czyli można spokojne z wyciągniętego VATu dokładać do witryn. I tak się opłaca.

 

Co ciekawe temat m.in. franczyzowej sieci Briju podjął kilka tygodni temu jeden z portali.

 

„Sytuacja Briju zrobiła się dramatyczna. Pekao wypowiedziało jej wielocelowy limit kredytowy, mBank wstrzymał możliwość korzystania z kredytu w rachunku bieżącym. Z zasiadania w zarządzie zrezygnował również Kazimierz Przybył, który zajmował się kwestią kredytowania firmy. Za kryzys spółki odpowiada jednak nie tyle sprzedaż biżuterii (tu akurat w lutym odnotowała wzrost przychodów), co druga odnoga jej działalności, którą firma raczej nie lubi się chwalić.”

 

http://innpoland.pl/133827,polska-firma-100-letnia-tradycja-tonie-wine-zrzuca-na-nowe-przepisy-morawieckiego 

 

Problem polega na tym, że franczyzobiorcy o tej drugiej „nodze”-nie wiedzieli.  Bo i skąd mieli wiedzieć. Umowy podpisali. Milionów ludzi-nie wiedzieli. Teraz wiszą na włosku. Jakie straty? Tajemnica. W lutym wzrosty ze sprzedaży biżuterii? Wolne żarty. Niby po świętach? Widział ktoś reklamówki carrefoura pełne błyskotek? Proszę o kontakt. 

 

Zostawmy już permanentny szturm do gh. Po czasie-sprawa sama się wyjaśniła. Czytelnikowi dziękuję za sygnał. Potwierdził się. To podobne cuda (te szturmy na gh)  jak i te powoli sukcesywnie odkrywane przez franczyzobiorców znanej i coraz bardziej rozpoznawalnej sieci belgijskich pralinek.

 

No to czytamy.

 

„W ostatnim czasie pojawia się sporo informacji na temat firmy Mount Blanc z Krakowa, prowadzącej sieć pijalni czekolady i kawy na terenie całego kraju w kontekście franczyzobiorców poszkodowanych przez wyżej wymienioną. Z informacji tych można się dowiedzieć, że firma Mount Blanc zamiast sprawdzonego i przetestowanego pomysłu na biznes, oferowała franczyzę, która praktycznie w każdym przypadku kończyła się bankructwem franczyzobiorcy. Zachodzi uzasadnione podejrzenie, że było to działanie celowe i szczegółowo zaplanowane przez twórców sieci Mount Blanc, realizowane JAKO OSZUKAŃCZY SYSTEM w celu przysporzenia sobie korzyści majątkowych. Dlaczego?

  1. Na etapie negocjacji franczyzobiorcom podawane były nieprawdziwe dane nt. funkcjonowania sieci i dochodowości inwestycji w pijalnię czekolady „Mount Blanc”. Ustalono, że franczyzodawca ten:

 

  • oszukuje kandydatów na franczyzobiorców, że system Mount Blanc jest opłacalny, dochodowy, sprawdzony i przetestowany, i że wszyscy franczyzobiorcy świetnie sobie radzą. Takie informacje podawane były przez pełnomocnika spółki również do wiadomości publicznej  między innymi w wywiadzie udzielonym dla portalu franczyzaw polsce.pl (https://franczyzawpolsce.pl/trendy-franczyzy/2298-mount-blanc-podwoi-liczbe-pijalni-czekolady). W artykule tym na pytanie : Jak funkcjonują dotychczas otwarte placówki? Można je podzielić na lepsze i słabsze? Od czego zależy to, jak sobie radzi dany lokal? Odpowiada pełnomocnik spółki Michał P.: „ Nie ma takich, które radziłyby sobie wyraźnie poniżej oczekiwań, nie mamy lokali deficytowych.”

W czasie gdy składane jest to oświadczenie co najmniej KILKA lokali nie radzi sobie na rynku, generują obroty nawet o 70% niższe od spodziewanych, jest już zamkniętych lub w trakcie likwidacji. Rzeczywistość zatem wygląda dokładnie odwrotnie!

 

  • zataja rzeczywistą liczbę lokali zamkniętych przed upływem czasu umowy

W tym samym artykule pełnomocnik Michał P. na pytanie: Czy dotychczas wszystkie inwestycje były trafione, czy też z jakiś powodów musieli Państwo zamknąć któryś lokal bądź zakończyć współpracę z jakimś franczyzobiorcą? Odpowiada: „ Żadnego lokalu nie zamknęliśmy przed momentem upływu ważności umowy najmu.” Rzeczywistość również niestety wygląda inaczej...

 

Ponadto w dokumentach, które otrzymali franczyzobiorcy widnieją zapisy o tym, że system jest rentowny i przynoszący wymierne korzyści, co potwierdzają jednoznacznie kalkulacje stworzone na podstawie danych uzyskanych z funkcjonujących placówek Mount Blanc. W ciągu 6 lat zamknięto lub przejęto na podmioty związane z zarządem spółki 19 lokali Mount Blanc. Łączne straty to kilkanaście milionów złotych. Otwarcie jednego, wyposażonego i zatowarowanego lokalu to koszt rzędu 600-700 tys. zł netto (zamiast 300 jak było to podawane kandydatom na franczyzobiorów)...zaniża tymsamym kwotę inwestycji w lokal i pomija w negocjacjach i dokumentach franczyzowych istotne jej składniki.

 

  • nie wymyślił konceptu, który sprzedaje jako swój – skopiował go od małżeństwa Belgów z Piły, którzy pierwsi otworzyli w kraju pijalnię czekolady i kawy, a UWAGA dzisiejsi członkowie zarządu Mount Blanc, byli wówczas ich franczyzobiorcami. Później otworzyli swoją sieć, otwierając kawiarnie wyglądające identycznie, jak kawiarnia ww. Belgów (marmurowe stoliki, metalowe tacki na kawę, meble z blatami marmurowymi, ci sami dostawcy towarów z Belgii) W podręczniku franczyzobiorcy na stronie 2 czytamy: "Preambuła: Franchise-dawca opracował szczególny i unikalny system w celu prowadzenia Pijalni Czekolady i Kawy Mount Blanc oraz sprzedaży belgijskich pralinek i innych słodyczy”. Zdaje się, że to co faktycznie opracował to zmiana nazwy z Chateau Blanc na Mount Blanc....
  • podaje nieprawdziwe poziomy obrotów innych franczyzobiorców (istniejący punkt sieci ma mieć według zapewnień Mount Blanc 70 tys. obrotu miesięcznie – a rzeczywiście ma 30 tys. i właśnie bankrutuje!!). Takich udowodnionych przypadków jest co najmniej kilka !

 

  • podaje franczyzobiorcy wskaźniki rentowności, które nie mogą zostać osiągnięte przez zwykłego franczyzobiorcę (np. wg założeń tej franczyzy 10% obrotu powinno być przeznaczane na wynagrodzenia, co w rzeczywistości daje pensję na poziomie poniżej 4 zł/h. ….Założenie nierealne)
  • nigdy nie informuje, że tzw. jednostki własne w sieci Mount Blanc prowadzą na własny rachunek członkowie zarządu franczyzodawcy. Są jednocześnie dla siebie franczyzodawcą i franczyzobiorcą. Ich lokale nie ponoszą opłat franczyzowych i marketingowych, a towar kupują znacznie taniej od innych franczyzobiorców. To nie są żadne jednostki własne sieci Mount Blanc, tylko jednostki własne członków zarządu tej spółki – zarobione pieniądze nie trafiają do sieci franczyzowej, ale na prywatne konta członków zarządu.
  • sprzedawał franczyzobiorcom rzekomo skórzane fotele i krzesła, a okazało się, że są one wykonane ze skaju. Prosty przekręt! Kilkanaście tysięcy na każdym lokalu (było ich ok. 40), daje łatwy zarobek. Fakty potwierdzone ekspertyzą biegłego sądowego !

 

Franczyzobiorcy podejmowali więc decyzje o inwestycji w oparciu o nieprawdziwe dane, wprowadzano ich w błąd i oszukiwano....

 

  1. Żaden z franczyzobiorców nie dotrwał do końca 5-letniej umowy, większość bankrutowała już po kilku miesiącach, rekordzista – czekoladziarnia w Warszawie działała miesiąc, strata 1,5 mln – to się rzeczywiście nazywa sprawdzony biznes!.
  2. Mount Blanc poprzez niesprawdzony system doprowadza swoich franczyzobiorców od bankructwa, ale na tym nie poprzestaje. Występuje wobec nich z kilkusettysięcznymi roszczeniami za przedwcześnie zakończenie umowy! Sprawy trafiają do krakowskich sądów, gdzie Mount Blanc nigdy nie przegrał, albo zawierana jest „ugoda”, zgodnie z którą prywatne firmy wspólników MB przejmują lokale wraz z wyposażeniem za około 20% ich rynkowej wartości (np. Bielsko-Biała lub Gdynia). Jest to wyzyskanie przymusowego położenia franczyzobiorcy przez Mount Blanc. Swoją droga ciekawe, buduje się sieć za kapitał franczyzobiorcy, przejmując lokal wraz z nakładami inwestycyjnymi tego pierwszego. Mount Blanc nie tylko w takich wypadkach nie wydawał pieniędzy na to by otwierać swoje placówki, ale otrzymywał za to pieniądze.! To tak jakby komuś zapłacono równowartość nowego auta w momencie gdy wyjeżdża nim z salonu stając się jego posiadaczem....hm, interesujące... Nasuwa się wniosek , iż przejmuje mienie znacznej wartości. Najpierw sprzedaje nie tylko franczyzę, kawę i czekoladę, ale też meble, oświetlenie, stoły, krzesła, zastawy. Tych elementów wyposażenia nie można kupić bezpośrednio od producenta, ale wyłącznie od franczyzodawcy, czyli pośrednika z narzuconą przez niego marżą. Z jednej strony sprzedaje wyposażenie po znacznie zawyżonych cenach, a po bankructwie swojego franczyzobiorcy, odkupuje od niego ten sam sprzęt za ułamek wartości. Zarabia dwukrotnie!

Byli franczyzobiorcy tracili nie tylko zainwestowane pieniądze, majątki własne i rodziny, ale podupadali na zdrowiu, niektórzy leczyli się psychiatrycznie. Powód zawsze był jeden – trwała nierentowność przedsięwzięcia i obroty nawet o 70% niższe od zakładanych przez franczyzodawcę. Nie ma w tym najmniejszego przypadku, a jedynie celowe, zaplanowane działanie przedstawicieli Mount Blanc w celu osiągnięcia korzyści majątkowych.

  1. Kawiarnie zazwyczaj powstają w galeriach handlowych. Likwidacja lokalu przed zakończeniem 5-letniej umowy powoduje nałożenie na najemcę olbrzymich kar umownych. W ten sposób franczyzobiorca Mount Blanc, utracił cały majątek zainwestowany w kawiarnię i musi płacić kary nie tylko franczyzobiorcy, ale też centrum handlowemu. Zobowiązania sięgają milionów złotych...

 

W sprawie franczyzodawcy od trzech miesięcy toczy się śledztwo z zawiadomienia 7 byłych franczyzobiorców. Dotyczy ono uzasadnionego podejrzenia popełnienia przez Mount Blanc oszustwa względem swoich franczyzobiorców, poprzez wprowadzenie ich w błąd już podczas negocjacji na etapie przedumownym, co wypełnia ustawowe znamiona przestępstwa oszustwa z art. 286 kk.

Co znamienne, wszczęcie śledztwa nakazał Sąd Okręgowy w Krakowie, ponieważ prokuratura zawiadomiona o przestępstwie uznała, że sprawą nie warto się zajmować, ponieważ nie ma przesłanek wskazujących, że doszło do przestępstwa. A czymże jest zaplanowane, celowe, dokonywane z rozmysłem oszukiwanie kontrahenta w negocjacjach, podawanie fikcyjnych danych finansowych? Czym innym, niż oszustwem można nazwać sprzedawanie franczyzy, jako sprawdzonego i przetestowanego modelu biznesowego, podczas gdy wszyscy franczyzobiorcy zamykają swoje kawiarnie przed upływem okresu, na który zawarto umowę? To właśnie jest OSZUSTWO! Każda firma, która przyjęła jako jeden ze sposobów rozwoju model franczyzy ma prawo jak to mówią „chwalić swoje” i stosować marketing. Ale nie może być on oparty o nieprawdziwe dane, zatajanie informacji, celowe wprowadzanie w błąd by doprowadzić do niewłaściwego rozporządzenia mienia. I to mienia znacznej wartości.    

Zwracają uwagę na brak pomocy ze strony państwa. Pokrzywdzeni mają nadzieję, że to się zmieni. Złożyli odwołanie od decyzji prokuratora i czekają na decyzję sądu w sprawie nakazu wszczęcia postępowania przez Prokuraturę. Ma to bardzo duże znaczenie, gdyż wymiar społeczny sprawy jest bardzo duży. W sumie z rodzinami pokrzywdzonych zostało około 100 osób ! To sól ziemi tego kraju, ludzie  pracujący po kilkanaście godzin dziennie niestety nie po to by rozwijać swoje firmy, dawać pracę innym, płacić podatki i budować nasze Państwo, ale by wyjść z pętli, spirali długów w jakie pod wpływem przestępstwa oszustwa zostali wprowadzeni przez spółkę Mount Blanc.  

Przedstawione informacje są wieloźródłowe, sprawdzone i udokumentowane - pochodzą z zeznań świadków podczas procesów sądowych (np. IX GC 997/13 – przed SO w Krakowie), dokumentów, korespondencji z MB, artykułów prasowych oraz zostały oparte na wiedzy kilkunastu franczyzobiorców MB.

Wystosowali apel o zgłaszanie się na email pokrzywdzenimb@wp.pl lub do Prokuratury Kraków-Krowodrza osób, które zakończyły współpracę z Mount Blanc oraz tych, którzy podpisali umowę franczyzową z tą siecią, ale lokalu z różnych przyczyn nie otworzyli.

Mają nadzieję, że Państwo Polskie pokaże siłę swojego majestatu i przywróci im sprawiedliwość. Oby się nie zawiedli. 

Franczyzobiorcy Mount Blanc

I jeszcze kilka spostrzeżeń biorców.

„To ważny wątek w kontekście również innych systemów franczyzowych, gdzie także może dochodzi do nadużyć. Warto dodać, iż koncept Mount Blanc został skradziony Państwu Maes, którzy w rzeczywistości go opracowali otwierając kilkanaście lat temu sieć pijalni czekolady Chateau Blanc. Członek zarządu i pełnomocnik spółki Mount Blanc czyli małżeństwo P. nie opracowali żadnego know-how jak podają w dokumentach spółki. Byli franczyzobiorcami Chateau Blanc, prowadzili 3 kawiarnie według ich konceptu, który ukradli...Zmienili tylko nazwę.

 

Pozostały receptury, wystrój, aranżacja itd, itd. wymyślone przez państwo Maes. Więc jedyne co P. wymyślili to inna, ale nawiązująca do Chateu Blanc nazwa...Gdyby kandydaci na franczyzobiorców Mount Blanc wiedzieli to przed inwestycją, wielu z nich by się na nią nie zdecydowało ponieważ to wskazuje, iż Mount Blanc działał w tym wypadku i może działać w innych w sposób nieuczciwy. To od samego początku pozbawia zaufania do osób z zarządu, a proponowany przez nich koncept franczyzowy może być obciążony prawami osób trzecich. To tak jakby przy zakupie auta dowiedzieć się, że istnieje podejrzenie iż może być on kradziony...może ktoś mało zdrowy na umyśle się zdecyduje na taką transakcję... 

Inny ważny przykład nieuczciwego działania sieci Mount Blanc: Kilka lat temu Mount Blanc otworzył lokal na Chmielnej w Warszawie. Nie poradził sobie. Wiedzieli więc dokładnie, że w tej lokalizacji już raz nie poszło, mimo to nakłonili (UWAGA!) kobietę w ciąży (!), żeby otworzyła lokal (niedaleko miejsca, gdzie był poprzedni). Obiecywano jej złote góry, przedstawiano sieć (jak zawsze zresztą) jako SAMOGRAJ.

Po miesiącu okazało się, że lokal nie wygenerował nawet obrotu, który wystarczyłby na pokrycie opłaty czynszu, nie wspominając o kilkunastu osobowym personelu i innych opłatach wynikających z bieżącego funkcjonowania. Co ciekawe dopiero kiedy już w mojej ocenie oszukana osoba rozpoczęła remont lokalu dowiedziała się, że musi urządzić nie 140, ale.... 270m2!!! Lokal został przejęty przez Mount Blanc (jak wiele innych w kraju!!!). Zakupione miesiąc wcześniej urządzenia, meble etc. w sumie nakłady inwestycyjne, które zakupiła zaledwie miesiąc wcześniej od Mount Blanc oddała za bezcen...Suma strat prawie 1,5 miliona złotych (!)...dwójka małych dzieci, masa zobowiązań.

Ciekawy model swoją drogą...ktoś płaci Mount Blanc za urządzenie w przyszłości lokalu dla Mount Blanc...taka franczyza kiedy otwiera się swoje lokale kosztem innych przedsiębiorców. Ale żeby ci przedsiębiorcy to zrobili trzeba ich nakłonić do inwestycji podając- sfałszowane dane...tak widzą to Ci, którzy zainwestowali w oparciu o nie .... „

Tyle ze strony biorców. Ku przestrodze, bo nie ku pokrzepieniu "serc".

Temat MB pojawi się w jednym z ogólnopolskich tygodników. 

Mem obrazujący sieć.

mem

 

 

Petarda do kwadratu-poradnik najemcy

przeliczeni

Przegapiłem wczorajszy program Studio Polska, gdzie podjęty został m.in.temat franczyzy Mount Blanc.

http://vod.tvp.pl/30064109/22042017-2304

To kolejny etap sprawy, która niewątpliwie będzie powracała jako negatywny przykład wprowadzania w błąd „partnerów” w biznesie i dużych strat. Ktokolwiek cokolwiek prowadził wie, że ryzyko jest wpisane i strata jest czymś naturalnym. Niemniej jednak w tym przypadku i wielu innych-podobnych-70 bankrutów Delikatesów Centrum dla przykładu-nie mówimy o ryzyku. Biznes Mount Blanca nie miał prawa się spiąć jeszcze przed jakąkolwiek decyzją. Ma to związek z ukrytymi kosztami (a to już podstęp), nieracjonalną ilością metrów kwadratowych, abstrakcyjnym biznes planem i ilością zadeklarowania towaru. I opowiadania, że to petarda. A tak P. opowiada. Że to petarda (i to jest nagrane na nośnikach).

I ludzie mu uwierzyli. I prokuratorzy nie chcą, nie mogą, nie potrafią zrozumieć że piramida finansowa Finroyal czy Amber Gold to jest ta sama zasada.  Czyli wciskamy produkt, który nie ma prawa przynieść korzyści.

Czyli jeśli Czas na herbatę wynajmuje lokale o powierzchni kilkunastu metrów kwadratowych to wie co robi. Nie zależy firmie na przejmowaniu lokali partnerów, nakładania kar, przeinwestowaniu partnera, a w konsekwencji jego bezdomności czy samobójstw czy ucieczek z kraju. Przyglądając się takim programom jak Interwencja polsatowska, Państwo w Państwie, Superwizjer w TVN czy wreszcie niezliczonym materiałom dedykowanym prokuraturze i licznym ludzkim sprawom trudno oprzeć się wrażeniu, że środowisko prawnicze ma rację. Czyli obiegowo nieoficjalnie do prokuratur trafią najsłabsi prawnicy - zastrzegam, że i tam znajdą się ludzie o ponadprzeciętnej IQ. Zdeterminowani, którym chce się pomyśleć. Pokojarzyć. Uruchomić myślenie.

W przypadku sieci Mount Blanc mamy do czynienia z lenistwem intelektualnym. Z drugiej strony jak się w tym połapać pomiędzy gwałtami, przemocą, zabójstwami i jakimiś tam biorcami. Bo tym się prokuratury również zajmują. I oczekiwać, że urzędnikowi będzie się chciało chcieć. Dociążeni sprawami ponad siły ilościowo i „jakościowo” może nie są w stanie zrozumieć mechanizmu przestępstwa?

Tak czy inaczej właściciel sieci zaczyna podejmować jakieś nerwowe ruchy i do studia się nie pofatygował, a szkoda. Przecież ma opatentowany pomysł na biznes. Inna kwestia, że kradziony. Czyli staropolskie przysłowie że „kradzione nie tuczy” i spojrzenie prawdzie w oczy-kole.

Tym bardziej warto się przyglądać dalszym ruchom Mount Blanc i pana P. ze swoją świtą. Jako, że  próbuje zaszczuwać  właśnie prokuraturą i straszyć -przykłada rękę do nie tylko wzmacniania rozpoznawalności tej marki w Polsce, ale mobilizuje też do  tego, aby podać temat dalej.

Dość o pralinkach.

Wydaje się, że poprzez zmniejszenie aktywności na blogu temat sam, się wypali. W pewnym sensie na pewno jego zasięg jest zmniejszony niemniej jednak dzisiejszy tekst na portalu w Białymstoku przypomina zarówno o istnieniu bloga przeliczeni jak i temat wypożyczalni kaset VHS (gh).

Dedykowany expertom od retailu. I gh Kwadrat. Czyli bzdura. Do kwadratu. Polecam.

„W konsekwencji Miasto Białystok przebudowało samo ciągi komunikacyjne, rondo i estakadę, zjazdy oraz wyjazdy z ulicy Andersa. Nikt nie wyjaśnił do chwili obecnej, co się stało z wydanym pozwoleniem na budowę, brakiem współfinansowania drogiej inwestycji drogowej. A po Galerii hula wyłącznie wiatr. Właściwie dawna galeria niszczeje od czterech lat. Ale co ciekawe, nie można wejść, ani wjechać na jej teren, ponieważ od razu zjawiają się panowie z ochrony opuszczonego obiektu i wypraszają każdego poza teren dawnej galerii.

Dziś nikt nie mówi o żadnej budowie obiektu handlowego. Wydaje się, że o dawnej Galerii Kwadrat wszyscy już zapomnieli. Nie wiadomo co się stało z potencjalnymi najemcami Parku Handlowego, który nie powstał. Jeszcze cztery lata temu, w 2013 roku negocjowano i podpisywano listy intencyjne oraz umowy z potencjalnymi najemcami. Procesem komercjalizacji zajmowała się wówczas firma Colliers International posiadająca międzynarodowe doświadczenie na rynku nieruchomości handlowych, komercyjnych i hotelowych. Ale po dawnej Galerii Kwadrat słuch wszelki zaginął, pamięć również. A sami białostoczanie i przyjezdni robią dziś zakupy w zupełnie innych miejscach”.

Cały tekst:

https://ddb24.pl/artykul/pamietacie-te-galerie/227380

 

 

P.S. Parlament Europejski zwraca uwagę na oszustwa we franczyzie, ale nie tylko.

"Dzika franczyza w Polsce

Umowa franczyzowa w polskim systemie prawnym jest umową nienazwaną, a najważniejsze konstrukcyjne elementy są zaczerpnięte np. z umów licencyjnych czy umowy-zlecenia. Brakuje konkretnych regulacji, które jasno określałyby zasady takiej współpracy. W rezultacie powstaje ogromne pole do nadużyć".

http://businessinsider.com.pl/finanse/firmy/zerwanie-umowy-franczyzowej-case-study-pijalni-czekolady-mount-blanc/rb1zdhv?utm_source=fb&utm_medium=social&utm_campaign=fb_bi 

 

Prokuraturwa czyli nic się nie stało-poradnik najemcy

przeliczeni

Ciekawa lektura. Autorstwa Jagody Fryc. Polecam.

http://businessinsider.com.pl/wiadomosci/pijalnia-czekolady-mount-blanc-doniesienia-do-prokuratury/kff0rdt?utm_source=fb&utm_medium=social&utm_campaign=fb_bi

"Ta historia nie ma szczęśliwego zakończenia. Pijalnia czekolady "Mount Blanc Top Belgian Chocolates" miała być świetnie prosperującym biznesem franczyzowym. Życie napisało jednak swój scenariusz, w którym ludzkie dramaty przeplatają się z naiwnością, nieżyczliwością i chciwością. W główne role wcieliło się kilkunastu franczyzobiorców, a ich straty liczone są łącznie w milionach złotych. W tle przewijają się wieloletnie procesy sądowe i śledztwa w prokuraturze.

 

Franczyzobiorcy, nierzadko z ogromnymi długami na karku i firmami windykacyjnymi na głowie, dziś przerywają milczenie, bo – jak mówią – chcą ostrzec innych.

- Zjednoczyliśmy się, żeby walczyć o swoje prawa. Na tę chwilę do prokuratury trafiło 7 zawiadomień o popełnieniu przestępstwa, natomiast franczyzobiorców borykających się z podobnymi problemami jest co najmniej 19 osób. Część z nich podpisała co prawda ugody z firmą Mount Blanc Sp. z o.o., ale odbyło się to na zasadzie: albo strzelisz sobie w głowę, albo sami cię zabijemy – mówi Tomasz Zmysłowski, były właściciel franczyzowego lokalu "Mount Blanc Top Belgian Chocolates".

- Dochodzą nas słuchy, że otwierają się kolejne lokale. Dlatego chcemy nagłośnić tę sprawę. Liczymy, że w ten sposób uda nam się ostrzec innych – dodaje Magdalena Obidowska, była właścicielka pijalni czekolady Mount Blanc.

Czekoladowa góra nieścisłości

Na stronie internetowej firma Mount Blanc informuje, że na terenie całej Polski prowadzi 23 pijalnie czekolady. Działają one w ramach sieci, skupiającej tzw. jednostki własne Mount Blanc oraz innych franczyzobiorców. Pijalni byłoby jednak dużo więcej, gdyby nie fakt, że ich właściciele zbankrutowali. Okazuje się bowiem, że w teorii sprawdzony i przetestowany system franczyzowy dla wielu ludzi okazał się gwoździem do trumny. Jak to możliwe? Byli franczyzobiorcy uważają, że system ten z góry zakładał oszustwo.

 

Nasi rozmówcy przekonują, że mimo stosowania się do wszystkich wytycznych Mount Blanc, właścicielom kawiarni nie udawało się osiągać zakładanych przychodów, a koszty działalności były znacznie wyższe od założeń.

- Otrzymywaliśmy informacje, że inwestycje w lokal wyniosą 300-400 tys. zł, podczas gdy nakłady finansowe w praktyce były dwa razy wyższe. Co więcej, inwestycja miała się zwrócić po dwóch latach. W rzeczywistości wiele kawiarni zbankrutowało już w ciągu kilku miesięcy od otwarcia – dodaje Tomasz Zmysłowski.

W zawiadomieniu do prokuratury franczyzobiorcy piszą, że po bankructwie spółka Mount Blanc kupowała wyposażenie kawiarni za ułamek rzeczywistej wartości albo przejmowała lokal za bezcen, gdzie następnie członkowie zarządu Mount Blanc dalej prowadzili w nim działalność, tyle że na własny rachunek, a więc nie ponosząc już kosztów franczyzowych. Dodatkowo Mount Blanc żąda zapłaty kary za przedterminowe rozwiązanie umowy z winy franczyzobiorcy. A to nie jedyne obciążenia franczyzobiorców, bo kary umowne wiążą ich także z najemcami lokali, czyli np. galeriami handlowymi.

- Nic nie jest tu czarno-białe. Byłoby takie, gdybyśmy wszyscy płacili wszystko od początku do końca, a potem zerwali umowę. Tymczasem część ludzi już pod koniec działalności nie regulowała faktur, bo nie miała z czego. Mimo to Mount Blanc towar dalej dostarczał, godząc się na odroczoną na kilka miesięcy płatność, choć pełnomocnik zarządu spółki wiedział, jaka jest sytuacja. Że dany lokal nie jest dochodowy - mówi Piotr Kustra, były franczyzobiorca. I dodaje:

W trakcie funkcjonowania lokalu pełnomocnik zarządu Mount Blanc posiadał zdalny dostęp online do kamer monitoringu i systemu kasowego w każdej kawiarni. 


Poza tym na jego skrzynkę mailową co miesiąc, ze wszystkich lokali spływały szczegółowe sprawozdania finansowe każdego franczyzobiorcy wraz z kopią stosownego, miesięcznego raportu z kasy fiskalnej.
Była i jest to osoba posiadająca pełną wiedzę na temat rentowności każdego lokalu sieci Mount Blanc.

Diabeł tkwi w szczegółach

Po podpisaniu umowy i otrzymaniu podręcznika operacyjnego, a jeszcze przed otwarciem kawiarni, franczyzobiorcy mieli obowiązek dostosować wynajmowany przez siebie lokal do standardów sieci Mount Blanc. Nie jest to nic dziwnego, bo tak działa większość sieci franczyzowych. Pikanterii całej sprawie dodaje jednak fakt, że pośrednikiem w zamawianiu i dostarczaniu towarów był Mount Blanc. W zawiadomieniu do prokuratury czytamy:

Chociaż spółka Mount Blanc jest wyłącznie pośrednikiem, to ona wystawia wszystkie faktury, uniemożliwiając franczyzobiorcy prowadzenie negocjacji z dostawcami urządzeń, 
materiałów i usług oraz naliczając stosowne prowizje. W trakcie funkcjonowania pijani czekolady, firma Mount Blanc sprzedaje m.in. pralinki, czekoladę, kawę, opakowania, materiały reklamowe w ilościach uzależnionych wyłącznie od własnego uznania i bez prawa ich zwrotu w przypadku niesprzedania.

Jednym z obowiązkowych elementów wyposażenia są skórzane krzesła i fotele. Piotr Kustra do otwieranego w 2010 r. w Wałbrzychu lokalu kupił 56 takich krzeseł i foteli opisanych, jako "skórzane", za które zapłacił 30 tys. zł, tj. ponad 530 zł za sztukę. Sprzedawcą mebli i wystawcą faktury był Mount Blanc.

Te same skórzane meble w 2014 r. trafiły również do dwóch lokali: w Olsztynie i Lublinie. Prowadził je Tomasz Zmysłowski, który po roku zamknął kawiarnie. Zlecił wówczas wykonanie ekspertyzy, żeby sprawdzić, z czego zrobione są krzesła. I okazało się, że materiałem obiciowym nie jest skóra, lecz kilkakrotnie od niej tańszy skaj. Co więcej, udało się też ustalić producenta tych mebli i – jak przekonują franczyzobiorcy - wyszło na jaw, że Mount Blanc inkasował za nie dużo wyższą kwotę, niż ich rzeczywista wartość.

Franczyzobiorcy twierdzą, że to świadome działanie. W rozmowie z Business Insiderem Michał Piasecki, pełnomocnik zarządu spółki, zaprzecza:

- Nigdy w podręczniku operacyjnym nie wskazywaliśmy, że krzesła mają być skórzane, tzn. ze skóry naturalnej. Poza tym oni nie nabywali ich za 450 zł za sztukę – uciął Michał Piasecki, ale zapytany o rzeczywistą cenę mebli - odmówił komentarza.

"Nie oszukiwaliśmy franczyzobiorców"

Wszyscy nasi rozmówcy przekonują, że gdyby mieli wiedzę o realnych kosztach i rentowności niektórych kawiarni, nigdy nie zgodziliby się na współpracę z Mount Blanc. Podobne zdanie miał Sąd Rejonowy w Radomiu. W uzasadnieniu do postanowienia z dnia 26 sierpnia 2015 r., orzekając w przedmiocie umorzenia zobowiązań Barbary Figury, które nie zostały zaspokojone w postępowaniu upadłościowym, wskazał, że:

Podpisując umowę franczyzową i rozpoczynając działalność, Barbara Figura nie została zaznajomiona ze wszystkim wymogami stawianymi przez franczyzodawcę, generującymi niekiedy znaczne koszty prowadzonej działalności. 

Ponadto nie dysponowała ona rzetelnymi danymi odnośnie do przychodów uzyskiwanych przez innych franczyzobiorców na porównywalnych do wielkości rynkach, co także w praktyce zniweczyło możliwość uzyskania rentowności wynikających z przeprowadzonych uprzednio kalkulacji(…).

Michał Piasecki w rozmowie z Business Insiderem przekonywał jednak, że firma Mount Blanc nigdy nie oszukiwała swoich franczyzobiorców.

- Polecałbym bardzo dokładną weryfikację informacji, które pani posiada. Ponieważ informacje, które pani posiada, są nieprawdziwe. Mount Blanc nie oszukiwał swoich franczyzobiorców. Poza tym każdy ma prawo złożyć zawiadomienie do prokuratury, bo to jest wolny kraj. Polecałbym zaznajomić się też z innymi wyrokami sądu – ucina Michał Piasecki, pełnomocnik zarządu Mount Blanc.

Mount Blanc złożył zażalenie w sprawie Barbary Figury i postępowanie wciąż jest w toku. Tymczasem w czwartek (30 marca) zapadnie wyrok w sprawie Piotra Kustry. Walka przed sądem dotyczyła pieniędzy, których od Kustry żąda Mount Blanc z tytułu m.in. wcześniejszego odstąpienia od umowy. Łączna kwota roszczeń to 200 tys. zł.

Mount Blanc przegrał sprawę w pierwszej instancji, lecz złożył apelację. I gdyby sąd drugiej instancji wydał w czwartek pozytywny dla Kustry wyrok, pozostali franczyzobiorcy mogliby odetchnąć z ulgą.

- Wszyscy trzymamy kciuki. Bo jeśli sąd nakaże wypłatę tej kary, to jestem przekonana, że pozostali franczyzobiorcy, którzy zerwali umowy z Mount Blanc ze względu na problemy z rentownością biznesu, w ciągu dwóch tygodni dostaną wezwania do sądu o zapłatę kary – mówi Magdalena Obidowska, była właścicielka pijalni Mount Blanc.

Prokuratura umarza śledztwo. "Nie ma znamion czynu zabronionego"

Tymczasem prokuratura pod koniec ubiegłego roku na wniosek Sądu Okręgowego w Krakowie wszczęła śledztwo, które 21 marca 2017 roku umorzyła. Powód? Jak pisze w uzasadnieniu Bartłomiej Legutko, prokurator Prokuratury Rejonowej w Krakowie, po zapoznaniu się z aktami uznał, że opisywane w zawiadomieniu czyny nie zawierają znamion czynu zabronionego.

W uzasadnieniu prokurator zaznaczył, że umowa franczyzowa nie gwarantowała franczyzobiorcom osiągnięcia zysku. Wręcz przeciwnie - strony zaakceptowały postanowienia umowy, mówiące o podejmowaniu działalności na własne ryzyko. Zasada ta dotyczy wszystkich aspektów prowadzenia pijalni czekolady.

Prokurator wskazuje, że również obowiązek wyposażania kawiarni w meble i urządzenia zakupione wyłącznie od spółki Mount Blanc lub podmiotów przez nią autoryzowanych wynikał wprost z umowy franczyzowej, która w dodatku określała też koszt elementów wyposażenia lokali i pierwszego zaopatrzenia sklepu w towar.

Prokurator podnosi więc argument, że franczyzobiorcy, podpisując umowę, mieli świadomość tej okoliczności i sami ją zaakceptowali, a kwestie, czy meble wykonane są ze skóry, czy skaju – zdaniem prokuratora- nie mają znaczenia".

Tyle businessinsider. To, że P. okradł Belgów-prawowitych właścicieli pomysłu też nie ma znaczenia. Więcej na ten temat w książce Franczyza-fakty i mity. Przeszła wreszcie kolaudację-również prawną. Procesów z tego raczej nie będzie chyba, że pokazowe. Wydanie w październiku 2017 roku. Causa finita. Taka pralinka wśród wydawnictw.

W niej również historia "śledztwa" prokuraturwy w sprawie wyłudzenia 1,5 mln złotych w gotówce za "załatwienie" tzw. "lokalizacji" w gh i "pomoc" w budowie sieci aptek. Pojawiają się znane nazwiska Rutkowskiego, kancelarii detektywistycznej Rapackiego, CBA. Oszustka pomimo braku licencji działała bezkarnie na polskim rynku nieruchomości komercyjnych, bo prokurator-nie dopatrzył się znamion przestępstw. I ta kobita-wciąż działa. W wolnych chwilach skanuję te papiery (akta) i tutaj je wrzucę.  Zamazujemy dane. Bo w takim przypadku prokuraturwa wszczęłaby "śledztwo" w sprawie i za "batonik"-jeszcze by ktoś poszedł siedzieć. Przestrzegam przed budową sieci aptek. Więcej za jakiś czas.

 

 

 

Upadek w Andrychowie-poradnik najemcy

przeliczeni

Andrychów. Miesiąc temu najemcy pasażu „Andrychów” otrzymali informację, że nie mogą wejść do budynku. Ta sytuacja trwa do dziś. Budynek został zamknięty. Towar zajęty.

jaja1

-Jestem tutaj od kilkunastu lat i jesteśmy w szoku. Żadnych informacji i zostawili nas bez towaru, na lodzie. To nie były tanie lokale. Byliśmy w dobrych stosunkach z panią z firmy zarządzającej. Miałam lokal 22 m2 i czynsz na poziomie 3000 zł -to nie były małe czynsze! Wszystko na siebie zarabiało, wszyscy płacili regularnie czynsze. My nie mieliśmy długów. Zarząd nas teraz próbuje rozbijać czyli starają się rozmawiać indywidualnie, bo przecież nie mieli prawa zająć nam towaru. Prawnik zasugerował wejście na siłę do budynku, wezwanie policji  i zabranie towaru, ale my nie chcemy mieć potem z tego tytułu problemu-mówi jedna z kobiet która skontaktowała się ze mną w tej sprawie.

Z informacji przekazanych przez najemców wynika, że budynek ma pozostać zamknięty od 10-15 miesięcy. Powodem zamknięcia pasażu ma być stan techniczny budynku. Dach grozi zawaleniem.

Najemców jest ok. 20. To prestiżowe marki. Niektórzy mali najemcy podpisali już umowy w nowych lokalach w mieście, ale nie mają swojego towaru, bo… został w pasażu. Zastanawiają się teraz co dalej. Czy podpisywać papiery czy nie i jak postępować wobec tej sytuacji. Rozważają pozew zbiorowy przeciwko właścicielowi obiektu. Rzekomo w listopadzie budynek przeszedł kolejny odbiór techniczny, a w lutym został zamknięty.

news

Odpowiadając na pytanie pozew zbiorowy nie ma sensu. Statystycznie w Polsce ukonstytuowanie grupy i wyliczenie strat trwa dwa lata. Wysokość czynszu, różnych powierzchni najmu nie pozwoli na roszczenie w jednej, takiej samej wysokości. To rozwiązanie nie ma sensu. Jedyne jakie może wchodzić  w grę to próba uzyskania odszkodowania za straty. W tym przypadku jednomiesięczne. Emocjonalne nie mają znaczenia. Bo jeśli budynek grozi zawaleniem to należało go zamknąć i trudno mieć pretensje czy roszczenie o to, że zamknięto budynek.

To pierwszy taki przypadek w Polsce. Najemcy zostali na lodzie z dnia na dzień. Bez pracy. I lokali. Takiego przypadku umowa nie bierze pod uwagę. Wynajmujący nie ponosi żadnej odpowiedzialności. To był rentowny budynek. Zarabiał wynajmujący i najemcy. Andrychów to małe miasto. Nie ma tam giga gh. Czynsze choć niemałe -do uniesienia. W normalnym biznesie odszkodowanie czy zadośćuczynienie powinno wyjść od wynajmującego. W systemie retail jednak trudno liczyć na takie podejście.

Warto wiedzieć, że w umowie jeśli nie ma jasnych sformułowań dotyczących ochrony w przypadku takim jak ten, to możesz stracić miejsce pracy z dnia na dzień. Bez odszkodowania, przygotowania się na zmianę. Nikt Ci papierów technicznych nie pokaże. Pomimo, że płacisz. Dlatego sugeruję nie podpisywanie umów w systemie retail. 

 

 

 

Retail+, czyli temat pośród wielu-poradnik najemcy

przeliczeni

Tematem programu Studio Polska była ochrona konsumenta. Kto nie oglądał to najpierw krótkie streszczenie w paru słowach. Kredyty, banki, pożyczki, instrumenty finansowe, grube pliki akt i goście. Prawnicy, stowarzyszenia, politycy. I jazda bez trzymanki czyli: Czarnecki to złodziej, biznesy bankowe to robota służb, czynników niedookreślonych, państwo nie działa. Generalnie program mocny w sensie werbalnego przekazu i historii ludzi z długami od 10 tysięcy raty miesięcznie (pani prawnik) do bodaj 20 czy 40 mln długu na straconych instrumentach finansowych w konkretnych przypadkach. Pointa taka: dla odpowiedzialnych cela +. 

Pośród lasu rąk w górze (celem zabrania głosu) nie było miejsca i czasu na to, aby deprecjonować temat retailu paroma zdaniami czy fakturami, treściami umów czy kwotami, sfałszowanymi badaniami, mapkami, obrotami, rentownością i karami. To, że gh są odrębnymi bytami rządzącymi się własnymi ponadprawami wie ten, kto miał do czynienia, czy ma z systemem retail. A kto jeszcze nie wie, a już zaciera ręce po podpisaniu umowy na etapie dziury np. w Białołęce to się dowie.

Czyli mam przed sobą wewnętrzne dokumenty od wyrzuconego z pracy człowieka. 63 lata, kilkanaście lat był dyrektorem technicznym gh. Sam przyszedł z tematem. Co z nich wynika?

-połowa tryskaczy w budynku nie działa,

-fakturki dla najemców zawyżane do 30 procent,

-spółka miejska dostarcza wodę i wystawia fv, co ciekawe za ścieki już fv nie wystawia, czyli spółka miejska traci w skali lat setki tysięcy złotych. Co ciekawe pracownik odpowiedzialny za relacje z gh z ramienia spółki wodociągowej wie o tym, ale tu cytat „na razie tego nie ruszajmy”,

-dalej z dokumentacji wynika, że statystki frekwencji czyli ilości ludzi zawyżane są do 40 procent,

-agregaty w budynku są zepsute co z kolei sprawia, że opłaty  dotyczące chłodu wyssane są z palca.

Dokument liczy kilkanaście stron. Jako że wspomniany były już dyrektor zwracał na te aspekty uwagę-stracił pracę.  Do emerytury pozostało ok. 1,5 roku.

Opublikowanie tych dokumentów miałoby kilka konsekwencji. Najpierw zamknięcie budynku na czas przywrócenia stanu technicznego do używalności. To z kolei oprócz niewątpliwego zainteresowania mediów wpłynęłoby na straty dla najemców. Kolejne wystrzelenie papierów doprowadziłoby do tego, że opłaty za ścieki -jak na razie nie płacone-w końcu by się pojawiły wobec właściciela, a ten z kolei przerzuciłby te koszty na najemców. Kolejna konsekwencja przewidywalna-walka o usunięcie ich  z bloga.

Dlatego sygnalizuję temat, aby przed podpisaniem umowy gdziekolwiek spróbować dotrzeć do źródeł.  Dokumenty trafią najpierw do osób decyzyjnych i być może zostaną potraktowane jako asumpt do działań celem naprawienia sytuacji nie na publicznym forum.

Kolejne wątki- nowe - napływają z kancelarii prawnej z wielkopolski. Tam w jednym z budynków dziś najemcy obgryzają nerwowo paznokcie. Powód? Napłynęły fakturki za rok 2016 i 2015. Korekta do części wspólnych. Kwoty od 70.000 do 100.000 złotych.

wniosek: przed podpisaniem umowy w gh poproś o przykładowe fakturki za ścieki, wodę, prąd, iwęty i korekty-koniecznie na piśmie.

 

© Przeliczeni
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci