Menu

Przeliczeni

Blog będzie dotyczył historii związanej z funkcjonowaniem galerii handlowych. Ustaleniami najemców dotyczącymi różnych aspektów prowadzenia działalności w galeriach handlowych.

Daliście się naciągnąć, łapanka wypaliła-poradnik najemcy

przeliczeni

Taki nadszedł list.

"Dzień dobry, jestem najemcą lokalu w galerii Vivo! Stalowa Wola, niestety mamy duży problem z dyrektorem galerii panem Piotrem F. (...), z tego co wiem wcześniej był dyrektorem galerii Tarnovia , doszły mnie słuchy że "utopił" tą galerię, może miałby Pan więcej informacji na ten temat ?? Niestety ten Pan to taki typowy dyrektor galerii, nie odpisuje na meile, nie odbiera te i nie oddzwania, przedstawia chorą odwiedzalność i twierdzi że wszyscy są bardzo zadowoleni tylko nie my. Prywatni najemcy od jakiegoś czasu nie płacą czynszów bo ich na to nie stać, do sklepów wchodzi po 20 osób dziennie..., zerowe utargi są bardzo częste. Galeria nic nie robi żeby nam pomóc, nie przekazuję informacji do właścicieli, generalnie nas olewają. Walczymy o obniżkę czynszów oraz zmianę Pana dyrektora bo razem z nim idziemy na dno. Jeśli ma Pan jakieś informację na temat tego Pana to bardzo proszę o kontakt. Z góry dziękuje i pozdrawiam".

Dzień dobry. Od trzech lat piszę na ten temat. Pisałem też o tym, że Vivo nie ma przyszłości. Że ta inwestycja nie ma sensu. Te informacje były i są dostępne. Pisałem o takim sposobie zarządzania i ujawniłem na czym ten mechanizm polega. To nie jest kwestia konkretnej osoby tego lub innego dyrektora, ale systemu. Świadome działanie. Od początku do końca po to, aby wyciągnąć maksimum pieniędzy.

Zastanawiam się jak to jest, że pojawiło się tak wiele publikacji na temat galerii handlowych w mediach, a jednak znajdują się chętni? Powiem więcej galeria Vivo była opisana też na lokalnych forach internetowych na etapie budowy. Kilkudziesięciu ludzi kontaktowało się ze mną na tym etapie (podesłali mapki rzekomych najemców))  i nie weszli do tego budynku. Nie podpisali tych umów. Dziś są wygranymi, bo dali się przekonać blogerowi czy temu o czym pisali byli już dziś najemcy-z reguły bankruci. Ta informacja była mocno dyskutowana na forach internetowych, a sposoby wyjścia zostały wielokrotnie opisywane na blogu czy w komentarzach i /lub w książce. Nie można wg mnie dziś wychodzić z założenia nieświadomości. Najemcy podpisujący umowy np. w 2011 roku (to rok podpisania umowy przeze mnie) po:

a) czytali i słyszeli o rekordach frekwencji,

b) nie słyszeli o bankrutach i skandalicznym zarządzaniu poprzez lekceważenie, strach i kolejne kredyty (kary za informacje "osobom trzecim" to skuteczny kaganiec)

c) nie mieli informacji o tym dlaczego upadło wiele sklepów sieciowych, franczyzowych czy innych punktów,

d) prawnik poza lakonicznym stwierdzeniem, że umowa jest jednostronna nie miał wiedzy na temat egzekucji w realu i nie specjalizował się w temacie. Nie miał pojęcia o tym że należy frekwencję (odwiedzalność) wyegzekwować na piśmie jako konkretny dokument (wszystko na gębę), nie wiedział jak zabezpieczyć klienta.

Rozumiem państwa sytuację. Trzeba jednak poklikać. Poczytać. A dziś co państwu pozostaje?Dokładać, wyprzedawać się. Zadłużać. Lub zrzeszyć. "Galeria nic nie robi". A co ma robić? Za uszy ludzi wyciągnąć z domów i nakazać zakupy? Galeria nic nie zrobi, bo nie jest w stanie. Zbudowali budynek odpowiadający 20 osobom dziennie w pani przypadku. Pewnie zdarza się, że tych osób jest więcej lub mniej. Ten model biznesowy przy takich kalkulacjach nie ma racji bytu. Daliście się państwo naciągnąć. Na duże pieniądze. Dziękuję za ten sygnał życząc państwu zdrowia-bo to jest istotne i pomysłu na siebie, bo w gh -jej nie ma. Przedstawione przez panią spostrzeżenia są tylko kalką. Potwierdzeniem mechanizmów i prania mózgów. Zapewniam panią. Że ci "wszyscy zadowoleni" to bank, firma zarządzająca i inwestor. Nie można wykluczyć, że są też i tacy którzy "pana Boga za nogi chwycili". To z reguły Ci z umowami intencyjnymi czyli kto ile może, od obrotu lub na zasadzie "widzimisię".

Model biznesowy w systemie retail oparty jest na sponsorowanych materiałach quasi prasowych. Reklamy natywnej. I takie materiały pojawiać się będą bez względu na to, co się dzieje w realu. Przykład z wczoraj podesłał czytelnik. Klasyczny materiał nie prasowy choć zamieszczony w prasie.

http://forsal.pl/artykuly/1021066,male-miasta-na-celowniku-nadchodzi-rewolucja-w-handlu.html

centrum_handlowe

 

P.S. Pozdrawiam przy okazji panów dyrektorów gh. Czytelników. To miłe mieć i tam swoich wprawdzie "nie fanów", ale świadomość bycia gdzieniegdzie czytanym sprawia, że blog nie umrze śmiercią naturalną...

https://www.wprost.pl/529655/Bankructwa-i-milionowe-dlugi-Kulisy-biznesu-galeryjnego

 http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/821752,prowadzenie-biznesu-w-galerii-handlowej-bywa-trudne.html

http://olsztyn.wyborcza.pl/olsztyn/1,48726,17203779,Handlowcom_z_Galerii_Warminskiej_biznes_sie_nie_kreci.html

http://katowice.wyborcza.pl/katowice/1,35055,17700277,Wyznania_bylej_pracownicy_zarzadu_galerii_handlowej_.html

http://www.gloswielkopolski.pl/artykul/3546771,naukowcy-architekci-i-najemcy-galerii-handlowych-wieszcza-ich-koniec,id,t.html

http://wpolityce.pl/kultura/253904-autor-przeliczonych-rozjezdza-walcem-galerie-handlowe

http://natemat.pl/160603,z-wierzchu-bogactwo-i-swiatla-a-na-zapleczu-ciemnosc-i-placz-nad-dlugami-wstydliwe-kulisy-galerii-handlowych

http://natemat.pl/157533,jak-upada-wielki-handel-w-lodzi-otwarto-o-jedna-galerie-handlowa-za-duzo

http://www.bielsko.biala.pl/aktualnosci/27705/w-obronie-najemcow-w-galeriach 

Niestety kilka tekstów zniknęło z sieci. To jedynie 20 procent tekstów (linki powyżej) dedykowanych gh w Polsce zainspirowanych tutaj. Resztę można doszukać.

5 milionów (długu) PLN w 6 lat - czyli bilet w jedną stronę-poradnik najemcy

przeliczeni

Retailova sekta nie ma już argumentów, a portfel długów-rośnie. Ruch w retailu jak w mrowisku. Im więcej długów tym więcej nerwów. W środku. Już w kwietniu zostaną wręczone kolejne branżowe nagrody Avards. I więcej procesów. I pustostanów. Upada Praktiker. Zamyka blaszaki w Rybniku, Opolu, Rzeszowie i Lublinie.

Marki tzw. premium uciekają. Top Shop szybciutko zwinął żagle w Złotych Tarasach, Dorothy Perkins pozostawiła po sobie wspomnienie. Trudno ustalić wysokość czynszu, ale w okolicach 120-150 euro z metra. Czyli brytyjskie marki nie idą. River Island też wrócił na wyspy. Tam gdzie z reguły  trafili byli najemcy gh, a dziś czytelnicy bloga.

Dziś warto odwiedzić pustoszejące sklepy Marcksa Spencera i upadłe modo w stolicy. Zakupy za niewielkie pieniądze i nieoficjalny czynsz dla Chińczyków za symboliczną złotówkę PLN.

Tymczasem czytelnicy piszą.

Napisał parę zdań.

„Witam pana chciałbym nawiązać z panem kontakt, prowadziłem w galerii handlowej kilka sklepów franczyzowych marek LPP po 6 latach zostały mi tylko długi sięgające około 5mln zł.”

Były rekin biznesu dziś jest za granicą. To interesujący sygnał. Przecież tam ciągle rośnie. Wprawdzie wyniki lekko falują, ale to wina pogody. Jest za ciepło, albo za zimno, pada lub jest sucho. Stąd lekkie spadki, a rekin biznesu? Cóż nie miał pojęcia. Analfabeta.

Sieć „Czas na herbatę” realnie się rozwija. Minimalistyczne lokale plus logiczna postawa zarządzających marką sprawia, że co roku- powoli-tych sklepów przybywa.  Recepta jest prosta. Policzalna. Minimum metrów, minimum czynszu i maksimum towaru i realne szacunki. Dlaczego nie ma 60 sklepów tylko 17 ? Właściciele nie niszczą ludzi opowiadając niestworzone historie typu 3 miliony „wizytujących” „odwiedzających” lub/ i „klientów”w miesiąc.

„Niezwykle rzadko czytam blogi- Pana blog mnie zaintrygował bo pokazał skalę świństwa jakie robi się ludziom, którzy nie czekają z założonymi rękami na pracę ale chcą mieć coś własnego, mają na to pomysł i energię. Mieszkam w Sierpcu- niewielkim 20.000 tysięcznym mieście niedaleko Płocka i chociaż to nieprawdopodobne, kilka miesięcy temu trwała dyskusja, czy nie zgodzić się na budowę galerii handlowej. Przyjechali bardzo profesjonalni panowie z Warszawy przedstawiający swoje wyliczenia- ilu będzie odwiedzających, jakie zyski itd. Oczywiście galeria miała się mieścić na terenie obecnego zrujnowanego dworca PKS. Panowie zaproponowali nawet wielkodusznie, że sfinansują dwa czy trzy nowe stoiska autobusowe - dzięki lekturze Pana bloga wiem już dlaczego. Na całe szczęście mamy mądrego, młodego burmistrza, dzięki któremu te plany legły w gruzach. Proszę o tych świnstwach mówić, trąbić wszędzie gdzie się da”.

„Dziękuję za podjęcie tematu. Nigdy nie interesował mnie biznes w galerii, jednak parę lat temu moja bliska znajoma odczuła opisywane przez Pana problemy na włąsnej skórzei. Raczej staram się unikać takich miejsc, ale temat dla ważny z powodów jakie Pan poruszył w wywiadzie w GW. Mianowicie wymieranie funkcji ulic handlowych, a tym samym zmiana klimatu pewnych części miasta. Mieszkam w BB od 2 miesięcy, i jestem poruszuszona dziadzieniem np ul. 11 Listopada, z którą pamiętam jeszcze z czasów dzieciństwa (wtedy Dzierżyńskiego:)) jako ruchlliwą i pełną życia. Obecnie banki, ciucholandy i "wszystko za 4 zł". Przez 10 lat mieszkałam w Krakowie i tam również galerie powstają, chociaż wydaje się, że nie ma dla nich ani miejsca, ani klientów. Nie umiem zrozumiec decyzji władz miasta... Ale wierzę w edukację, akcje społeczne i szerzenie świadomości. Ludzie muszą znać prawdę, a władze granicę swoich działań. I to, ze ich decyzje mają działania długofalowe. Wydaje się, że o tym nie wiedzą i nie mają pojęcia jak wyglądają dobrze funkcjonujące miasta na zachodzie.

„Znalazłem Pana książkę w kawiarni w Katowicach. Z powodu Pana imienia stwierdziłem że ją przeczytam i przeczytałem. Wsiąkłem w nią bez opamiętania, czytałem kiedy tylko mogłem. Kiedy słyszę/czytam/oglądam o takich ludziach jak Pan, niosących pomoc (choćby samo wysłuchanie) innym znowu zaczynam wierzyć w ludzkość. Nie mam żadnej historii, która Panu pomoże w napisaniu kolejnej książki (którą na pewno kupie), ale mogę sam od siebie tylko napisać że od zawsze uważałem centra handlowe za "centrum konsumpcyjnego zła", a teraz się przekonałem jeszcze że w takim miejscu oprócz "zbaraniałego" tłumu bezcelowo gapiącego się na wystawy, stoją też dramaty ludzi, którzy wciągnięci w tryby tych machin g.h. próbują jakoś wyjść z twarzą”.

I kolejny list.

„Gratuluję Panu książki o galeriach handlowych 'Przeliczeni'. Też zawsze chciałem opisać takie 'pomysły'. Takich 'pomysłów na biznes' jakie oni 'stosują' to w piekle by nie wymyślili.
Denerwują mnie, to najłagodniej powiedziane. Uwielbiam małe sklepy i firmy, kontakt ze sprzedawcą czy właścicielem, uwielbiam wiedzieć co robię od początku do końca, żadnych zas*anych 'tajemnic'.

Napisałbym na prywatny e-mail do Pana, ale go nie znalazłem, dlatego piszę na ten który udało mi się znaleźć.

Sam jestem inżynierem chemikiem, kiedyś byłem jednym z lepszych chemików w południowej Polsce. To co widziałem w firamch w latach 1998-2008 (kiedy jeszcze miałem tak zwaną pracę) to był syf, oszustwa, paranoja poparta pracą pozorowaną, przekupstwem, cuchnącymi interesami, kumoterstwem a zapewne i lichwą, ale do wielu rzeczy nie miałem wglądu.

Większość z tych firm i wydziałów, na których pracowałem, już nie istnieje. W efekcie jestem bezrobotny w sumie już 12 lat (w tym bez zasiłku 10 lat).

Oczywiście, ten syf jest ogólny, każdy kto musi płacić haraczozus to wie, dlatego dziwię się, że człowiek o tak szerokich horyzontach jak Pan dał się oszukać. Chyba, że miał pan złych doradców...

Ja zawsze liczę zus nie tak jak pseudo-ekonomiści bankowcy, że brakuje im tyle i tyle i że znowu trzeba podwyższyć.

Ja PRZELICZAM możliwości firmy i pracowników, know-how szefa i specjalistów. Zawsze wychodzi mi, że najwyższy zus możliwydo zapłacenia w przeciętnej firmie wynosi od 200 zł miesięcznie (tyle co na Litwie) do 400 zł miesięcznie (tyle co w Czechach).

To jest tyle, aby można było zatrudnić 20 wyrzuconych fachowców, a nie zatrudniać 2-ch filozofów od palikota, petru czy balcerowiczA. Niech się byli sekciarze PZPR/UB/SB nie oburzają, bo nie mają na co. Taki jest stan polskiej gospodarki po 25 latach przemian, firmowanych zresztą przez nich i przez wynajętych leszków i innych filozofkUW z tylnego siedzenia.

Ale co się stało, że Pan im też uwierzył ? Ja od 20 lat mówię, że to co się w Polsce dzieje
to jest jedno Wieeeelkie oszustwo (por. Wielki Przekręt – książka prof. Kazimierza Poznańskiego z 2001 roku) i nie można nikomu ufać.

Kto zaufa, ten zginie. Około 2000 roku patrzyli na mnie jak na 'dzień świra'. Teraz już się tylko odwracają. To, że im nie wyszło to niby moja wina. Bo krakałem.

Rozwój w PL ?...  Dziś o coraz mniej stanowisk (głównie w skundlonych filiach korporacji) bije sie coraz więcej coraz starszych ludzi, głównie karierowiczów.

Nieraz 90% formy przeważa już nad 10% meritum treści. Mam smutne doświadczenia w najlepszym wypadku jałowej współpracy. PAPIERY, PAPIERY, PAPIERY... To, co można powiedzieć w 10-20 minut - to musi być NAPISANE W 1-2 GODZINY, ROZWINIETE
aby np. mało rozgarnięty szef zrozumiał, albo nawet żeby zabić czas, zabić świeżą myśl przewodnią Wynalazcy itp. Ewentualnie żeby to wykraść i dać komuś innemu. Gotowe. Spisane !

Nic nie robią przez 5 lat a potem praca ma być wykonana w 5 tygodni. Szopka i kabaret, kpina z Człowieka, z Wiedzy, z Nauki, z Wynalazczości i tego wszystkiego, na czym jest zbudowana Solidna Firma. Nieraz nawet w nudnych serialach brazylijskich było
więcej polotu niż w stęchłych systemach firmowo/instytutowo/ korporacyjnych.

Moje dobre pomysły i przyszłe patenty oparte na szerokiej wiedzy i odległych nieraz skojarzeniach zostały, jak oceniam, w 90% podeptane. Kiedyś chciałem być jednym z najlepszych chemików w województwie i temu służyło moje samokształcenie.

Przykładowo, w jednej z firm, gdzie pracowalem w 1994 roku była jeszcze biblioteka, gdzie zetknąłem się z monumentalnymi dziełami Karrera, Costina Nenitescu, Fieserów, Ullmanna i innymi.
Dzięki tym dziełom uzyskałem solidną wiedzę chemiczną, znacznie bardziej rozszerzoną w stosunku do tej ze studiów.

Przede wszystkim zaś poznałem REGUŁY CHEMICZNE i tysiące przykładowych opisów reakcji, bez których trudno o sukcesy w syntezie chemicznej.

Dlatego właśnie wielu młodych absolwentów - chemików, ma obecnie tak mało sukcesów. Oni nie znają tych dzieł, są uczeni pobieżnie. Ustanawianie kolejnych konkursików na poziomie gimnazjum nic nie zmienia. Dodatkowo - młodzi absolwenci uczelni potem w firmie są skuci przez szefów lodowym - betonowym ISO 9001 prowadzonym z reguły w kołchozowym stylu. (zacne wyjątki tylko potwierdzają regułę).

Zahukani w kozi róg, zastraszeni zwolnieniami, zakazami, nakazami, mają związane ręce. Muszą słuchać się oderwanych od rzeczywistości różnych działaczy, isomanów, managerów, przekupionych handlowców i ich 'niby-prawd' wziętych 'z sufitu'. Muszą (poprzez prezesów) słuchać bankierów bez pojęcia o chemii (co na jedno wychodzi). Muszą spełniać nierealne wymogi (kosztem Własnych, Rzetelnych i Prawdziwych Badań, prowadzących do Celu).

A wszystko to przy nieraz kompletnym braku tej 'nadmiarowej Wiedzy' którą posiadają ludzie Wielcy. Nawet nie tylko przy braku tej Wiedzy, ale i celowej ignorancji Wiedzy, no bo przecież 'iso-9001 /w wydaniu kołchozowym/ nie pozwala mieć jakiejkolwiek Własnej Wiedzy'. A co dopiero własnych Modeli, Przemyśleń, Projektów...

Z tego wynika, że nikt z obecnych 'szefów' nie współpracuje z uczelniami, adiunktami, bo nie mają ani o czym ani jak z nimi rozmawiać itd. Ale tak już jest od 20 lat. Tak działa 'system' oligarchiczny.

Bankierzy znają zaś tylko tabliczkę mnożenia i procenty składane. Za to mają możliwość wpływania na psychikę i obsadzanie Zarządów. Ich działalność przypomina trening pływaków w NRD w latach 1980-tych: płyń szybko ! Rekiny cię gonią ! Medale się jakiś czas sypały,tylko jak potem zagospodarować ludzkie psychiczne wraki ?...

Summa summarum, w roku 2005 chciałem powtórnie pożyczyć część z tych książek z tej biblioteki. Okazało się, że ci, co tam pracują - - NIE WIEDZĄ, O JAKIEJ BIBLIOTECE JA MOWIĘ. I O JAKICH KSIAZKACH !...

Po wielu moich monitach okazało się, że owszem, jest jakiś pokaźny zbiór ksiażek. Ale w zasadzie - w likwidacji. Nie ma kart bibliotecznych i ponad połowy książek. Ręce opadają mi od pamiętnego 2004 roku. Tu się nic nie patentuje. Sam już nie wiem co mam zrobić, do  kogo napisać, aby nie zmarnować do końca talentu, który kiedyś miałem. Mogę przynajmniej ostrzegać innych i niniejszym listem to czynię.

To bardzo dobrze, że Pan wydał książkę PRZELICZENI.
Trochę prawdy się przyda w tym zakłamanym świecie.

Totalnym kłamstwem jest także to, że w Polsce brakuje inżynierów.

W Polsce za to jest najwyższy zus w UE i na świecie (ok. 1000 zł na miesiąc !). Wg mnie to zabije każdą myśl o rozwoju, ale o tym jakoś mało kto mówi. Dla porównania w Czechach ichniejszy zus wynosi ok. 400 zł miesięcznie na osobę, zaś na Litwie - około 200 zł !
Normą w UE (oprócz PL) jest to, że podatki płaci się od zarobionych pieniędzy (a nie od niezarobionych, jak zus) oraz to, że bogatsze firmy płacą wyższe podatki. W PL mamy od lat prawo afrykańskie: najwięksi płacą najmniej. W ten sposób dawni partyjni
bonzowie i jacyś hochsztaplerzy (mieniący się właścicielami galerii handlowych itp.) urośli do rozmiarów mega-poczwarek. Ale oczywistym jest, że w motyle się nigdy nie przekształcą.

Nie mówiąc już o dochodzie bez podatku, którego śmieszna wartość (ok. 3080 zł rocznie, trudno użyć mi słowa 'wysokość') jest około 10 razy niższa niż w państwach europejskich i niższa nawet niż w połowie krajów afrykańskich.

Chciałbym przekonać do moich koncepcji premiera Morawieckiego, jednak nie wiem jak to zrobić. Moja wolność naukowo-gospodarcza i zaczynanie od czegoś małego ale działającego nie ma nic wspólnego z bezsensownym mega-libertynizmem petrU czy michnikA (systemem skierowanym do 5 procent najbogatszych obywateli). Niestety, taki ukryty system libertyńsko-zamordystyczny (bankokracja-zusokracja) jak widzę, wyznają chyba także doradcy Morawieckiego (ciekawe skąd się wzięli), a to już niedobrze.

Powtarzam im więc, że za pomocą zusu i tego typu idiotycznych chwytów uczelnie i rządzący (przynajmniej 25 lat do 2015 roku) chcieli utrzymać swą wszechwładzę i kontrolę, oligarchię a także wykradanie pomysłów i przyszłych patentów. Oczywiście, to się nigdy nigdzie nie uda, w ZSRR się też nie udało, ale póki co - od 25 lat jak na razie tracą na tym głównie tacy ludzie, jak ja i przeciętne firmy, które przez ich zalegalizowane złodziejstwo nigdy nie będą mogły wyrosnąć technologicznie w górę.

Średnie firmy od około 2009 roku (tusk) nawet znikają z tzw. rynku.

Ja nic w tym kraju nie osiagnąłem, a trzyma mnie tu jedynie reumatyzm. Od wyjazdu na tzw. zachód zatrzymał mnie najpierw ponad 5-letni okres przejściowy na niezatrudnianie polaków, a teraz zalew przybyszy ze wschodu, którzy zabierają mi pracę w niektórych jeszcze normalnych, zachodnich firmach (bo w PL już ich chyba nie ma - zus wykoślawił już chyba  
wszystkie).

W każdym razie służę Panu swoim doświadczeniem. Niektóre z wydarzeń mam nawet spisane aby nie zapomnieć. Bo potem przyjdzie jakiś nowy baLcerowicz i będzie mi
wmawiał ciemnotę, że to że mnie zdeptano to moja wina. Mnie, który mógłbym być konkurencją dla połowy firm farmaceutycznych i podobnych w Europie i na świecie !

Czasem piszę do różnych chemików, że nie możemy się dać zadeptać, że wiedzy nabywanej przez lata i schowanej w tysiącach opracowań nie da się zastąpić kulawym iso-9001,
chińskimi surowcami i paroma świstkami lub zezwoleniami od ludzi, którzy sami się namaścili na najmądrzejszych, obojętnie czy są z KC-PZPR, z UW, z banków, od Szulca czy z jakiś innych 'urzędów'.

A dziś napisałem także do pana”.


I kolejny retailovy sygnał. Z Gdańska.

„Prowadzę aptekę w CH Osowa w Gdańsku. Niestety ilość klientów galerii nie napawa optymizmem. Do interesu trzeba dopłacać. Firma APSYS i Pradera zarządzają galerią. Chciałbym rozwiązać umowę, która niestety jest obowiązująca jeszcze 4 lata. Czy zna Pan kogoś, kto już taką drogę  z nimi przechodził? Czy są prawnicy, którzy się tym specjalizują i mają z nimi doświadczenie. Jeszcze nie rozpocząłem żadnych czynności, ale aby przeżyć staje się to konieczne. Proszę o radę, pomoc”.

I takich sygnałów od galerników jest coraz więcej. Z gh. I prób samobójczych jest coraz więcej. Rok do roku to z 5000 do 7000 osób za rok 2016. Przykre i dołujące. Nie ma na to siły. Ale są wyjścia z sytuacji.

Londyn. Kilka dni temu. Ruchliwe ulice. Metro jak pajęczyna. Wszędzie pełno ludzi z całego świata. W kawiarniach, restauracjach, pubach, w zakładach usługowych. Sklepy wszelkiej maści. Warzywniaki. Metropolia tętni życiem. I Polacy. Jeden księguje, drugi zarządza własną firmą kurierską z Węgier do UK. Trzeci rozkręcił portal, czwarty ciągle zmienia pracę. Kombinują. Dają radę inni nie.  Wydaje się, że UK już więcej nie pomieści. Jest inaczej. Mieści. Wciąż szukają ludzi-również z Polski. 30 tysięcy polskich spółek i 70 tysięcy na zasadzie samozatrudnienia. Przy minimalnej pensji we własnej firmie 2 funty składki tygodniowo na starcie. Spekulacje co będzie jak będzie nie mają na razie znaczenia. Czas pokaże.

Początek roku był kijowy. „Frekwencja” na spotkaniu ze zmarłym  Marcinem była taka na jaką zasłużył. Mnóstwo ludzi. Realnie. 

Jeszcze jedno. Dla zainteresowanych. W Krakowie. Trzeba się spieszyć. I kontraktować.

http://biznes.lovekrakow.pl/aktualnosci/obok-bonarki-stanie-kolejna-galeria-handlowa_18576.html

W Posnanii (tej nowej)  już dostali domiar. Tzn fv. Przeliczyli się i obciążyli różnicą wybranych najemców-tylko nie przekazujcie nikomu. Toż to tajemnica. Poliszynela.

http://natemat.pl/200731,o-obnizeniu-skladek-dla-przedsiebiorcow-gadali-przez-rok-a-tylko-zus-dotrzymal-slowa-i-je-podwyzszyl

Do następnego.

 

 

 

Pozostanie w pamięci

przeliczeni

Msza w intencji tragicznie zmarłego Marcina w sobotę- 07.01 w kościele Chrystusa Króla przy ul. Straconki 12 w Bielsku Białej o godzinie 11.30. Pochówek na Cmentarzu Komunalnym na Leszczynach przy ul. Krasickiego w Bielsku Białej.

Na prośbę ojca zmarłego wpis pozostaje w pamięci bloga.

Dla przypomnienia publikowana już kiedyś rozmowa z przedstawicielem branży dilerskiej w Polsce.

 

Biznes na płytkach

 

Jedną z głównych gałęzi każdej gospodarki jest biznes samochodowy. Dilerski. Pionierem w Polsce handlu samochodami pozostanie dr Jan Kulczyk. Nieodłącznie kojarzony z marką Volkswagen. Jeden z najbogatszych Polaków wiedział jak zarobić na samochodach, zbudować sieć i w odpowiednim momencie się wycofać.

 

W najlepszych czasach, kiedy w Polsce sprzedawało się wszystko co czwarty Polak jeździł samochodem kupionym w salonie Jana Kulczyka. Dr Jan Kulczyk za samochody płacił gotówką. W książce autorstwa Cezarego Bielakowskiego i Piotra Nisztora pt. ‘Jan Kulczyk-biografia niezwykła” czytamy „Dlaczego wycofał się z tak intratnego biznesu? Koncerny motoryzacyjne zmieniały strategie-przejmowały sieci sprzedaży swoich aut. Kończył się czas niezależnych dystrybutorów”.  Kulczyk chciał kupić udziały w sprzedawanym koncernie, ale Niemcy nie chcieli go wpuścić. Postanowił im sprzedać biznes. 700 milionów złotych. Tyle koncern zapłacił w najlepszym do transakcji momencie. Rynek się nasycił, biznes przestał być tak opłacalny jak kiedyś.

 

Oparty na systemie quasi franczyzowym interes na łamy gazet w pejoratywnym ujęciu trafił w 2001 roku w nieistniejącym dziś Życiu Warszawy.

 

- „Jak mógł sam strzelić sobie w plecy!?-zastanawiała się gazeta. „Gdy znaleźliśmy ciało, broń leżała kilka metrów dalej, na stole. Poza tym rozmawialiśmy godzinę przed zajściem i nie sprawiał wrażenia osoby, która chce się zabić... - mówią przyjaciele Ryszarda K. W Łomiankach Ryszard K. prowadził warsztat samochodowy przez kilkanaście lat. W 1995 r. został serwisantem Seata. Później przyszła pora na własny salon. Zastrzelił się 21 czerwca 2001 r. - Na rękach denata znaleziono ślady prochu. Lufa w momencie strzału była bezpośrednio przy ciele - przypomina sobie sprawę Jacek Pergałowski, prokurator rejonowy w Nowym Dworze Mazowieckim.

 

Chociaż większość samobójców strzela sobie w głowę, w jego przypadku można przypuszczać, że było inaczej. Był myśliwym. Myśliwi nie strzelają zwierzynie w głowę, tylko w serce. Prokuratura w Nowym Dworze Mazowieckim śledztwo w tej sprawie umorzyła. Dlaczego jeden z najbardziej szanowanych obywateli podwarszawskich Łomianek 21 czerwca poczuł się jak zwierzyna? Wszystko szło świetnie aż do 2000 r., gdy podjął się wyremontowania ponad stu seatów zniszczonych gradobiciem. Naprawę zlecił blacharzom. Auta odebrała Iberia i... nie zapłaciła od razu. Ryszard K. został z milionowym długiem, gdyż tyle właśnie musiał wyasygnować blacharzom. Z dnia na dzień stał się bankrutem” („Dilerzy przeciw Seatowi” 05.02.2003r.)

 

Zdaniem gazety kilkudziesięciu dealerów Seata straciło majątki życia. Niektórzy popełnili samobójstwa, inni trafili do zakładów psychiatrycznych. Pomysł na biznes zakończył się katastrofą. 70% procent dilerów miało stracić swoje salony. Mieli płacić za know how w tym pontony czy za udział w Targach w których nie uczestniczyli. Iberia broniła się twierdząc, że podpisali umowy więc mają płacić. Sprawa trafiła do prokuratury. Jedni pozywali drugich. Z perspektywy czasu wydaje się, że opowieści dilerów seata to wymysł ludzi, którzy nie potrafili prowadzić salonów. Czyli sfrustrowani dilerzy mają pretensje do świata o to, że …nie płacili. Salony zostały przejęte. Wg ówczesnego zarządu Iberii-nie mieli sobie nic do zarzucenia. Dilerzy mieli płacić za samochody m.in. gotówką. Takich pieniędzy nie mieli.

 

Prezes Związku Dilerów Samochodowych w Polsce dziś nie chce nawiązywać do tamtych lat. Rozmawiamy o tym w jakich warunkach dziś prowadzi się biznes.

 

Marek Konieczny: branża dilerska w Europie i Polsce to jest specyficzny rodzaj franczyzy czyli to jest tzw. model autoryzacyjny. W polskim prawie oba te terminy nie są dookreślone nawet w dokumentach, które przygotowują importerzy. Z prawnego punktu widzenia model franczyzowy w żaden sposób nie jest opisany w motoryzacji. Ona ma specyficzną ustawę europejską, która potocznie jest nazywana GVO która na kilkustronicowym dokumentem który próbuje opisać ten model funkcjonowania co jest wolno franczyzodawcom czyli importerom i czego nie wolno wobec nich robić.

 

Opisano to jako klauzule dozwolone i niedozwolone .To są bardzo krótkie zapisy. Gdybyśmy chcieli taki model opisać w jaki sposób tworzy się sieć sprzedaży samochodów to mamy tutaj bardzo prosty dwupoziomowy w każdym kraju model funkcjonowania. Praktycznie w każdym kraju europejskim istnieje ktoś taki, kto spełnia rolę generalnego importera czyli kogoś kto odpowiada za daną markę w danym kraju i on wybiera sobie sieć dystrybucyjną w zależności od modelu, konceptu i czasu – kilkudziesięciu przedsiębiorców, którzy stają się jego autoryzowanymi przedstawicielami. Czyli przy pomocy umowy autoryzacyjnej, bo nie używa się nazewnictwa „franczyzowa” daje im prawo do sprzedawania towaru danej marki i reprezentowania tej marki w danym regionie. Czyli podpisuje umowę autoryzacyjną i ty będziesz dilerem marki A w mieście B.

 

To jest franczyzowa czy nie jest?

 

Jest autoryzacyjna vel franczyzowa zaraz to wytłumaczę.

 

Umowy są zaszyfrowane?

Z jakiegoś powodu to jest tak, że importerzy wstydzą się swoich umów. Próbują wmawiać, że one są tylko między importerem a dilerem, że nie mają prawa pokazywać tych umów prawnikom, innym pracodawcom, organizacjom. Nikomu.

 

Prawnikom?

Tak. Niektórzy importerzy posunęli się do tego że zaszyfrowali umowy. Umowa miała swój specyficzny kod. Jest do tego specjalne oprogramowanie, które jakby popełnia niewidoczne dla przeciętnego człowieka błędy w tekście. Po wydrukowaniu takiej umowy trudno taki szyfr zauważyć. Jest jak linie papilarne. Każda jest inna. Kidy ktoś wydrukował mimo wszystko taką umowę bez polskich znaków czy z jakimiś brakami np. dla prawnika to importer to z systemu jest w stanie wychwycić. Importerzy twierdzą że przekazanie takie umowy osobom trzecim jest złamaniem prawa. Straszą werbalnie. O karach nie słyszałem.

 

I to świetnie działa?

 

Nie działa. Mamy podstawowy element. Ubezwłasnowolnienie tym modelem umowy autoryzacyjnej jest bardzo duże. Być może nie tak duże jak w klasycznych umowach franczyzowych, gdzie nie występuje nawet marka przedsiębiorcy, ale jest nieznośne. Dilerzy nie są w stanie kontrolować własnego majątku.

 

Do roku 2013 w momencie, kiedy diler marki „A” chciał sprzedać swój biznes innemu dilerowi marki „A” funkcjonującemu w tej samej sieci mógł to zrobić bez zgody franczyzodawcy. 3 lata temu to się zmieniło co powoduje, że ten diler musi przy każdej transakcji, przy pozbyciu się własnego przedsiębiorstwa nawet w ramach tej samej sieci uzyskać zgodę importera. Połową majątku tego człowieka dysponuje importer.

 

Badania rynkowe i transakcje, które odbywają się na polskim i europejskim rynku pokazują , ze ten sam obiekt i ta sama firma z autoryzacją jest warta mniej więcej połowę tego co firma bez autoryzacji. W przypadku zastosowania tego modelu w innych branżach być może to nie jest aż tak bolesne. Jednak w naszej branży jest coś takiego co się nazywa wysokonakładowością. Czyli żeby wejść w biznes dilerski próg inwestycyjny jest dzisiaj w najmniejszej miejscowości w Polsce ok. 5 mln złotych w przypadku miasta do 50.000 mieszkańców.

 

W przypadku większych miast to jest 10 czy 15 milionów złotych. W Europie jest to nazywane biznesem wysokonakładowym. Dlatego też ten biznes powinien być bardziej chroniony niż w przypadku innych franczyz. W momencie kiedy ktoś wchodzi w taką franczyzę z tak dużymi pieniędzmi, a później importer-franczyzodawca bez żadnego uzasadnienia pozbawia go tego biznesu to takie obiekty bardzo trudno zamienić na coś innego.

 

Są pozbawiani majątku?

 

Oczywiście. Co chwilę się zdarzają. To jest biznes w Polsce który skupia 800 firm, to jest 1500 punktów dilerskich. To nie jest zjawisko masowe, ale niestety coraz częściej mamy do czynienia z takimi sytuacjami.

 

Może nie znają się na biznesie?

 

Zacznijmy od takiego czyli gdzie nie ma winy franczyzodawcy żeby nie bić w czambuł importerów. Czyli zabiera się do tego ktoś kto nie potrafi się dostosować do tego modelu, nie rozumie, nie potrafi czy przekracza granice umowne i prawne. Łamie zasady i nie spełnia warunków wynikowych, sprzedażowych. Ten ostatni powód zdarza się dość rzadko czyli z powodów wynikowych. Ten kto w to wchodzi nie ma żadnej gwarancji i ochrony, że w pewnym momencie importer poda bardziej lub mniej realny powód i człowiek traci wszystko. Położenie tych pieniędzy na stację dilerską jest „umoczeniem go”. Nie da si tego zamienić na sklep meblowy czy hamburgerownię. Przejście na inną markę jest bardzo trudne, bo rynek jest nasycony.

 

Jak to się odbywa?

 

Importer wypowiada umowę. Nieruchomość zostaje przy właścicielu, ale przedsiębiorstwo jest warte połowę co przedsiębiorstwo z autoryzacją a żeby autoryzację zdobyć trzeba włożyć gigantyczne pieniądze, aby spełnić standardy importerskie czyli franczyzowe. W tej branży nie ma wprawdzie opłaty na „wejście ”ani opłat miesięcznych ale są opłaty zawarte w bardzo wielu innych miejscach.

 

Jakich?

 

Musimy zbudować obiekt o odpowiedniej powierzchni, odpowiednim wyglądzie, wyposażeniu, który kosztuje ogromne pieniądze. Dostawcą lub kontrolerem dostawców jest importer. Importerzy samochodowi są np. niezwykle podnieceni w temacie płytek podłogowych czyli są one fetyszem. Można zażartować, ze płytki są najważniejszym elementem w salonie samochodowym.

 

Płytki?

One mają swoją wielkość, normę, wielkość, kolor. Importer zmusza dilera żeby te płytki kupił w konkretnym miejscu, u konkretnego dostawcy za konkretne pieniądze zwykle 5 razy drożej niż można, by takie same płytki można kupić na wolnym rynku w Polsce. Płytki tak samo wyglądające dla klienta nieodróżnialne.

 

Zwykle importer nie wnika czy rzeczywiście chodzi właśnie o te a nie inne płytki ale faktura jest z odpowiedniej firmy którą wskazał i ważne jest to czy kwota się zgadza. I te standardy dotyczą wszystkiego: mebli, urządzeń, oprogramowania, modeli technicznych, materiałów reklamowych, stron internetowych, modeli marketingowych. Wszystkiego. Jedynie niektóre marki pozwalają kupować na wolnym rynku, ale w większości importer narzuca w 100 procentach.

 

Czyli teoretycznie gdyby chciał kupić system nowocześniejszy, tańszy, sprawniejszy i wprowadzający oszczędności to nie może go kupić?

 

Nie. Musi spełnić standardy producenta. Czyli w przypadku klasycznej franczyzy za którą płaci franczyzobiorca np. „za wejście” i nazywa się to opłatą franczyzową w tym przypadku jest poukrywana w różnego rodzaju opłatach. Kiedyś dilerzy policzyli, że importer mógłby funkcjonować i żyć bez sprzedaży samochodów. Gdyby policzyć koszty poboczne za które płacą dilerzy.

 

Czyli samochody są dodatkiem…

 

Można tak powiedzieć i przyjąć taki model, że przy zerowej sprzedaży samochodów importer funkcjonuje i żyje z różnych innego rodzaju opłat płaconych przez dilerów.

 

Czy ludzie i o tym nie wiedzieli? Widziały gały co brały.

 

Wiedzieli. Załącznikiem do umowy dilerskiej jest tzw. księga standardów tj. książka w której są poszczególne opisy. Spory na ten temat jak dalece może się posunąć importer w narzucaniu ciągle się toczą. Komisja Europejska próbowała wytrącić importerom z rąk i mówić że diler ma prawo do samodzielnych decyzji. Dziś mamy do czynienia  z pewnego rodzaju kontrrewolucją i od kilku lat Komisja Europejska przestałą się tym przejmować i wspiera producentów a nie Małe i Średnie Przedsiębiorstwa. Nikogo nie obchodzi los tysiąca iluś polskim firm i 20 tysięcy w Europie, bo należy dodać że ten zawód cieszy się dużym wprawdzie prestiżem ale też najniższym zaufaniem obok polityków i prawników. Więc kogo to obchodzi?

 

Czyli nie zarabiają?

 

Zarabiają.

 

To o co chodzi?

 

O to, że człowiek musi mieć w biznesie wolność wyboru. O to, że w modelu klasycznej franczyzy każdy zapłaciłby uczciwą stawkę za wejście, procent od obrotu i mógł wyjść z tego biznesu. Element kontrolowania przedsiębiorcy jest nieznośny, bo te standardy-zdaniem wielu dilerów nijak mają się do podnoszenia sprzedaży, a są jedynie narzędziem do wyciągania od nich kolejnych pieniędzy.

 

Płacą i też padają. To nie jest tak, że płacą i są szczęśliwi. Też przepłacają za meble i różne dziwne rzeczy. Też przebudowują. Odświeżają.

 

No dobrze, ale jeśli przebudowa kosztuje dwa miliony złotych to robi różnicę. Kredyt zaciągany jest w banku który jest w jakiś sposób poukładany z importerem. On ma go w kieszeni jak deweloper frankowicza.

 

To po co przebudowuje?

 

Bo musi. Nie ma wyjścia.

 

To bez sensu.

 

No bez. Nikt w Europie nie zrobił badań jaki wpływ ma przebudowa lokalu na zadowolenie klienta czy zmiana ciągła płytek. Zrobili to Amerykanie w ramach akcji Diler 2020 i wyszło im, że to bez sensu. Że to nie działa i nie ma związku na sprzedaż, obsługę klienta. Teraz kolejne stany wprowadzają zakaz narzucania takich klauzul i o to toczy się wojna bo ustalono że raz na 20-25 lat wystarczy.. Okazało się i poszło na to setki tysięcy dolarów-na te badania, że wymiana mebla nie ma znaczenia i te standardy to jedynie maszynka do zarabiania pieniędzy przez importera.

 

Taki system-model biznesowy. Wszystko albo nic.

 

Żeby to wszystko faktycznie było wszystkim to bym się zgodził natomiast przed wejściem w ten biznes należy pamiętać, ze z jednej strony jest wysokodochodowy,  a z drugiej między 60-70 procent jedzie na kredytach. Ostatni z bankrutów wyszedł z bilansem minus 27 milionów złotych. Zadłużenie wyniosło dwukrotność wartości firmy. Przez dwadzieścia lat był liderem wprawdzie nie w pierwszej setce, ale był gwiazdą.

 

Te standardy jednak doprowadziły do totalnej ruiny. Tego biznesu nie da się zatrzymać, to jest ciągły pęd, presja i kolejne koszty. Z tego biznesu nie da się wyjść. Ci którzy wyszli to albo skutecznie reinwestowali i nie stracili. Udało im się to sprzedać albo jak to się dzieje tracą absolutnie wszystko. Bo jeśli mają ustalone z importerem, że dostaną procent marży od samochodu i trzy procent od realizacji standardów a okazuje się że ich nie spełniają to nie są w stanie normalnie funkcjonować.

 

Może nie spełniają.

 

Na zamówienie importera. Czyli powiedzmy, że jest robiona sonda telefoniczna czy klienci są zadowoleni i z tego badania wychodzi, że nie są -to straty idą w kilka milionów złotych na koniec roku. Badanie nie jest weryfikowalne przez dilera. Powiem więcej diler nie myśli o tym, że ktoś może ciąć po to, żeby mu nie wypłacić pieniędzy.

 

Z reguły kiedy importer ma problemy to badania są zaniżane po to, aby nie wypłacić ludziom pieniędzy. A przecież obaj wiemy, że jeśli jakiś marketer nie trafi w dobry moment to pan z różnych względów nie jest w danym momencie w ogóle zadowolony i to ma przełożenie na wynik ankiety. Nasze humory czasami są uzależnione od różnych czynników i nie jest to w żaden sposób reprezentatywne. Taki bonus to czasem nawet 2-3 miliony rocznie. Diler dostaje np. 1/3.

 

I zamożny diler kończy karierę w skarpetkach.

 

Bez skarpetek. Takich przypadków rocznie jest kilka. Spektakularnych. W minionych latach było ich więcej a ubezwłasnowolnienie jest tak daleko posunięte, że łamane są prawa do dysponowania swoim majtkiem. Czyli firmy dealerskie na rynku są warte ok. 6-7 miliardów złotych z czego połowa jest w rękach Niemców, Francuzów, Japończyków i paru jeszcze innych nacji. Połowa majątku małych i średnich przedsiębiorstw jest w zupełnie innych rękach.

 

Mamy też takich, którzy zainwestowali gigantyczne pieniądze i poszli z torbami, zostali z pustymi salonami, halami i są bankrutami z dziesiątkami milionów długów. Jeden z dilerów zbudował blacharnię namówiony przez importera i z milionera stał się człowiekiem bez grosza, domu. Gdyby mógł dysponować swoim majątkiem i mógł wyjść w odpowiednim momencie to do tej sytuacji mogło by nie dojść. Gdyby nie koszty standardów ludzie mogliby funkcjonować. Znane są przypadki samobójstw, depresji. To jest przykre i można tego uniknąć.

 

Gdyby nie było standardów nie byłoby sieci.

 

Jasne, że tak. Każdy z nas ma świadomość, że są menegerowie gdzieś tam u góry, ale z ludźmi na dole też należy się liczyć. Tego niestety nie ma i o to walczymy, żeby to zmienić. Nikt z dilerów samochodowych nie brał pod uwagę, że tutaj nie chodzi o samochody-bo biznes jest w innym miejscu.

 

Afera zupełnie niezależna od sprzedawców czyli vvgate wpłynęła na wyniki sprzedażowe w Polsce?

 

Nie. Nie w Polsce. W Polsce na ten skandal reakcja jest żadna. Świadomość ekologiczna jest żadna i odnotowujemy wzrosty. Polacy mają to w dupie. Dilerzy odnotowują wzrosty.

 

We franczyzie to bywa tak, że dziś jesteś-jutro cię nie ma. Pojawiają się marki-krzoki, których jedynym celem jest złapanie frajera. W tej branży też tak bywa?

 

Kilka lat temu kiedy mówiono o wejściu na europejski rynek chińskich samochodów pojawił a się w Polsce spółka która zaczęła opowiadać, że jest przedstawicielem handlowym jednej z chińskich marek. Otworzyli bardzo ładne biuro, kupowali ogłoszenia, zaczęli szukać przedstawicieli regionalnych, brali pieniądze (kilkadziesiąt tysięcy). Iluś ludzi w to weszło a firma z rynku zniknęła. Tłumaczyli się, że rozmowy na autoryzację tej marki zostały zerwane natomiast sama marka nie miała pojęcia o tym procederze. To był blef który nie miał nic wspólnego z biznesem. Ci co wzięli zniknęli, a Ci co dali to się nie przyznają. W grę mogło wchodzić kilkaset tysięcy złotych.

 

Po co pan o tym nam opowiedział?

 

Chcę zwrócić uwagę na problem. Podzielić się wiedzą i z jednej strony przestrzec, bo to jest rentowny mimo wszystko biznes, ale z drugiej strony człowiek w takim układzie jest pozbawiony swoich praw. Góra nie wszystko wie najlepiej. Ludzie się starają, wypluwają flaki. Poświęcają rodziny, talenty i zaangażowanie. I bywa, że wszystko na nic. Trzeba to uregulować inaczej, bo jeśli nie-to ten sprawdzony system-nie przetrwa. Sprzedawca samochodów wchodził w to dla samochodów, a nie dla płytek i kolejnej zmiany wizualizacji.

Rozmowa autoryzowana. Przeprowadzona w sierpniu 2016 r.

Czytelnik podesłał do podlinkowania. Bez związku z tematem.

http://katowice.tvp.pl/28448260/potrzeba-trzystu-tysiecy-na-terapie-w-niemczech

 

Bezdomni z bankomatów-poradnik najemcy

przeliczeni

Po świąteczno noworocznych zakupach czas na trzynastkę. Czyli fv w nagrodę. Trzynasty czynsz wyssany z palca po to, aby skonsumować to co wypracowała firma najemcy. Czyli grudniowy zysk trzeba podzielić na papier toaletowy dla wynajmujących. Ten nowoczesny model biznesowy kończy się zwykle utratą dachu nad głową.

Bankomat

Ci bezdomni z bankomatów wskazują  nie wprost  gdzie w przyszłości można nocować. Już nie tylko w kanałach, piwnicach i noclegowniach, ale bankomatach BZWBK czynnych 24 h.

bankomat1

Ciepło bankomatów pozwala na przetrwanie.

bankomat3

Bez czynszu i wezwań do zapłaty.

 

Trend zauważalny w stolicy jak zwykle w takich przypadkach schodzi niżej, do innych miast. Nowa miejscówka dla życiowych bankrutów.

Dlatego też obserwując rynek już dziś warto pomyśleć jak zagospodarować nikomu niepotrzebne metry kwadratowe w Zakopanem. Wydawać by się mogło, że taka lokalizacja musi wypalić. Okazuje się jednak, że w stolicy Tatr nowy szklany bunkier, który przysłonił góry straszy pustostanami.

pustostan

kichakicha3

kicha4

kicha5

kicha2stan

pustostan2

pustostan4

Chętnych na najem brakuje. Co w takim razie zrobić z tym fantem? Oddać bezdomnym. 

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1019383,title,Lublin-zwloki-mezczyzny-w-centrum-handlowym,wid,18661367,wiadomosc.html?ticaid=11860c

I ciekawostka z retailovego świata.

http://retailnet.pl/2017/01/02/113290-centrum-siodemka-nie-powstanie/?utm_content=buffer2f831&utm_medium=social&utm_source=facebook.com&utm_campaign=buffer

 

 

Start-end czyli z reklamówkami chyłkiem uciekał-poradnik najemcy

przeliczeni

s0

Kiedy tyle się dzieje wokół i całkiem niedaleko (Berlin) to mam wrażenie, że temat retailu nie ma najmniejszego znaczenia. Że rozmawiamy o czymś co w gruncie rzeczy istotne nie jest. Temat systemu retail jest jednym z wielu i to tym, który de facto ma znaczenie dla iluś jednostek, tych w zdecydowanej mniejszości biorąc pod uwagę ilość podmiotów gospodarczych i ludzi jako takich. Napisałem, że wg mnie-subiektywnie-przyszłością są nowoczesne technologie, ale nie dodałem, że jest jeszcze jedna „gałąź” zupełnie podcięta w ostatnich leciach. Fach. Konkretna umiejętność czegoś i nie przy maszynie dla kogoś, ale dla siebie. Umiesz coś zrobić sam, jesteś wygranym. Nie potrafisz-możesz stać przy maszynie lub/i stać się specjalistą od zawieszania lampek świątecznych na kilka tygodni.

Możesz też być chwilowo Mikołajem i dorobić parę groszy. W ostatnich tygodniach zaliczyłem ok. stu rozmów z polskimi pracodawcami. Z różnych branż, z całej Polski. Portal który okazał się –na dziś- narzędziem potrzebnym wygenerował prawie pół miliona odświeżeń. W kilka tygodni. Czyli porównując z blogiem przeliczeni to nokaut. Dla bloga. To jest dowód na to, że temat jest tematem niszowym. I tu i tam ten sam człowiek. A taka różnica. Wiem jednak czego chcę i na spokojnie, dzień po dniu portal już jest numerem jeden, ale nie oznacza, że kopiści śpią. Już kopiują.

Jestem zdania, że to dobrze. Bo konkurencja mobilizuje do działania. Uruchamia szare komórki i pojawiają się wciąż nowe możliwości, których jak  do tej pory-nie zauważono. To pozwala nie być zbyt pewnym siebie, ale daje impuls do rozwoju. Tymczasem w gh rozwoju nie ma. A jeśli jest-to dla nielicznych. I nie ma co się oszukiwać, że jest inaczej i że mityczny grudzień to 12 h non stop się kręci. Bo się nie kręci. Faktem niepodważalnym jest to, że grudzień to topowy miesiąc. Że niektórzy potrafią odrobić straty. Warto jednak wiedzieć, że niektórzy. Że grudzień nie uciągnie. Nie ma takiej możliwości. W radiowej Trójce dowiedziałem się, że ceny żywności poszły w górę co zmniejsza deflację i że paliwa pójdą w górę co zwiększa i zwiększy w przyszłym roku koszty.

Czytelnicy bloga wciąż zadają pytania i przekierowuję ich do kancelarii prawnych. Żeby wspólnie poszukali tych milionów ludzi i rozchorowanych lub/ i nieudanych poprzedników. Bo o i ile temat retailu jest tematem niszowym o tyle dla zainteresowanych „robieniem biznesu” wciąż aktualnym. Tym bardziej, że się buduje i budować będzie. Czyli retail i blog są w pewnym sensie jak wino. Tym bardziej ważne jest to, że miesięcznik Własny Biznes Franchising postanowił zabrać się za opisywaną przez fb sieć pijalni czekolady. Podlinkuję kiedy się pojawi. A dziś zarekomenduję inne pismo czyli Start Up Magazine.

Czyli kwartalnik dedykowany środowisku start upów. Ciekawe sugestie, podpowiedzi i rekomendacje, ale też praktyczne uwagi jak coś robić w sieci.

start_up

zdj.www.startupmagazine.pl

Podkreślam, że praktyczne- czyli- oparte na doświadczeniu. 

Swoim doświadczeniem podzielił się też czytelnik. Tym razem z wizyty w gh Sandecja. Ochrona miała mentalny problem podczas robienia fotek. Zestresowały się obie strony. Niepotrzebnie. Zdjęcia dostałem kilkanaście dni temu. Czyli w grudniu. I kilka spostrzeżeń czytelnika. Wybrał się na zakupy o godzinie 16.00.

s13

s27

 

s34

s42

s53

s61

s7

s81s9

 

s10

 

s112

s122s131

s14

s15

 k27

 

 k35

 

k53

k63

miki

I resume od czytelnika.

"Galeria Sandecja powstała w listopadzie 2009 r.
Był to czas kiedy wydawało się że hossa w biznesach galeryjnych nie tylko w N Sączu będzie trwała w nieskończoność . Bardzo sprytnie wykorzystali te nastroje właściciele m.in galerii "SANDECJA" w NOWYM SĄCZU zawierając z optymistycznie nastawionymi przyszłymi najemcami umowy najmu na okres minimum 5 lat a w wielu przypadkach na 10 lat !
 
Wysokość czynszów oczywiście z sufitu 25-35 EURO netto w zależności od usytuowania plus koszty tz. wspólne ( reklama itp. )
Po hucznym otwarciu obiektu gdzie na dobry początek i ku uciesze potencjalnych klientów zagrali BRACIA CUGOWSCY szybko bo po ok 6-ciu miesiącach okazało się że działalność w tym obiekcie poza sieciówkami nie rokuje nadziei na dochodowa działalność !
 
Podnajemca dwóch butików odzieżowych był pierwszym , który zorientował się ze możliwość zarabiania w tym obiekcie to fikcja - zorganizował po 6-ciu miesiącach działalności protest z kilkoma najemcami (z kilkoma bo większość się bala konsekwencji ) w celu obniżenia drakońskich czynszów widząc co się dzieje . W związku z niepłaceniem przez podnajemce czynszu - zaaresztowano mu boksy i dla postraszenia pozostałych podnajemców naliczono mu kolosalna kwotę do zapłaty za caly 5-cio letni okres trwania umowy najmu na ponad milion złotych.
 
Biznesmen który miał dobrze prosperujący biznes pozagaleryjny stracił dorobek życia i wyjechał z małżonka dla której otworzył "biznes w galerii" do pracy w Niemczech, aby spłacać długi: dom i hurtownia win poszła na poczet waścicieli galerii .
 
Znajoma,która miała umowę na 5 lat z odzieżą damska stwierdziła ze lepiej opuścić  ta galerie po
3-ch latach i zgodzić się na płacenie za 2 pozostałe lata już nie będąc w galerii SANDECJA czynsz w mniejszym wymiarze niż wg. umowy - Dobrodzieje zgodzili się pobierać zamiast 8000 tys. zl za 60 m 2 tylko 2000 tys .zl za nieistniejacy już podmiot przez 2 lata - biorąc pod uwagę fakt że podmiot ten był parę razy poddawany relokacji ze względu na zmieniająca się sytuacje w galerii to przecież jest jakieś kuriozum !!! ( na szczęście ta osobę było na to stać - ale przecież nie o to chodzi - brak elementarnego poczucia przyzwoitosci !!! )
 
Bardzo wartościowy podmiot z ekskluzywna odzieżą LOOPING BOUTIK w dobrej lokalizacji na parterze - świetne firmy ARMANI , GUESS itp. Podmiot istniejący na sądeckim rynku od 20-tu lat . Po 20 tu paru miesiącach działalności w SANDECJI chyłkiem w reklamówkach wynosi towar potajemnie żeby ochrona nie wyczaila !
 
Zostają manekiny bo tego nie dało się niepostrzeżenie wynieść i trochę ciuchów na wieszakach dla niepoznaki. Właścicielka - bankrutka wylatuje do USA.
 
To tyle na temat galerii Sandecja który ma odpowiednik bliźniaczy w TARNOVI w Tarnowie.
Więcej informacji za 3 lata bo tyle jeszcze niektórzy tam maja umowy a już sprzedali swoje domu i nie chcą na razie rozmawiać z wiadomych powodów !"

W mailu nie wspomniałem o tym że Sandecji wyniosły się nawet sztandarowe marki galerie LPP czyli RESERvED, HOUS CROOP,MOHITO- a franczyzobiorca tych marek próbował handlować outletem marek Zara Stradivarius Berschka w przystępnych cenach - przy czynszu 30000, za 600 m 2 też się nie obronił i jest w likwidacji!"

Tyle od czytelnika.

Retail=start end.

Czytelnikom życzę spokojnych Świąt, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że ta "pastorałka" Ani Rusowicz &gości "Odwołano Narodzenie" czyli nowość w Trójce z 40 miejsca ostatniego notowania-wyjątkowo na czasie.

Fajnego Sylwestra. Spotkamy się tutaj po Nowym Roku. 

 

 
 
 

 

© Przeliczeni
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci