Menu

Przeliczeni

Blog będzie dotyczył historii związanej z funkcjonowaniem galerii handlowych. Ustaleniami najemców dotyczącymi różnych aspektów prowadzenia działalności w galeriach handlowych.

Wiatrówki za kilkaset "koła"-poradnik najemcy

przeliczeni

Kwadratura kary.

„Zdecydowaliśmy się na franczyzę, ponieważ liczyliśmy na wsparcie znających się na tym osób - franczyzodawców.

 

Chcieliśmy nie mieć nad sobą szefa, chcieliśmy być na swoim. Jak bardzo nasze wyobrażenia o franczyzie i to w dodatku w Galerii Handlowej były mylne z rzeczywistością.

Pierwsze znaki ostrzegawcze w głowie pojawiły się w momencie, gdy przyjechali do nas przedstawiciele franczyzodawcy w celu przygotowania naszego lokalu do otwarcia - na trzy dni przed jego otwarciem.

 

Podczas rozmowy wyniknęło, że każda z osób, które zajmuje się obecnie werbowaniem nowych franczyzobiorców, ich szkoleniem i byciem ich opiekunem na czas trwania umowy, miało kiedyś swoją pizzerię, ale z jakichś (niewyjaśnionych nam powodów) się jej pozbyło, sprzedało, oddało komuś innemu.

 

Zastanawialiśmy się dlaczego?! Skoro jest to taki świetny interes, który ma przecież przynosić tak wielkie zyski, którymi i my zostaliśmy omamieni!. W głowach nam się to nie mieściło, do czasu, aż przejrzeliśmy na oczy i zobaczyliśmy że nie jest tak cudownie. Że obietnica zwrotu inwestycji w przeciągu kilku miesięcy jest bujdą. Po pierwszym miesiącu działalności stwierdziliśmy, że widocznie klient o nas jeszcze nie wie, dlatego obroty są niskie, że w kolejnym miesiącu będzie lepiej. Cóż... kolejny miesiąc przywitał nas pustkami na food courcie i pierwszymi klientami o godzinie 13:00-15:00.

Chcąc zawalczyć o jeden dzień odpoczynku dla siebie postanowiliśmy porozmawiać o zamknięciu lokalu w niedziele niehandlowe. Konsultowaliśmy to z innymi najemcami gastronomicznymi w naszej Galerii i każdy narzekał na brak klientów, na nieopłacalność. Każdy chciałby otworzyć się później albo wcale w tym dniu. KiIkoro najemców przed nami wystosowało pisma do zarządu obiektu, ale zderzyło się ze ścianą - odpowiedź była jednoznaczna - każdy lokal musi być otwarty zgodnie z zapisami w umowie najmu, czyli zgodnie z godzinami otwarcia Centrum. I tyle. Żadnego wsparcia czy reklamowego czy w postaci obniżki czynszu w tych dniach, 

Sprawdzałam w kilku źródłach jak to jest z tym zakazem handlu w niedziele i czy zarządca obiektu może zmusić najemcę do bycia otwartym, czy jednak właściciel lokalu sam o tym może  zdecydować, przecież są galerie handlowe, które w niedziele niehandlowe są całkowicie zamknięte dla klientów. Dlaczego, więc jedni mogą, a drudzy nie?

 

Zadzwoniłam w tej sprawie do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, po kilku przełączeniach do niby wreszcie kompetentnej osoby, usłyszałam, że Pani nie chce mnie wprowadzić w błąd, musi się z kimś skonsultować, a  najlepiej żebym skontaktowała się za pomocą formularza kontaktowego na ich stronie internetowej, a oni odpiszą w najszybszym możliwym terminie. Wysłałam więc zapytanie za pomocą formularza, jak również i na adres mailowy podany na stronie www. Do tej pory nie otrzymałam żadnej odpowiedzi.

 

W dalszym ciągu nie wiemy na czym stoimy - czy możemy się legalnie zamknąć w niehandlowe niedziele czy też MUSIMY być otwarci, mimo, że w innych galeriach handlowych punkty gastronomiczne są nieczynne z woli właścicieli lokali.

 

Relacja z franczyzobiorcą:

wszystko pięknie przed podpisaniem umowy, a później...

Pierwsze spotkanie z franczyzodawcą odbyło się w 2018 roku. Umowę podpisaliśmy dwa miesiące później, otwarcie lokalu nastąpiło końcem roku.  Na pierwszym spotkaniu powiedzieliśmy jaką kwotą dysponujemy, usłyszeliśmy, że powinno wystarczyć... Kilka miesięcy próbowaliśmy uzyskać od franczyzodawcy specyfikację sprzętów, które mieliśmy od nich zakupić. Nasze prośby zostały bez odzewu.

 

Gdy w końcu otrzymaliśmy ich wycenę, w opisie sprzętu było napisane np. piec do pizzy i jego wymiar, no i cena. To wszystko. Cena była dla nas nie do przejścia. Zadzwoniliśmy do osoby, z którą podpisywaliśmy umowę, doradziła nam zadzwońcie do kierownika sieci, negocjujcie. Tak też zrobiliśmy. Uzyskaliśmy rabat, ale cena i tak była dla nas za wysoka. Zaczęliśmy pożyczać pieniądze od rodziny, zaczęły się kredyty... Sprzęt wreszcie zaczął do nas trafiać.

 

Oczywiście żaden z nich nie został zamontowany przez ekipę franczyzodawcy, jak było nam obiecane na pierwszym spotkaniu. Sami musieliśmy wtachać sprzęt na I piętro Centrum (winda towarowa była zbyt mała na większość sprzętów) i sami musieliśmy je zamontować. Nikt nie wspomniał, że najważniejsze sprzęty w tym lokalu, jak piec czy zmywarka nie mają w zestawie kabla zasilającego i trzeba na własną rękę ich szukać i sobie kupić. 

 

W momencie, gdy miesiąc po otwarciu pękła nam szyba w piecu, napisałam do producenta aby zweryfikować cenę tego elementu. Otrzymałam informację, że szybka kosztuje 15 zł netto. Napisałam w tej samej sprawie do franczyzodawcy, otrzymałam wycenę ok. 400 zł netto za szybkę i jej wymianę. Koszty są nieporównywalne. 

 

Co jakiś czas otrzymujemy maile z nowymi wytycznymi np. co do ubioru. Tak też do końca stycznia musimy kupić pracownikom nowe koszulki z nowym kolorem logo. Nikogo nie interesuje, że dopiero co się otwarliśmy i mamy przecież nowe koszulki. Musimy też kupić do końca lutego wiatrówki dla pracowników, ale logicznie na to patrząc po co kupować wszystkim pracownikom wiatrówki? Czy kelnerka ma być ubrana w koszulkę firmową, zapaskę i wiatrówkę? Absurd. Wiatrówek nie mamy zamiaru kupować dla wszystkich pracowników, ewentualnie tylko dla dostawców, ale też nie widzimy w tym głębszego sensu...

 

Prawda jest taka, że franczyzodawcy nie interesuje to czy mamy pieniądze czy też nie. Mamy je na nich wydawać, coraz więcej, coraz więcej...

 

W załączeniu przesyłam fragment umowy najmu z Centrum Handlowym oraz mój mail do ministerstwa”.

kara1

kara2

List do ministerstwa.

 

 k2

 

Tyle z listu franczyzowego najemcy. Za nie otwarcie lokalu: kara od wynajmującego, za otwarcie kara z PIPu. Jak na razie obiektywnie rzecz biorąc wynajmujący kar nie nakłada, czynszów nie obniża. Ustawodawca nie wnika w umowy cywilnoprawne. Nawet jeśli dotyczy to tysięcy firm. 

Ministerstwo jeszcze nie odpowiedziało.

Franczyzobiorca niebawem wyjdzie z tego budynku. Straty plus długi to kilkaset tysięcy złotych. Na koniec kary. Od dawcy i wynajmującego. Na pamiątkę zostaną

2018INSBOBOCHOSESEnfantsgaronsfillesCoupeVentVentManteauWynStyle

 

Death malli przybywa-poradnik najemcy

przeliczeni

"Witam

 

Niestety dopiero teraz kiedy trafiłem w tarapaty znalazłem Pańskiego bloga. Gdybym tylko to wszystko wiedział przed podpisaniem umowy. Mój błąd polegał na tym że umowę analizował mi kolega, który skończył prawo i nie wiele się znał, dodatkowo zapewnienie Pani od komercjalizacji przed podpisaniem umowy że jak nam nie pójdzie to można rozwiązać umowę. Teraz Pani w rozmowie zaprzecza że w ogóle coś takiego padło z jej ust a prawnik z którym się kontaktowałem powiedział mi że umowa jest tak skonstruowana że nie mam możliwości jej wypowiedzenia i nawet jak się wyniosę to oni nie zerwą ze mną umowy tylko naliczą mi płatność na resztę lat które pozostały czyli 4.

Lokal wynajęliśmy prawie rok temu, jesteśmy przed 30 więc głupi zapał i wiara że się uda. Ja pracuje na etacie ale często jestem w delegacji i żona siedzi tam po 12 godzin dzień w dzień. Nie stać nas na pracownika zresztą i tak o niego ciężko, kiedy mogę to ja siadam za ladę. Prowadzimy sklep kosmetyczny i jak do tej pory w miarę na lekkim plusie wychodzimy oczywiście o zmniejszeniu czynszu nie ma mowy.

Do tego dochodzi fakt że mamy zastrzeżone w umowie marki jakimi możemy handlować co skłoniło nas do myśli że żadna sieciowa drogeria się nie wprowadzi bo przecież nie da sobie zastrzec marek którymi większość handluje. A tu nagle strzał z nieba że wprowadza się hebe, 80% marek jakimi handlujemy oni mają więc już wiemy że z siecią nie wygramy. Po za tym żona przez to wszystko upada fizycznie i psychicznie, nie chce się jej już żyć i nie wie jak sobie z tym wszystkim poradzić. Bo teraz jest źle a co dopiero kiedy wprowadzi się hebe.

Jestem uczciwym człowiekiem i nie podejrzewałem że takie rzeczy przy takich dużych podmiotach w biznesie potrafią tak kłamać i że coś takiego jest w ogóle zgodne z prawem. Rozmawiałem z Panią od komercjalizacji i od razu mi powiedziała że raczej nie będzie zgody na rozwiązanie umowy ale że mogę napisać oficjalne pismo a ona przedstawi je zarządowi. Wiem jedno nie damy rady tam się utrzymać przy takim czynszu i hebe. Toniemy w długach i nie ma chęci do życia, aż nieprawdopodobne że to się dzieje w kraju prawa.

Przepraszam za chaotyczną formę ale nie mogę dojść do siebie. Jeżeli jest jakaś droga chociaż niewielkie  światło to proszę o znak. Czy jest sens pisać do nich prośbę rozwiązanie umowy za porozumieniem stron? Dodam że to galeria Auchan czyli immouchan czy miał Pan z nimi kiedyś styczność?"

 I następny mail:

 

„Dziękujemy za wsparcie.

Od rana telefon jest gorący i terror ze strony ochroniarzy w Galerii pilnują naszego pracownika nawet przy wyrzucaniu śmieci.

Jest to żałosne non stop utrudniają.

 

Mam tylko dwa czynsze nie zapłacone , bo nie ma z czego płacić i nie chce dokładać więcej.

 

Staramy się od dłuższego czasu umowę polubownie.

Nie reagują, zaczęli reagować gdy zabrałem w sobotę prywatne rzeczy i kasę.

 

Dziś chcą mi anulować dług i obniżyć czynsz o 50% 

 

To i tak nic nie zmieni, bo po drugiej stronie jest firma tzn. właścicielem Baru Bistro Leclerc jest tak bezczelny, że przerabia jedzenie co im nie schodzi na sklepie przychodzą do nas do Baru i kopiują jedzenie oraz to samo zaniżają o 50%.

 

Mamy firmę biznesmen jest Zainteresowany naszym lokalem i jest w stanie z nimi konkurować bo jest po kilku wizytach u Nas i w tej Galerii.

 

Lecz CBRE chce na siłę nas zatrzymać. 

 

Jeśli ma Pan adres e-mail: do Pana Tomasza Henclewskiego, to proszę o informację.

My zrywamy z nimi umowę, a ani grają na zwłokę.

 

Dwa tam jest problem z prądem podejrzewam oszustwo z ich strony.

 

Dopiero jak napisałem pismo o zerwanie umowy z dostawcą energii elektrycznej też chce zejść z ceny o 50% 

 

Lokale płacą dwa,  trzy razy więcej za prąd- to gdzieś ucieka.

 

Ja mam lokal w Zamościu 160,mkw.

Dwa razy większa chłodnia , więcej sprzętu i więcej ludzi w pracy płacę o połowę mniej za prąd niż u nich.

 

Odpisałem tak:

 

Proszę zagrać va banque. Nie wiem na czym ma polegać ta zwłoka w tym przypadku, ale z nimi rozmawia się jedynie z pozycji siły i desperacji. Jeśli chcą się dogadać to niewykluczone, że tak jest. Oni mają teraz sprawę w Sądzie w Katowicach z najemcami z Bielska-Białej więc może nie chcą mieć awantury. Tam też chodzi m.in. o koszty prądu. Tam jest kilkanaście punktów do rozstrzygnięcia przy czym sędziego to nie interesuje. Najchętniej by zamknął sprawę. Był przesłuchiwany główny szef CBRE ale nie wiem na jakim etapie jest ta sprawa teraz. Generalnie oni boją się zdenerwowanych ludzi i starają się wyciszać sprawę. Więc nie wiem na czym panu zależy, o co chodzi w tej sprawie i jakie ma pan cele bo każdy najemca ma inny cel i własny pomysł. 

 

Czytelnik po kilku miesiącach wrócił:

 

Dzień Dobry w Nowym Roku :-)

Panie Danielu z powodu napływu wszelkich obowiązków i problemów.

Wyleciało mi z głowy odpisać.

 

DZIĘKUJĘ BARDZO Z TE MAILE OD PANA i ukierunkowanie mnie żeby zrobić tzw. " VA BANQUE " ;) 

 

Udało się wyrwać z tej Galerii Handlowej Navigator w Mielcu zarządzanej przez CBRE 

 

Co prawda było stresu i nie obeszło się bez kary , ale w porównaniu do innych to mieliśmy tylko kary w wysokości 5 czynszów do zapłaty w przeciągu 14 dni i spłata zadłużenia.

 

Zadłużenie umyślnie było robione z uwagi na opuszczenie tego przeklętego miejsca w którym E.Leclerc jest właścicielem mający własną Gastronomie w Galerii żeby pozywać się Produktów mięsnych itp. które są już przeterminowane itp. : 

 

Najważniejsze że udało się uciec z miejsca w którym co miesiąc po 25 koła było dokładane... 

 

Teraz jest już z głowy i wiem jak w przyszłości z nimi postępować ;) 

 

Dziękuję i Życzę Panu Zdrowia oraz Sukcesów w Biznesach.

 

I kolejny mail:

Jak dobrze, że znalazł się ktoś, kto opisał negatywne aspekty franczyz. Szlaki zostały przetarte. O każdej z historii zawartej w tej książce można by napisać oddzielną książkę. Aż prosi się, aby pociągnąć temat dalej. Warto by przekazać wiedzę na temat manipulacji, jakie stosowane są przez duże sieci franczyzowe na terenie Polski. Manipulacja jest widoczna na każdym etapie - od rekrutacji, aż po rozwiązanie umowy - a nawet dużo później. Można by również opisać systemowy problem naszego kraju, który uniemożliwia walkę z takimi fabrykami bankrutów. Instytucje mają związane ręce i zamiast ścigać winnego, próbują dopadać biorców, jakby Ci mieli jeszcze zbyt mało problemów. Schemat opisany przez Daniela Dziewita w rozdziale o Mount Blanc jest uniwersalny, kopiowany przez kolejnych "łowców cudzych spadków". Krótkotrwała współpraca, przy jednoczesnym przerzuceniu kosztów na biorcę, zmierza do całkowitego wypompowania kontrahenta - co autor książki doskonale opisał.

Odnośnie rozdziału dotyczącego Żabki - autor przytomnie zauważył, że zawiłość sytuacji prawnej i materialnej byłych franczyzobiorców (wcześniej ajentów) jest niezrozumiała nawet dla nich samych.

Strach kolejnych autorów przed armią mecenasów Żabki pokonał jedynie Daniel Dziewit i jako pierwszy użył publicznie nazwy sieci. Książka, która jest obowiązkową lekturą przed podpisaniem każdej asymetrycznej umowy. Istnieje niestety obawa, że osoby w entuzjazmie rozpoczynania "swojego nowego biznesu" zignorują wszelkie sceptyczne głosy i po książkę nie sięgną. I to jest jedyny problem tej książki, że jest czytana głównie przez te osoby, które mogłyby być jej bohaterami, a jeszcze jakimś cudem są w stanie cokolwiek przeczytać ze zrozumieniem".

Kolejne:

witam.

Jak tylko ukazała się Pana książka Franczyza Fakty i Mity jako jeden z pierwszych mieszkanców Rybnika poprosiłem właściciela największej księgarni w Rybniku o zamówienie Pana książki. Przeczytałem w 3 dni i jestem pod wrażeniem. Czekałem na wydanie tej książki po lekturze przeliczeni która uważam za rewelacyjna ,odsłaniającą kulisy handlu w centrach handlowych.

Brakowało takiej lektury na rynku polskim szczególnie dla ludzi chcących rozpocząć biznes w galeriach. Mało się o tym mówi w mediach. Sam cale życie pracuje w handlu choć troszkę od drugiej strony. Pracowałem w dwóch dużych korporacjach, które współpracowały z centrami handlowymi i raczkującymi sklepami franczyzowymi( 15 lat temu) a propos już nie istniejącymi. Uwielbiam handel i dlatego pana książki poszeżyły mi wiedzę od innej strony handlu. Sam mam w rodzinie znajomych którzy niedawno otworzyli w Tychach w nowym centrum lokal pokroju kawiarnio-lodziarnia. Dlatego wiedzę jaką Pan posiada mogę przekazać wśród znajomych. A jednocześnie mogę powiedzieć ze wiedza zwykłego Polaka o zasadach handlu w centrach handlowych na zasadzie franczyzowej jest żadna . Życzę Panu kolejnych rewelacyjnych książek o podobnej tematyce .

 

Witam serdecznie

Piszę, ponieważ od dłuższego czasu śledzimy z mężem bloga "Przeliczeni", ale mimo całej zdobytej tam wiedzy nie udało nam się ustrzec przed problemami związanymi z wynajmem lokalu w galerii handlowej. Działalność prowadzę od 2 lat, a mąż od kilkunastu. Dwa lata temu otworzyliśmy sklep internetowy z odzieżą outlet, ale postanowiliśmy się rozwinąć z pomocą kredytu inwestycyjnego i otworzyć sklep stacjonarny. Wybór wydawał się prosty. Po odwiedzeniu kilku ulic kiedyś handlowych, dziś prawie martwych gdzie stawki czynszowe mimo wszystko do niskich nie należą postanowiliśmy spróbować szczęścia w galerii.

W miesiącu maju bieżącego roku zaczęły się nasze problemy, czyli jest to stosunkowo świeża sprawa. Sklep został otwarty w ostatnich dniach grudnia 2016r. Jest to sklep odzieżowy o powierzchni łącznej ok. 100m2. Jest to też nasz jedyny punkt i źródło dochodu. Początek roku był słaby jak to zawsze bywa, ale marzec i kwiecień miały tendencję wzrostową, choć nadal sporo poniżej naszych oczekiwań. W maju obroty spadły na łeb, na szyję co mnie zmroziło, gdyż liczyliśmy się ze spadkiem obrotów w okresie letnim, ale nie aż tak drastycznym i nie tak wcześnie. W związku z zaistniałą sytuacją umówiliśmy się na spotkanie z osobą, która zawierała z nami umowę. Na spotkanie udał się mąż, który wrócił z niego roztrzęsiony. Usłyszał, że może przyczyna niskich obrotów leży w produkcie. Mówi to osoba, która nigdy u nas nic nie kupiła, była tylko w dniu otwarcia sklepu na 2 minuty, więc uważam że szukanie winy w produkcie którego się nawet nie zna jest wręcz bezczelne.

Pani obiecała nam jednak, że sprawę przedstawi na zarządzie i dostaniemy odpowiedź za 3 dni. Z 3 dni zrobiły się 3 tygodnie, podczas których dopytywaliśmy o odpowiedź w naszej sprawie, ale byliśmy zbywani. 2 dni przed terminem płatności faktury napisałam, że nie jestem w stanie jej zapłacić i proszę o przesunięcie terminu płatności. Jeszcze tego samego dnia odezwał się pan dyrektor, który podobno przebywał na zwolnieniu i zaproponował spotkanie. Spotkać się było ciężko, bo pan jest bardzo zapracowany i ma mnóstwo spotkań, ale kiedy wreszcie udało nam się umówić 16 czerwca spotkanie mocno mnie rozczarowało. Pan dyrektor już wcześniej mailowo prosił nas o przedstawienie KPiR, faktur zakupowych, chciał znać nasze marże.

Odmówiliśmy dostępu do tych informacji, podając to co naszym zdaniem wystarczy. Mimo tego na spotkaniu nadal upierał się, że bez znajomości marży nie jest w stanie oszacować naszych kosztów, choć nie trzeba tu robić wnikliwej analizy by widzieć, że budżet nie ma prawa się spinać, gdy niemal 50% naszego przychodu pochłaniają zobowiązania względem Agory. Mąż jest dość nerwowym człowiekiem, ale grzecznie choć stanowczo dał do zrozumienia, że problemu należy szukać poza naszym sklepem. Pan dyrektor pozostał głuchy na to stwierdzenie i nadal upierał się przy swoim. Kiedy zasugerowaliśmy żeby przeszedł się po naszym piętrze, które jest pomijane przy organizacji różnych eventów i obroty spadają nie tylko nam, naskoczył na nas skąd mamy takie informacje, z kim rozmawiamy, konkretne nazwiska. Na koniec będąc już praktycznie na korytarzu, gdzie nieopodal znajdują się biura i wszyscy zapewne słyszą rozmowę rzucił do mojego męża tekst: „grozisz mi”. Mam wrażenie, że była to czysta prowokacja, gdyż mąż był już mocno zdenerwowany i niewiele brakowało, by skończyło się na rękoczynach.

Nadal jesteśmy w punkcie wyjścia, bo nic nie zostało ustalone i nie wiem jak wybrnąć z tej sytuacji. Mamy z mężem rozdzielność majątkową, ale wszystko jest na mnie i nie ma możliwości przepisania na męża. Nasz samochód, mieszkanie, a także firma. Umowę najmu mamy zawartą na 2 lata, ale zabezpieczyliśmy się możliwością wypowiedzenia jej ze skutkiem na koniec roku. Na tą chwilę nasze zaległości to 2 faktury, z których jedna jest zapłacona częściowo, otrzymałam już kolejne faktury, których również nie będę miała prawdopodobnie z czego zapłacić. Obecnie wystawione faktury przez galerię opiewają na kwotę 8377 zł. Obawiam się, że nie damy rady przetrwać sezonu letniego. Dzienne przychody obecnie to w porywach ok. 100-200 zł, zdarzają się dni z zerową sprzedażą. Nie mamy pieniędzy na zakup towaru, a to prosta droga do utraty klientów. Ruch w galerii na naszym poziomie (+1) jest słaby, koło nas są również puste lokale. Wiem, że nasza sytuacja nie jest tak dramatyczna jak niektórych najemców gh, ale po prostu nie bardzo wiem jak dalej pokierować całą sytuacją”.

 

To tyle ze strony czytelników. Dochodzą do tego telefony od najemców z różnych części kraju z różnych branż. Nie jest ich naście miesięcznie, ale wciąż są i będą. Każdemu poświęcam czas na miarę możliwości.

 

To jest jak... -szukam porównania- jak z człowiekiem, który nie potrafi pływać, a do kajaka wchodzi po dwóch głębszych bez kapoka.  Pomimo apeli policji, WOPR-u i statystyk z których dowiadujemy się ilu w danym sezonie było topielców - czy w zimie zgonów z wychłodzenia pomimo apeli o ciepłe ubranie. Te przypadki niezmiennie się powtarzają rok w rok, a są przecież nagłaśniane przez instytucje i media. Trudno bloga porównywać z mediami ogólnopolskimi jednak jeśli ktoś szuka-to znajdzie.

 

Z ciekawostek dotyczących tego w jaki sposób podchodzą gh do ludzi to mam jedną z Poznania. Biorca franczyzy makaronów podpisał umowę i nie ma szans pokryć miesięcznych kosztów.

 

Dyrektor zaproponował, że nie obniży czynszu, ale galeria będzie mu do tego czynszu… dopłacała. To zupełna nowość i należy ją traktować w kategoriach unikalnych i jednostkowych. Powstaje pytanie dlaczego g nie obniży czynszu, ale jest gotowa dopłacać. W exelu się nic nie zmieni i właściciel tego widział-nie będzie. Umowy z największymi sa jednak takie, że jeśli w budynku poziom komercjalizacji spadnie poniżej ustalonego progu-to najemca będzie egzekwował karę od…wynajmującego. Czyli opłaca się dopłacić małemu, bo jeśli odejdzie, ucieknie-to zostanie pustostan, który obniży poziom komercjalizacji. Jak długo ta konkretna g jest w stanie taką kroplówkę stosować?

 

Kolejna ciekawostka do tej pory nie opisywana to paragraf w umowie w którym wynajmujący zobowiązuje się do tego, że nie podpisze umowy z podmiotem handlującym tym samym. Pomimo podpisanej umowy wynajmujący podpisuje umowę z podmiotem konkurencyjnym. Co odpowiedział dyrektor centrum? –Niech pan idzie do Sądu, nie ma wskazanej wysokości kary za złamanie tego paragrafu.

 

 

Od ostatniego listu opublikowanego poniżej (o g północnej), a który dotyczy nowej inwestycji w Warszawie upłynęło kilka miesięcy-najemcy się zadłużają, toną. Podobnie jest w Tychach. A przecież pisałem że to nie ma sensu i dziś też-stamtąd dzwonią najemcy z pytaniem co mają robić.

 

Kilkanaście dni temu wróciłem z Holandii i Niemiec. Krótki wypad. Miałem chwilę wolnego czasu i zwiedziłem miasto Sittard. Piękna starówka, zabytkowe kościoły i centrum o nazwie „Markt” śmiało można nazwać galerią handlową bez dachu.

Mnóstwo marek sklepów, kawiarni. A w rynku - w ścisłym centrum miasta- death mall. Porzucony. 

Sittard

 

-Cała sieć upada. Wygrywa internet. Tradycyjny handel pada-tłumaczą znajomi, którzy w Sittard mieszkają.

Powstaje pytanie co było głównym sukcesem galerii handlowych oprócz PR, propagandy i pokazywania tych miejsc jako rzekomo bliskich całym rodzinom, które „pokochały” nie tylko majtki z reklam, buty czy telefony na raty, ale też uzasadniały teorie o oderwanych od rzeczywistości czynszach?Co było tym źródłem? Wygoda, ale nie cena. Parking, spożywka plus buty, usługi, kawiarnie. Co dziś sprawia, że w Stanach Zjednoczonych- z amerykańskiej prasy tak wynika- trwa tsunami i masowo zamykane są -nie w sztukach, ale setkach-galerie handlowe? Co jest tego przyczyną? Ktoś powie internet. I ma rację.

 

Głównym czynnikiem przestawienia się właśnie na internet jest co? Wygoda i cena. Dlatego centra handlowe nie mają szans. Model biznesowy oparty na oszustwie nie jest w stanie się utrzymać na dłużą metę. Na milionowych rzekomo klientach, pikach i na złodziejskich kosztach wspólnych. Dzieci z pomalowanymi buziami, skarbówka wypełniająca PIT-y w gh i cały ten cyrk-to nie jest biznes. On się skończył. Bo nie miał najmniejszych szans, ale ludzie w to uwierzyli, że to jest przyszłość, a to jest przepaść. Masowo zamykane jest w Polsce Tesco. Dużo i tanio. Również w galeriach handlowych. To jest dopiero początek zamknięć. Pocieszeniem jest niska stopa bezrobocia i zwalniani ludzie prawdopodobnie znajdą pracę w handlu.

 

Naganiacze franczyzowi zastanawiają się dlaczego zamykają się wyspy, filozofują, tłumaczą. Janusze sprzedający marzenia wierzą w to, że ktoś komuś odsprzeda dobrze  prosperujący biznes. Budę z lodami i owszem. Buda sama w sobie ma jakąś wartość a i niektóre lokalizacje są trafne.

 

Jedna z najbardziej kuriozalnych nowych franczyz to salon przytulania. Czyli nauczą Cię jak się przytulać w specjalnie do tego stworzonym pokoju. A klienci będą przychodzić tam i za pieniądze będą się przytulać do wykwalifikowanych przytulanek. Gdybym był złośliwy to odesłałbym założycieli tej franczyzy na  roksępeel. Tam jest cały katalog przytulań bez pośredników - też za kasę, od stóp do głów z prostatą włącznie.

 

Wybaczcie, że nie piszę i nie uczestniczę w życiu blogowym w wymiarze na to zasługującym. Wyraziłem zgodę na „biegłego prywatnego” w dwóch poważnych śledztwach prowadzonych przez dwie różne prokuratury. Chodzi o duże pieniądze franczyzobiorców i poważne tematy. Pocieszeniem jest fakt, że prokuratury faktycznie podchodzą do tych spraw z powagą choć trudno przewidzieć w jakich kierunkach to pójdzie. Poza tym prokuratury to jedno, a proces to czas. Te sprawy mogą potrwać jeszcze kilka lat. Poza tym wrócę jeszcze do tego co na wstępie czyli wspomnianego kapoka. Im bardziej tłumaczysz żeby go zakładać tym większa pokusa żeby tego nie robić. Stąd też rzadziej tutaj jestem.

 

I na zakończenie jeszcze ostatnia kwestia.  Dziękuję Radiu Tok Fm za zaproszenie, Polskiemu Radiu24 i Polityce. Temat franczyzy został podjęty. Polecam wydanie „Prawnika”-to dodatek do Dziennika Gazety Prawnej z 15 stycznia. Tam dr Anna Wiewiórowska (wykładowca European Studies Institute w Osnabrucke) odnosi się m.in. do treści zawartych w książce Franczyza Fakty i Mity.

 

W 2018 roku Komisja Europejska zleciała badanie systemów franczyzowych w Europie 9 osobowemu zespołowi prawników.  Prace trwały kilka miesięcy. I o tym raporcie dr Wiewiórowska mówi. Ze względu na prawa autorskie nie mogę go tutaj opublikować, ale jest interesujący. Wychodzi z niego- z tego raportu-że problem biorców to nie jest problem wyłącznie dotyczący polskich franczyzobiorców  (Januszy i Grażyn) i wmawianie ludziom, że nic nie potrafią, że to z ich winy-biznes-nie wypalił- w wielu przypadkach jest mitem. Prawnopijarowską sztuczką.

 

I jeszcze od czytelnika takie coś:

"Taka informacja na dz. 17.01.2019 - Salon firmowy GINO ROSSI w Trzech Koronach w Nowym Sączu - piszą że przerwa techniczna

rossi1

rossi2

rossi3

ale po opieczętowaniu widać że chodzi nie o problemy techniczne tylko o kasę".

 

Ku mojemu zdziwieniu film został wyświetlony ponad 20 tysięcy razy. Wprawdzie to nie 20 tysięcy dolarów, ale wartość przekazu i satysfakcja-bezcenna.

 https://www.youtube.com/watch?v=sXU9LrhZ8pk&feature=youtu.be&fbclid=IwAR02grc2Khws1gm0RhiGHnu2B9rVMyWfBd9maqXX3w6_r_WQXkjLU1hug1s

Do następnego!

https://www.money.pl/gospodarka/szkockie-centrum-handlowe-wystawione-na-sprzedaz-za-1-funta-budowa-pochlonela-42-mln-6340501947340929a.html

http://next.gazeta.pl/next/7,151003,24406541,tesco-na-wyspach-zwalnia-na-potege-15-tys-ludzi-na-bruk-ciecia.html#a=339&c=145&s=BoxBizImg 

 

 

W Warszawie jak na biegunie, wszystko-oprócz kasy- się zgadza-poradnik najemcy

przeliczeni

Rok temu w Warszawie zalogowali się w g północnej Eskimosi (Innuici)-rzadko widują ludzi, a tym bardziej wpływy do sakwy.

 inuit

Witam!

Jestem świeżo po przeczytaniu Pańskiej książki "Przeliczeni. Tajemnice galerii handlowych" (skończyłem dziś w drodze do pracy) i postanowiłem napisać do Pana, by podzielić się swoim doświadczeniem z galerią handlową.

Choć nie jestem najemcą, mam tę przyjemność bycia kierownikiem sklepu w nie tak dawno otwartej Galerii Północnej w Warszawie. Z racji stanowiska przez długi czas czynnie uczestniczyłem w życiu galerii, ale gdy tylko dostrzegłem bezsens w swoim działaniu, postanowiłem stanąć z boku i poobserwować. 

Do galerii wkroczyliśmy na pięć dni przed hucznym otwarciem i to, co wówczas zastaliśmy, przypominało bardziej plac budowy, aniżeli obiekt, który ma zostać oddany do użytku za niespełna tydzień. I taki stan rzeczy utrzymał się do ostatniej chwili. W przeddzień wielkiego otwarcia, o godzinie 16 sklepy miały być gotowe na przyjęcie tzw. VIPów. Na kwadrans przed godziną zero w sklepie naprzeciwko jeszcze docinano płytki podłogowe (oczywiście przy pełnym zatowarowaniu na wieszakach), w innym miejscu brak pękniętej najwidoczniej płytki zgrabnie zamaskowano kawałkiem kartonu. Sam event okazał się niczym innym, jak tylko wycieczką krajoznawczą po jeszcze niedoczyszczonych galeryjnych korytarzach dla (najprawdopodobniej) inwestorów – odwiedzający grupami sklepy panowie w garniturach nie kwapili się do wydawania pieniędzy. O licznikach rejestrujących wejścia najwidoczniej nie pomyśleli!

Samo otwarcie faktycznie przyciągnęło tłumy ludzi, choć, podobnie, jak w przypadku panów w garniturach, klienci „czekający na otwarcie galerii w tym miejscu od lat” (zdanie umieszczone w jednym z biuletynów) również nie mieli zamiaru wydać pieniędzy. W większości przyszli po prostu popatrzeć.

Taki stan rzeczy utrzymał się przez kilka dni.

A później galeria umarła…

W godzinach nocnych wciąż trwały prace wykończeniowe, więc każdy dzień rozpoczynaliśmy od mycia zakurzonej pyłem budowlanym podłogi oraz mebli, a później zabieraliśmy się do odkurzania towaru. Na szczęście nie mieliśmy klientów, więc mieliśmy na to czas. Przychodzące na maila biuletyny (jak również roznoszone w formie papierowej – cóż za ekologiczne podejście!) za to przypominały o konieczności regularnego czyszczenia zakurzonych szyb wystawowych (oczywiście na koszt najemcy) i o negatywnym wpływie tego niedopatrzenia nie tylko na wizerunek konkretnego sklepu, ale i CAŁEJ GALERII.

Na szczęście moi bezpośredni przełożeni zdawali sobie sprawę z sytuacji, jaka panuje w nowo otwartych galeriach, dlatego przymykali oko na nasze niskie utargi. Sytuacja zmieniła się w momencie, kiedy zamknęliśmy dzień z utargiem nieco ponad 40 złotych (podczas, gdy nasz salon znajdujący się w Arkadii zarobił 15 tysięcy!), w prezesie spółki coś pękło. Wystosował maila do dyrekcji centrum handlowego z zapytaniem, w jaki sposób galeria chce przyciągnąć zamożniejszych klientów, a nie tylko rodziny z dziećmi mieszkające w zakredytowanych mieszkaniach w sąsiedztwie Galerii Północnej. Na odpowiedź nadal czekamy!

Po sześciu miesiącach od otwarcia odbyło się spotkanie najemców. Z racji tego, że nikomu z naszego biura nie uśmiechało się gnać do galerii we wczesnych godzinach porannych, zostałem oddelegowany na spotkanie, jako przedstawiciel firmy. I, jak się okazało – nie byłem tam jedynym kierownikiem sklepu. Tuż przed rozpoczęciem, w kinowym holu słyszeć można było szepty rozczarowanych panującą od dłuższego czasu sytuacją pracowników znajdujących się w galerii sklepów. Atmosfera była nieprzyjemna, wiele osób było nastawionych wręcz bojowo na spotkanie z zarządem galerii, lista zarzutów była długa. Sam takową przygotowałem. Niestety, spotkanie było zaplanowane co do minuty, na jakąkolwiek dyskusję zabrakło czasu. Uraczono nas za to przepiękną prezentacją multimedialną, w której oprócz licznych zdjęć z otwarcia, zawarto całą masę wykresów, podsumowujących nie tylko odwiedziny strony internetowej, ale i fizycznych wejść do galerii w pierwszym miesiącu funkcjonowania (Według zarządu galerii ilości te były porównywalne do odwiedzin w warszawskiej Galerii Mokotów czy Arkadii! Szkoda tylko, że nasze utargi dalece odbiegały od tego, co zarabiały wówczas nasze salony w tychże galeriach!). Najwidoczniej wszystkich wrzucono do jednego worka – gapiów; szkolne wycieczki licznie odwiedzające kino; znudzone siedzeniem w domu matki z dziećmi, przyciągane coraz to lepszymi eventami skierowanymi do najmłodszych; klientów supermarketu, a także znudzonych pustkami w sklepach pracowników, dla których jedyną rozrywką stało się wychodzenie na papierosa.

Jedyna osoba, której udało się przebić podczas prezentacji, została szybko uciszona, a na jej pytanie dotyczące czystości w toaletach, odpowiedź była następująca – winę ponosicie państwo, ponieważ pozwalacie swoim pracownikom na korzystanie z toalet dla klientów w godzinach funkcjonowania galerii. Trudno im tego zabraniać w sytuacji, kiedy nie wszystkie salony są wyposażone w toalety na zapleczu, a toalety dla klientów położone są o wiele bliżej sklepów, niż dwie toalety pracownicze w korytarzach technicznych, znajdujące się na drugim końcu budynku, prawda?

Według zarządu ekipy sprzątające najzwyczajniej w świecie się nie wyrabiały! A powód tego był prozaiczny – kilka pań Ukrainek ciężko nazwać „ekipą sprzątającą”! W pierwszych miesiącach trudno było zauważyć ich obecność – papierowe ręczniki wysypywały się z kosza i walały po podłodze, umycie rąk mydłem graniczyło z cudem, a znalezienie toalety, w której można było uniknąć podziwiania resztek przetrawionego posiłku wcześniejszego odwiedzającego było prawie niemożliwe! Podobno serwis odbywał się rano i wieczorem, po zamknięciu centrum (po co więc sprzątać łazienki rano, skoro w nocy galeria jest pusta?). Często gęsto rano panował tam już (przepraszam za sformułowanie!) syf. Czyli nikogo tam nie było ani wieczorem, ani rano. O ile oczywiście toaleta była otwarta o godzinie 10. Bo i o tym często zapominano! Galeryjny supermarket zaczyna pracę o godzinie 9, toalety dla klientów bardzo często są jeszcze wtedy zamknięte. Absurd, prawda?

Przyznać trzeba, że w kwestii samego wystroju łazienek się postarano – ceramika Laufen, wyższa półka. Jednak żadna z kabin nie jest wyposażona w szczotkę do toalety! Panie sprzątające mają jedną, przenośną – zaobserwowałem to jakiś czas temu. Podajniki na ręczniki papierowe szybko zdemontowano, skończył się więc problem walających się po podłodze papierów. Za to do dziś w kabinach można trafić na puste puszki i butelki po napojach wysokoprocentowych, pozostawione tam przez (najwidoczniej) dobrze bawiących się klientów (a może to zdesperowani niskimi utargami pracownicy sklepów radzą sobie w ten sposób z galeryjną rzeczywistością? Kto wie?!).

Dziś zarząd twierdzi, że według wyników przeprowadzonej wśród klientów ankiety, toalety spełniają standardy czystości. To dziwne, często je odwiedzam i nie zauważyłem żadnego ankietera przed wejściem. A checklista potwierdzająca regularność odwiedzin tego miejsca przez pracowników obsługi pojawiła się dopiero dwa miesiące temu. Choć i tak tej liście nie wierzę.

Wielu najemców wyszło ze spotkania wyłącznie z rozczarowaniem. Cóż poradzić? Zarząd nie miał czasu. Czekaliśmy więc na następne, które miało odbyć się po miesiącu. I tym razem zabrakło czasu. Cotygodniowe biuletyny stały się jedynym medium pomiędzy biurem dyrekcji, a najemcami. Jednostronnym, oczywiście.

Ponieważ my, jako firma, mamy to szczęście, że umowa została podpisana na rok, nie byłem wielce zaskoczony informacją, że po upływie roku zamykamy sklep i żegnamy się z Galerią Północną. Wtedy też zaprzestałem jakichkolwiek działań. Przestałem czytać biuletyny. Przestałem nawet słać awizacje na zmiany ekspozycji witryn, bo i tak nie były to prace nocne.

Aż pewnego dnia na swoim biurku znalazłem kopertę zaadresowaną „do kierownika sklepu”. Na bombę mi to nie wyglądało, więc kopertę otworzyłem, by znaleźć tam anonimowe pismo skierowane do najemców galerii, opisujące pokrótce naszą patową sytuację i prośbę o dołączenie do zamkniętej grupy na jednym z portali społecznościowym. Moja przełożona wyraziła zgodę na dołączenie do grupy („Zobacz, co tam piszą! Może mają jakiś pomysł na poprawę sytuacji?”). Tak też zrobiłem. Choć nie udzielałem się w komentarzach, coś mi w tym wszystkim nie pasowało. Inni – wręcz przeciwnie! Wylewali swoje żale na brudne toalety (znów te toalety!), brak klientów, eventy tylko dla dzieci, złe zabiegi marketingowe, brak jakichkolwiek oznaczeń galerii w mieście. Założyciel grupy (wciąż anonimowy) zaproponował spotkanie, do którego miało dość w jednej z restauracji w galerii. Niestety, zarząd centrum handlowego bardzo szybko dowiedział się o istnieniu zamkniętej grupy i starał się za wszelką cenę nie dopuścić do spotkania. W przeddzień planowego spotkania na skrzynki mailowe wszystkich najemców wpłynęła wiadomość o planowanych przez dyrekcję INDYWIDUALNYCH spotkaniach, podsumowujących miesiące wspólnej pracy. Przyznam szczerze – szkoda mi było na to czasu, a moje biuro na szczęście nie naciskało, żebym się tam pojawił. Nie znam więc szczegółów przebiegu tych wizyt w paszczy lwa, za to jakiś czas temu otrzymaliśmy podsumowanie najczęściej zadawanych pytań i odpowiedzi. Oto one:

 

„Szanowni Państwo

 

Zakończyliśmy cykl spotkań o charakterze informacyjno-warsztatowym (warsztaty? Pomiędzy zarządem galerii i najemcą?). Wszystkim Uczestnikom spotkań dziękujemy za obecność i podzielenie się Państwa opiniami i pomysłami. Zgodnie z zapowiedzią w załączeniu przesyłamy prezentację oraz poniżej podsumowanie najczęściej pojawiających się wątków.

 

SPRAWY OPERACYJNE

- Czystość toalet. (niekończący się temat!)

Wysokie znaczenie ma dla nas utrzymanie czystości na terenie centrum. Zależy nam, aby klienci i goście Galerii Północnej byli usatysfakcjonowani i czuli się u nas komfortowo.  W przeprowadzonym w lutym br. badaniu opinii klientów, czystość w Galerii Północnej została przez klientów oceniona wysoko, z czego się bardzo cieszymy. Jednocześnie pragniemy podkreślić, że utrzymanie czystości obiektu użyteczności publicznej jest niekończącym się procesem. Aby zachować najwyższe standardy konieczna jest Państwa współpraca. W związku z tym prosimy Państwa o zgłaszanie wszelkich nieprawidłowości do ochrony tel. (…) bądź przysyłania zdjęć MMS na numer dyżurny (...). (bo najemcy nie mają co robić…)

 

- Kwestia zamkniętych głównych wejść do centrum po 22:00. Pracownicy muszą chodzić na około, do czego obliguje również ochrona.

Główne wejścia do centrum są zamykane o godzinie 22:00 w trosce o bezpieczeństwo i szczelność budynku. Przypominamy, że personelu Galerii Północnej powinien wychodzić z centrum „wejście służbowe”, które mieści się przy sklepie Forever21. (Faktycznie, jest to uciążliwe, zwłaszcza, że węzeł komunikacji tramwajowej znajduje się po drugiej stronie budynku! Ale „szczelność” musi zostać zachowania punkt o 22:00!)

 

- Oznakowanie w centrum.

Aktualnie wprowadzamy zmiany do projektu komunikacji na terenie centrum. Projekt zostanie zrealizowany niezwłocznie po jego ostatecznym zatwierdzeniu o czym poinformujemy Państwa za pośrednictwem biuletynu. Projekt uzupełnienia komunikacji uwzględnia zaznaczenie pierwszeństwa przy windach dla matek z dziećmi oraz oznaczenie w windach poszczególnych poziomów. (Zapomniałem wspomnieć, że w całej galerii są tylko dwie windy, obsługujące wszystkie piętra. Reszta to windy towarowe, bądź windy łączące poszczególne piętra z parkingami. W weekendy więc do wind stoją dzikie kolejki matek z wózkami oraz ludzi z wózkami z supermarketu – bo niestety rampa pochyła jest tylko jedna, między poziomem -2, gdzie znajduje się supermarket, a poziomem -1, gdzie jest wjazd na parking. Jeśli ktoś zaparkuje gdzieś indziej i wybierze się na obfite zakupy spożywcze, może mieć problem z powrotem do samochodu…)

 

- Uwaga, że wyjeżdżając z parkingu podziemnego nie można skręcić w lewo.

Za ulice i organizację ruchu wokół centrum odpowiada Zarząd Dróg Miejskich w Warszawie i jako zarządca nie mamy bezpośredniego wpływu na dokonanie zmiany w organizacji. Możemy złożyć wniosek o zmianę w organizacji, ale nie możemy zagwarantować, że zostanie on rozpatrzony pozytywnie. (Cóż…)

 

 

WYNIKI CENTRUM

- Kiedy i jakie marki dołączą do grona najemców Galerii Północnej?

O nowo otwartych lokalach informujemy państwa na bieżąco za pośrednictwem biuletynu. Do momentu sfinalizowania umów, dla dobra negocjacji nie możemy przekazać Państwu więcej szczegółów. Jednocześnie chcemy zapewnić, że dział leasingu prowadzi intensywne rozmowy z wieloma potencjalnymi najemcami oraz wiele z nich jest w zaawansowanym stadium. Zależy nam na najemcach, którzy byliby wartością dodaną do oferty centrum i pozytywne wpłynęli na zwiększenie ilości klientów w centrum. Między innymi podpisaliśmy list intencyjny z Pocztą Polską. (Na intencjach na razie się skończyło)

 

- Jak Galeria Północna szykuje się na otwarcie Młocin. (Podejrzewam, że czeka i liczy umowy, które podpisano na więcej, niż rok)

Otwarcie nowego centrum w sąsiedztwie Galerii Północnej jest uwzględnione w długoterminowym planie działań marketingowych centrum (na pewno!). Dbając o poufność strategii obecnie nie możemy przekazać Państwu więcej szczegółów. O wszystkich działaniach marketingowych z miesięcznym wyprzedzeniem informujemy Państwa za pośrednictwem biuletynu i kalendarium wydarzeń. Dodatkowo dział leasingu prowadzi intensywne rozmowy z markami, które po wejściu do centrum, razem z obecnymi Najemcami, będą stanowiły wyjątkową ofertę handlową dla klientów, która wyróżni galerię Północną na tle innych centów handlowych. Z obecnych marek możemy pochwalić się obecnością Hamleys czy 4Faces. (Jak również butiku Karla Lagerfelda czy sklepu Żabka. Karl jest na pewno dumny!)

 

 

MARKETING

- Co robi Galeria, żeby przyciągnąć zamożniejszych klientów. Do godzin popołudniowych najczęstszym klientem są mamy z  dziećmi.

Częste wizyty mam z dziećmi odzwierciedlają charakter Białołęki, która jest popularna wśród rodzin z dziećmi i charakteryzuje się niską średnią wieku. W celu przyciągnięcia klienta zamożnego z okolic Łomianek, Choszczówki, Bielan czy Targówka zainicjowaliśmy działania outdoorowe z informacją o dogodnym dojeździe do centrum (szczegóły w załączonej prezentacji) oraz kampanie internetowe z geotargetowaniem na ww. rejony. Działamy również na węższą skale poprzez artykuły sponsorowane w lokalnych gazetach czy współpracę z klubie tenisowym Sporteum zlokalizowanym na Białołęce.

 

- Co robi Galeria, żeby przyciągnąć klientów do centrum w dni powszednie? Po 21.00 znacząco spada ilość klientów w centrum. (od 21 do 22 często gęsto mamy zero wejść do sklpeu)

Za pośrednictwem działań marketingowych kierujemy do klientów komunikat, że centrum jest otwarte do godziny 22:00 i w Galerii Północnej istnieje możliwość zrobienia zakupów (spożywczych w supermarkecie chyba?) po powrocie z pracy, odrobieniu lekcji z dziećmi (w domu nie można?) itp.

 

- Dlaczego Galeria Północna organizuje tyle wydarzeń dla dzieci. Rodzic z dzieckiem nie jest klientem docelowym wielu najemców. (Na pewno u Lagerfelda taki klient trafia w target!)

Od otwarcia 43 z 85 eventów było skierowanych do dzieci (teatrzyki oraz „Dach, że och i ach” policzone jednostkowo).

inuit2

Z naszych obserwacji i analiz informacji o ilości klientów wynika, że tego rodzaju wydarzenia mają największą siłę przyciągania klientów. Wydarzenia na licencji kierowane do dzieci mają potencjał ściągnięcia klientów z odległych dzielnic Warszawy. Dodatkowo wymuszają przyjście dziecka z rodzicem (dziwne, żeby dziecko chcące zobaczyć kogoś w przebraniu Świnki Peppy przyszło samo do galerii), który przy okazji wydarzenia może dokonać zakupów.

 

- W jaki sposób mierzona jest skuteczność kampanii?

Kampanie prowadzone przez centrum dzielimy na 3 kategorie: budujące świadomość marki Galeria Północna, wpływające na odwiedzalność, pro-sprzedażowe i działania CSR-owe o dużym potencjale PR-owym. Skuteczność naszych działań oceniamy na podstawie:

  • Wzrostu świadomości marki;
  • Wyników odwiedzalności (porównujemy odwiedzalność tydzień do tygodnia, oraz miesiąc do miesiąca poprzedzającego);
  • Ilości publikacji prasowych i ekwiwalentu pieniężnego za publikacje.

Istotne są dla nas również informacje zwrotne od najemców, dlatego zachęcamy Państwa do dzielenia się opiniami po wydarzeniach, w których braliście Państwo udział. Nie mamy możliwości analizowania wpływu wydarzeń na wysokość obrotów, gdyż raportują Państwo obroty w systemie miesięcznym.

 

- Brak skuteczności akcji Drop Door.

Na bieżąco weryfikujemy, czy agencja odpowiedzialna za dystrybucję ulotek wywiązuje się z planu dystrybucji w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości wyciągamy konsekwencje. Z uwagi na niesatysfakcjonujące efekty działań ulotek drop doorowych rozważamy zmianę sposobu dystrybucji i wejście we współprace z aplikacjami kuponowymi GOODIE bądź QPONY.  Prosimy o Państwa opinię, która z aplikacji jest przez państwa preferowana.

 

- Propozycja skierowania komunikacji w okolice Dworca Wileńskiego

Jesteśmy obecni z działaniami outdoorowymi na Pradze Północ. Jednak ze względu na niską siłą nabywczą tej dzielnicy, oferta nośników outdoorowych w tym rejonie jest ograniczona.

 

- Zapewnienie bezpłatnych autobusów dla klientów z miejscowości podmiejskich.

Idea zapewnienia dodatkowego środka transportu dla klientów rozważana była w pierwszym kwartale bieżącego roku. Analiza rynku wykazała, że dziennie przy Galerii Północnej autobusy zatrzymują się 980 razy, a tramwaje 732 razy. Mając na uwadze wszystkie czynniki związane ze wdrożeniem autobusów dedykowanych Galerii Północnej okazuje się, że korzyści płonące z takiego rozwiązania są niewspółmierne z kosztami. W związku z powyższym pomysł dodatkowych autobusów nie zostanie zrealizowany.”

 

Zapomnieli tylko wspomnieć o całodobowej, niesamowitej ochronie obiektu, która tuż przed godziną 10 wylewa się na galeryjne korytarze i czyha z aparatami w ręku, by udokumentować dla dyrekcji każde, nawet kilkuminutowe opóźnienie w otwarciu punktu na czas. Przyznaję – obserwowanie wyginających się starszych panów, robiących zdjęcia zamkniętej wyspie dwie minuty po otwarciu centrum jest przekomiczne. Choć pewnie kary, które spóźnialscy najemcy dostają, komiczne już nie są…

 

Jednym słowem – cieszę się, że już niedługo moja gehenna w Galerii Północnej dobiegnie końca. Co prawda przyjdzie mi zapewne rozpocząć przygodę z jakimś innym warszawskim centrum handlowym, ale z chęcią przeniosę się gdzieś, gdzie jest przynajmniej ruch i moja praca będzie się przekładała na premię od zarobionych pieniędzy. Bo tu z premii starcza mi „na waciki”.

 

Dziękuję Panu za tę książkę i przybliżenie tematu! To była na prawdę ciekawa lektura! Teraz zabieram się za nadrobienie Pańskiego bloga.

 

Pozdrawiam serdecznie,

 

 

  1. Gdyby zechciał Pan przytoczyć cokolwiek z mojej historii na swoim blogu, nie mam z tym najmniejszego problemu, będzie mi niezmiernie miło. Ale mam jedną prośbę - proszę to zrobić po sierpniu, wtedy już nie będę tu pracował i nie będę się musiał zastanawiać czy aby ktoś się nie domyślił.  Liczę na anonimowość. Dziękuję!"

P.S. północną otwarto rok temu. Niezapotrzebowanie przeszło najśmielsze oczekiwania. Przed nami jesień. Wiatr i deszcz-nie podniesie znacząco wpływów do sakiew. Najemcom z północnej pozostanie łapanie ryb w Wiśle- na wigilijny stół.

W cenie kilku pereł-poradnik najemcy

przeliczeni

Mieszkańcy Tarnowa nie pokochali Stradivariusa? Próżno szukać w sieci informacji o zamknięciu  szacownej marki, która nie wiedzieć dlaczego zniknęła z Centro Comercial Tarnovia. Zniknięcie wypatrzył jeden z klientów i podesłał zdjęcie pozostałości. Co ciekawe marka w tym Centro dorobiła się jednego komentarza na poziomie jednej gwiazdki anonimowej nataliee 0812-taki przybrała nick.

stardivarius

Nie pomógł program lojalnościowy w ramach którego galernicy mieli być nagradzani i zaangażowani w życie centrum.

Z kolei następny klient podesłał zdjęcia z Maximusa z lakonicznym opisem:

„Maximus Hala A - widok jak się wejdzie po lewej stronie a na pozostałej części dogorywajace podmioty.

maxim

 Hala B

maxim2

maxim3

O upadku Maximusa pisałem dwa lata temu. O syndyku, nowym właścicielu i o zagospodarowaniu hal na rzecz Międzynarodowych Targów też.  Targi hulają, a lista franczyzowych brandów się wydłuża i trzymając się nowomowy faktycznie „ciągle rośnie”.

http://innpoland.pl/142709,produkty-h-m-nie-przychodza-na-czas-dystrybucja-firmy-ma-klopoty

https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/ekskluzywne-sklepy-sportowe-nie-dla-polakow,178,0,2402994.html

http://www.dlahandlu.pl/hurt-i-franczyza/wiadomosci/eurocash-z-nowym-pomyslem-na-1minute-innowacje-maja-przyciagnac-mlodych,55252.html

http://next.gazeta.pl/next/56,151003,23227576,nieoczekiwany-koniec-popularna-w-polsce-siec-sklepikow-zniknie.html#Z_MT

http://next.gazeta.pl/next/7,151003,23247447,prochnik-ma-plan-jak-sie-uratowac-zrezygnowal-juz-z-krzyza.html#Z_BoxBizLinkImg

https://businessinsider.com.pl/firmy/strategie/prochnik-planuje-oglosic-upadlosc/bjp6cmp

To linki podesłane plus dla anglojęzycznych o upadającym Subwey’u.

https://www.silverdoctors.com/headlines/world-news/the-restaurant-apocalypse-an-apocalypse-of-its-own-within-the-retail-apocalypse/

I na zakończenie-zaproszenie.

Franczyza

Współautorom-dziękuję. Oponentów zachęcam do lektury. 20 zeta to paczka dobrych fajek albo 10 butelek najtańszej "Perły". Biorę urlop od retailu i franczyzy. Piszcie na maila: oson@vp.pl. Recenzje opublikuję z zastrzeżeniem -bez nazwisk, polityki i kosmologii.

Życzę udanych wakacji!

 

 

 

 

 

Już handlowymi nie są, kasa się skończyła-poradnik najemcy

bertbertbert

Nadchodzi wiekopomna chwila. Świat wstrzymał oddech. Portale, gazety i media prześcigają się w licytacji pomysłów jak jednak sprawić żeby sklepy w niedziele były otwarte. W sensie dosłownym przekazują info o tym na jakie pomysły wpadają właściciele retailovych cudów. Polska Rada Centrów Handlowych ustami swojego przedstawiciela wreszcie wykrztusiła , że galerie handlowe nie są galeriami handlowymi, ale i przede wszystkim : miejscem kultury, ratowania zdrowia (przychodnie lekarskie) sztuki, zabaw i szeroko pojętej rekreacji.

Czyli 3 lata od premiery (dość szumnie to nazywam - książki Przeliczeni) wreszcie mamy do czynienia z realnym opisem rzeczywistości i z samej propagandowej „góry”. Wprawdzie miłośnicy fit w Jatomi mogą porobić jeszcze pamiątkowe zdjęcia, a panie paznokci już nie przemalują w sadybie best mall (cicho wyspa zniknęła), a miłośnicy podróży wyjazdu z Rainbow też nie wyjadą  za przyczyną tej wyspy (wysepka też zniknęła) nie zmienia to faktu, że oto dworcogalerie staną się jedynie dworcami (jak rozumiem czynsze popłyną do Polskich Kolei Państwowych), szczęśliwi najemcy robiąc kasę na kolanach przyjdą do zarządców i wybłagają jednak, aby ten wyjątkowy dzień-był dniem teoretycznego robienia kasy.

Wczytuję się w te teksty czasami z irytacją, bo nie rozumiem tego zakazu i ograniczenia. Chaotycznego, nieprzemyślanego i niekonsekwentnego. Bo albo wprowadzamy ograniczenie dla „wszystkich”, albo dla nikogo. Stąd ten chaos informacyjny, głosy „za” i „przeciw”. Są też i Ci którym to ograniczenie jest obojętne (emeryci, renciści i mieszkańcy odległych od wielkich miast wsi i małych gmin).

Pomijam aspekt teologiczny i takie oto pamiątki z czasów retailovej świetności. O taryfikatorze za poświęcenia budynków napisałem w książce.

 

zdjcie_na_blog

Komentarz zostawię Wam. Do przemyślenia. Nie wszystko musimy rozumieć, ale tam gdzie w grę wchodzi pieniądz, tam nie ma czegoś takiego jak teologia chyba, że się na niej zarabia. Stąd też ograniczenie- ubrane przez rzekomych lewaków w sutannę- moim zdaniem zrazi większą niż mniejszą część ludzi. Nie nastąpi metanoja, raczej paranoja, meta i bałagan. Choć świat się nie zawali, bo retail i bez tego się wali.

Stąd też właśnie teraz możliwość  kupienia kilku budynków na raz.  Czyli inwestor z kraju kangurów będzie szukał chętnego na zakup kilku g- w tym jedno z najstarszych w Jankach i gdzieś daleko podupadające w Toruniu. „G” zostały wystawione na sprzedaż. Czas robienia pieniędzy się skończył.  Również dla kolejnych kilkudziesięciu biorców marek premium ze słonecznej Italii.

Niektóre spółki się przepoczwarzają, zmieniają nazwy i nagle coś nowego rodzi kolejnych bankrutów, ale wchodzi jako nowe i fajne. I ludzie dają się na to wciąż nabierać. Stąd też lament biorców Wójcika, że nie mają towaru i paniczne szukanie innego dawcy jest czymś naturalnym. Pomimo, że ten modnie nazywany kejs opisałem ze dwa lata temu. Że firma uciekła z „g”, zmieniła logo, ale biorcy szli w to jak w sztabki złota.

Dla równowagi pasterze z Irlandii też się dali wykiwać na budowie „g” rzekomo handlowej- dali kasę (stopa zwrotu miała wynosić 15,5%). Firma rozpłynęła się w powietrzu, a samorządowcom do dziś się odbija czkawką ( w Toruniu). Ale to już historia na następny raz.

Książka dedykowana franczyzie pojawi się ostatecznie 25 kwietnia. Ze względów ekonomicznych nie mogła być wydana wcześniej.

https://radiogdansk.pl/wiadomosci/item/73487-popularne-marki-znikaja-z-gdynskiego-klifu-korytarze-pustoszeja-galeria-wyjasnia-dzialamy-z-premedytacja/73487-popularne-marki-znikaja-z-gdynskiego-klifu-korytarze-pustoszeja-galeria-wyjasnia-dzialamy-z-premedytacja

P.S. Zaniepokojonych czytelników reklamami na blogu-uspokajam. To są reklamy śledzące. Niestety-kasa płynie nie do mojej kieszeni, a szkoda. 

© Przeliczeni
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci