Menu

O prawdę

Blog będzie dotyczył historii związanej z funkcjonowaniem galerii handlowych. Ustaleniami najemców dotyczącymi różnych aspektów prowadzenia działalności w galeriach handlowych.

Galeria jest jak Twoja matka-poradnik najemcy

przeliczeni

Krajowy Rejestr Długów opublikował dane dotyczące prosperity.

„W bazie danych KRD BIG wpisane jest 3 456 firm z branży spożywczej, ich łączne zadłużenie wynosi 197 mln zł. Na jedno przedsiębiorstwo, wpisane na listę dłużników, przypada średnio 57 tys. zł do zapłaty". (...)

„Obecnie największe łączne zadłużenie mają firmy zarejestrowane w województwie mazowieckim. Wartość długu firm działających na terenie tego województwa przekracza 33,6 milionów złotych, to o 7,5 mln więcej niż jesienią ubiegłego roku. Drugim co do wielkości dłużnikiem są przedsiębiorstwa z Wielkopolski, które zalegają 26,8 mln zł”. 

http://next.gazeta.pl/next/7,151003,20584951,polska-branza-spozywcza-tonie-po-uszy-w-dlugach-przez-podatek.html#BoxBizLink

Warto ten tekst przeanalizować pod kątem już nie samej spożywki, ale patrząc szerzej. Czyli postawić sobie pytanie czy skromny klient kupi spodnie czy bułkę. Ubrania też stoją. Czyli nie idą jak kiedyś. Tekst nie jest kompleksową diagnozą. Głównym „winowajcą” są problemy z Rosją, ale i przede wszystkim nowy podatek przerzucony na dostawców. Jeszcze się nie pojawił-a już zadłuża. Powód leży jednak w zupełnie innym miejscu.  Tutaj.

biedrawww.biedronka.pl

W ilości. Kanibalizacji rynku. Jeśli Rossman sprzedaje tornistry to jak ma je sprzedać handlowiec z torbami, walizkami i tornistrami gdzieś przy ulicy? Klient kupi w Rossmanie, bo taniej. Chyba, że ma taki kaprys, środki i ochotę to zdarzy się, że sięgnie po produkt marki „premium”  w gh.

http://natemat.pl/187305,tylko-w-tym-roku-biedronka-zamknela-14-sklepow-szok-klientow-jestesmy-w-ciezkiej-sytuacji

To jest czas oszczędzania, szukania gdzie taniej. W sieci, w promocjach, w gazetkach.  O tym się głośno nie mówi, żeby nie siać paniki, ale Niemcy oszczędzają.  Poza tym to nie brzmi dobrze, że ktoś oszczędza i pcha do skarpety. Tną koszty w budżetach domowych. Nie ma szału. Polacy, którzy tam pracują też oszczędzają-Ci, których akurat znam. Wracają i odkładają. I jeśli pojawiły się siłki na wolnym powietrzu to dbający o kondycję łączą dwa w jednym, biegają i ćwiczą. Za darmo.  Nie tylko z oszczędności, ale wygody.

Dlatego retail nie ma przyszłości choć jestem więcej niż przekonany, że naganiacze naciągną jeszcze wielu ludzi. Na wirtualne dane, na sfałszowane dokumenty, na opowieści, psychomanipulacje. Komunikat, że najemcy zwiększają powierzchnię…choć brzmi fajnie, jest realnie zmuszeniem do powiększenia nie ze względu na szybujące obroty. Chodzi o dopychanie pustostanów. I mają dwa wyjścia. Odmówić-co wiąże się z natychmiastowym wypowiedzeniem umowy i opuszczeniem rolet, albo powiększyć i ciągnąć ten wóz. Tak to działa. Z wyłączeniem takich budynków jak gh w Rawie Mazowieckiej czy społemowskich budynkach. Bo z kolei w takich miejscowościach jak np. Węgierska Górka budynek zwany gh miał kilkunastu najemców. Dziś właściciel budynku sam prowadzi sklepiki i windykuje dłużników. Pomimo stosunkowo nie wysokich czynszów na poziomie 2-3 tysięcy/mc. Nie ma chętnych tam na zakupy w takiej ilości, żeby te czynsze uciągnąć.

Zajrzyjmy teraz na drugą stronę mapy. Czyli na Ukrainę. Do stolicy. Do rekinów biznesu. Lepiej to brzmi niż Janusze.

rekiny

Szał na otwarciach. Prasa, radio, telewizja. Wstęgi, uściski dłoni.

rekiny2

Ocean Plaza ma coś czego nie mamy my, a wg specjalistów od komunikacji-niewątpliwie na to czekamy.

ocean3

Akwarium. I tysiące bankrutów. Czynsze z sufitu. Rekordowy to 600 dolarów za metr. Poza tym standardowo. Przy czym jest drobna różnica. W ogłoszeniach o możliwości najmu firmy otwartym tekstem piszą o wysokości czynszu. Nie jest to tajemnicą jak i to, że kraj zbankrutował.

Okradziony przez oligarchów i naciągnięty na hipoteki w dolarach praktycznie jedzie tylko na kredycie. A ludzie stamtąd masowo uciekają, gdzie się tylko da wyjechać. Utopieni. Najemcy na UA płacili po kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy zł (w przeliczeniu) za lokal. Najmniejsi najwyższe. Podobna zasada. Też dali się nabrać na frekwencje, mapki, galeryjne franczyzy. Też pustostany zakleja się reklamami. Tam jednak dziś nikt nie twierdzi, że ciągle rośnie. I jest komukolwiek potrzebne.

Ludzie retailu mają wiele legend. Jedna z nich.

Galeria jest jak matka. Wychowuje swoje dzieci. Prowadzi za rękę. Uczy. Doradza. Pomaga. Rozumie. I kiedy dziecko dorośnie-to dzięki niej zaczyna zarabiać. 

wniosek: jako niedorosłe dziecko musisz wiedzieć, że ona jest jak matka.

 

 

 

 

Retail po londyńsku-poradnik najemcy

przeliczeni

Taki dostałem list z Londynu:

"Witam. 1 września minie dokładnie rok odkąd opuściłem Polskę, spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy i wyjechałem do Londynu. Nie wiem nawet kiedy to dokładnie przeleciało, ale przez te 12 miesięcy moje życie znowu nabrało barw i kolorów. W polskim retailu przepracowałem blisko 9 lat kończąc swoją karierę na stanowisku menadżera salonu. Firma w której pracowałem wyłożyła się na galeriach handlowych - otwierała sklepy gdzie się dało i to się zemściło: rynek się załamał, marże spadały, a wieloletnie umowy obowiązywały. I tak 14 sierpnia 2014 roku firma w ciągu 24 godzin zniknęła z polskich galerii handlowych.

Ale wracając do Londynu. Zobaczyłem tutaj kompletnie odmienny świat - bez klasycznych galerii handlowych. Oczywiście jako takie supermarkety, hipermarkety oczywiście są, ale nie mają nic wspólnego z galeriami handlowymi jakie możemy spotkać co krok w Polsce. Tutaj po prostu dana sieć budując swoją galerię handlową po prostu stawia wielką halę, która nie posiada pasażu, bo dwa czy trzy małe boxy pasażem nie można nazwać. Boxy najczęściej wynajmowane są dla działalności takich jak: szewc, fotograf itp. Nie ma tutaj setek małych lokali i wysp, które finansują inwestycję i stanowią źródło napełniania portfeli inwestora i prowadzą do kanibalizmu pośród najemców.

To jak wygląda retail w Londynie? Tutaj handel żyje na ulicy. W ostatni poniedziałek korzystać z wolnego dnia wybrałem się ze swoją partnerką na wycieczkę do innej dzielnicy Londynu, żeby pospacerować wzdłuż Tamizy, napić się w pubie lokalnego angielskiego piwa i najzwyczajniej w świecie odpocząć. W drodze powrotnej zawędrowaliśmy do przysłowiowego centrum aby dostać się na dworzec i wrócić dla odmiany pociągiem (szybciej, wygodniej, ale drożej).

Zapewne zastanawia Was teraz to jak wygląda to "centrum", jak wygląda handel przy ulicy w Londynie.

 20160822_175134

Centrum miasta (dzielnicy) jest centrum z prawdziwego zdarzenia. Ono po prostu żyje. Główne arterie są pełne ludzi od rana do wieczora. Partery budynków są pełne:

  • sklepów spożywczych tych markowych jak i przysłowiowych "ciapaków" prowadzonych przez hindusów,
  • sklepów obuwniczych (tych markowych typu Nike, Adidas, Puma jak i "prywaciarzy",
  • sklepów z wszelkiej maści ciuchami.

20160822_175145

(http://roztocze.net/zamojska-twierdza-bez-marksa-spencera/)

20160822_175154

Jeśli potrzebujesz załatwić kontrakt na telefon to nie jedziesz do galerii handlowej tylko uderzasz do "centrum". Znajdziesz (często na jednej ulicy) salony wszystkich operatorów.

20160822_1752161

A dla pasjonatów aktywności fizycznej firmowy salon North Face. Widzieliście kiedyś coś takiego w Polsce w sklepie przy ulicy? Ja nie. Wszystko zmigrowało do galerii handlowych.

20160822_180130

20160822_180236

A na koniec po zakupach, albo tak jak w naszym przypadku po spacerze możesz iść zjeść "Chickena" albo wyskoczyć na piwo do pubu, dalej tylko dworzec i do domu.

20160822_180240

Można bez galerii handlowych? Można :)"

Dzięki za zdjęcia i tekst. Polacy za granicą zarabiają lub/i odrabiają długi. Wg workservice z kraju wyjedzie jeszcze 1,5 mln Polaków. Emigracja faktycznie ciągle rośnie. Eurosierot przybywa. Byli najemcy-jeśli zostało na bilet-wyjechali. Niektórzy walczą o przetrwanie na różne sposoby. Jeszcze inni popadli w depresje, uzależnienia. Niektórzy się wywinęli. Inni powiesili. Jeszcze inni pospłacali długi wyprzedając co się dało. Retailova dżuma to współczesna kanwa Dżumy Alberta Camusa.

 

ooo

zdj.odkrywcy.pl

Retail jak ospa oplata wiele miast.

Kraje skandynawskie np.  nie wpuściły retailu, ani na obrzeża, ani do centrów swoich miast. 1,5 miliona Skandynawów nie zalewa Europy szukając zajęcia. Subtelna różnica. Biorąc powyższe pod uwagę obcokrajowcy z kolei w Polsce są klientami biedronek. Szukają jak najtaniej. To nie są klienci "polskich" gh. Śpią na wojskowych piętrowych łóżkach, bywa, że w 10 osobowych salach. Taki jest trend i- ciągle rośnie. 

P.S. Dziękuję za list i zdjęcia. Do niezobaczenia jak rozumiem. 

 

 

 

Podróż za niejeden uśmiech-poradnik najemcy

przeliczeni

Dziś o wyjazdach. O tym, że w Europie jest niespokojnie-wiemy. Ale tego co będzie jutro już nie. Dlatego też rekordowe w obroty lato dało tym razem efekt-nie tylko nad polskim morzem. Wprawdzie medialnie rzecz biorąc hitem są parawany, brzuchy i frytki-w pejoratywnym znaczeniu-niemniej jednak powstaje pytanie czy warto nie dziś, ale jutro-bawić się w biuro podróży. Jako, że nie wiemy co będzie jutro wydaje, się że jeszcze warto. Bo część turystów latała i latać będzie tam gdzie niespokojnie. Jedni dla fanu, drudzy z ciekawości, a jeszcze inni chcą, lubią i latać będą. Wszelkie zawirowania mają wpływ na obroty. Branża turystyczna jest specyficzna. I do wahnięć pogodowych dołączyło wahnięcie poczucia bezpieczeństwa. Lata temu destynacje się zmieniały w ramach mody i cen. Czyli przed wprowadzeniem euro hitem było Lloret de Mar, Bibbione czy Rimini. I żelazny punkt zwiedzania czyli butelkowe San Marino. Potem weszły Bałkany i dalekie destynacje. Kuby, Jamajki i Dominikany (polecam Barcelo Dominican Beach szczególnie w grudniu). Serca turystów na świecie podbijały Grecja, Turcja, Tunezja i Egipt. I to się zmieniło. Jeden z czytelników podesłał zdjęcia z Turcji.

t41

Wg niego pustostanów przybywa.

t31

t21

Podobno-Egipt też opustoszał.

Zrywane są rezerwacje, wstrzymane kontraktacje hoteli, odwoływane wyjazdy. Jako, że życie nie znosi próżni do łask wraca stare: czyli Hiszpania, Włochy. Pojawia się częściej Bułgaria i nie tknięta od lat Chorwacja. Wprawdzie sezon turystyczny się kończy, ale ta branża jest wyjątkowo delikatna na zawirowania. I powstaje pytanie czy warto uruchamiać biuro podróży np. franczyzowe np. w gh. Biorąc pod uwagę wysokość czynszów i zawarte w umowach klauzule-nie warto.  Nie wiele zostaje-jeśli zostaje. Topowych lokalizacji w gh jest niewiele (np.CCC). Jak spojrzeć na boksy to bywa, że w jednym budynku jest kilka biur. Marża jednak jest niska w stosunku do czynszów i uzależniona od ilości sprzedanych imprez, biletów lotniczych, ubezpieczeń. I zagrożeń na które nikt wpływu nie ma i nie wie jak będą zmieniały się destynacje. I jakie pozostaną.

Wydaje się, że aby prowadzić biuro koniecznie musi być lokal. Tak jednak nie jest. Wisttravel od lat działa na tym rynku.

http://www.wisttravel.com.pl/referencje.html

Nie ma biura, loga w sensie rozpoznawalnej znanej marki. Nie ma też czynszu. Skromna  strona w internecie i lojalne zadowolone grupy, które w tym roku odpuściły Paryż.

Od lat chodzi Praga, Budapeszt, Wiedeń. Tutaj Kazimierz nad Wisłą czy Sandomierz. Krótkie wypady za kilkaset złotych mają swoich nabywców i szyte na miarę objazdówki tam gdzie spokojnie można wypić kawę i zobaczyć to co warto. Ile jest takich biur, które nie mają szyldów, ale markę? Trudno powiedzieć. Takich statystyk nie ma. Trzeba poszukać w sieci choć czasami znalezienie tego co było- bywa trudne. Po latach trudno dociec co było przyczyną upadku sieciowej dużej Triady. Modne biuro z marką. Mnóstwo reklam i dziesiątki tysięcy klientów. Dziś o Triadzie niewielu pamięta.

Można przypuszczać, że nieodkryte do tej pory miejsca wpiszą się w programy imprez objazdowych po kraju i za krótką  granicę. I może to dotyczyć też wycieczek szkolnych. Lepiej tu-niż tam. Turystyczna kołdra staje się coraz krótsza.  Warto o tym wiedzieć i obserwować rynek nie skupiając się tylko na parawanach, ale perspektywach zarabiania. 

Te są coraz bardziej niepewne. I nie ma siły na know how.  Warto mieć swoje małe know how. Bez czynszów. Bez umów. Tak, żeby móc w każdej chwili powiedzieć „pas”, albo rozwijać się po swojemu.  W ostatnim czasie ktoś podjął temat nacisków na franczyzowych sprzedawców turystycznych imprez. Czyli z ulicy do gh. I ultimatum: bierzesz albo wejdzie ktoś inny. I powstaje dylemat co robić. Jestem zdania, że dziś-choć nie wiadomo co będzie jutro-nie warto. Niech wchodzi ten inny i jedzie w podróż na tysięcznym czynszu z karami, bo to może i często jest- podróż -w jedną stronę. I nie jest to podróż-za jeden uśmiech.

P.S. Turyści wracają do domów. Opuszczają campingi, zagrożone rejony. W umowach nazywa się to, siłą wyższą.

http://www.tvp.info/26667818/silne-trzesienie-ziemi-w-srodkowych-wloszech-rosnie-liczba-ofiar-nie-ma-pol-miasta-ludzie-sa-pod-gruzami

Biznesowy gang bang-poradnik najemcy

przeliczeni

Warszawa. Czytelnik bloga. Biegle angielski, japoński. Czterdziestka na karku. Kumpel zadłużony w fitness clubie. Rozmowa dotyczy „wyruchanych” –to często używane słowo przez rozmówcę. Skojarzenie- gang retailfranchise bank (gang bang-odsyłam do Encyklopedii PWN). Z każdej strony. Taki groupon. Wciąga mnie jego opowieść. W końcu proponuję -weź napisz. I napisał.

 

„W dzisiejszych szybkich i rozwiniętych czasach mamy dostęp do licznych narzędzi nazwijmy ich - "życia". Może to być pojazd, telefon oraz oczywiście pieniądze. Nie wiem jak je do końca zdefiniować, bo jedni powiedzą, że to kolorowe papiery, inni że to konkretne przedmioty. Ja skłaniam się do opinii, że to wszystkie przedmioty (banknoty, ziemia i tym podobne) pochodzące tylko i wyłącznie z pracy.

           

No dobrze, odrzućmy materię, a przejdźmy do gromadzenia tej naszej pracy. Mogą to być monety, banknoty oraz konto bankowe. Od razu się przyznam, że całkowicie nie korzystam z usług bankowych. Nie dlatego, że zostałem osobiście specjalnie orżnięty przez system bankowy (jeden bank próbował, ale to nie jest powodem u mnie), ale dlatego, że usługi bankowe nie są mi do niczego potrzebne. Namawiam też na to innych. Nie dlatego, że sam nie mam, a dlatego, że to czyni człowieka bardziej wolnym.

 

Wcześniej napisałem o gromadzeniu naszej pracy w formie tzw. pieniądza (gotówka, konto bankowe). Jeśli ktoś się decyduje na taką formę (co oczywiście trzeba robić, nigdy nie wiadomo, czy taka "szybka gotówka" nie będzie nagle potrzebna), to jedynym wyborem, jest oczywiście całkowity brak konta bankowego. Dlatego bo:

 

  1. Nie musimy szukać "bankomatu", co kosztuje czas i na przykład paliwo do naszego pojazdu - jeśli potrzebujemy gotówki; nie musimy się dowiadywać gdzie taki bankomat jest i jaka jest prowizja

 

  1. Nie martwimy się telefonami z ofertami bankowymi, przez co oszczędzamy czas na zbędne rozmowy i tłumaczenie się, że my tego nie potrzebujemy - bo oczywiście nie potrzebujemy jakichkolwiek usług bankowych

 

  1. Nie ponosimy kosztów prowizji, prowadzenia konta, kosztów związanych z wypłatą oraz wpłata gotówki (np. w Alior Bank obca osoba płaci prowizję za wpłatę na nie swoje konto - ja tak zapłaciłem wpłacając znajomemu)

 

  1. Obce osoby nie mają dostępu do informacji o naszych pieniądzach; można oczywiście sobie powiedzieć - oczywiście żartem - że Banki to zaufanie publiczne; ja wtedy pytam jak się czują frankowicze, albo osoby których "powinęła się noga" - czy mogą ufać bankom i powiedzieć: "jestem chory na raka - dla mnie zdrowie jest ważniejsze, proszę was - dajcie mi spokój z ratami na 3 lata - ja się musze teraz leczyć"; osobiście uważam, że taki człowiek będzie spuszczony "do kanałów"; no ale załóżmy - błędnie - że są to instytucje zaufania publicznego, tam pracuje wiele osób - czy 100% zatrudnionych w bankach to osoby uczciwe?

 

  1. Obce osoby nie ukradną nam gotówki z konta poprzez crackowanie (czy też jeśli Państwo wolą hackowanie) kont bankowych

 

  1. Nie chodzimy ze wszystkimi pieniędzmi przy sobie (mówię o kartach bankomatowych); rzadko kto chodzi z całą swoją "gotówką w formie banknotów lub bilonu" przy sobie

 

  1. Nie ryzykujemy przy płatnościach kartą, że coś nie zadziała - nie ma zakupów; lub zadziała podwójnie - podwójne ściągnięcię środków, co jak można poczytać się zdarza; ponato karta to urządzenie elektroniczne, a elektronika się psuje - nie "czy", a "kiedy".

 

  1. Przy wyjazdach zagranicznych żywa gotówka jest praktyczniejsza, w większości krajów na świecie tak zapłaci się szybciej i bez dodatkowych kosztów np.: przewalutowania, prowizji i tym podobne

 

  1. Banki to prywatne firmy, która bankrutują, a wraz z nimi nasze pieniądze. Jeśli ktoś wierzy w BFG, to ja na to, że to prywatny fundusz, który płakał po SKOK-ach, podobno ma uzbierane 9 mld złotych. Depozyty są większe, więc to raczej żadna dla mnie gwarancja

 

  1. Na Cyprze obcięli ludziom oszczędności. Kto da wam gwarancję, ze gdzieś tam w jakimś banku lub kraju, gdzie leżą wasze pieniądze nie będzie tak samo?

Biorąc pod uwagę powyższe - jesteśmy bardziej bezpieczni (nikt nie wie ile mamy i nie ma dostępu do naszych pieniędzy); bardziej swobodni (jeśli chcę coś kupić nie szukam bankomatu lub jeśli jestem za granicą - ile to będzie kosztować); oszczędzamy czas bez ofert i innych super rzeczy oferowanych przez "specjalistów do spraw finansów".

 

W tym miejscu ktoś może powiedzieć, że no taaaak, ale załóżmy, że jestem w sklepie i coś zobaczę muszę to mieć, a akurat nie mam tyle gotówki. Ja odpowiadam - i co z tego? To przykład konsumpcjonizmu lub jak kto woli zachowanie "dziecka". To dzieci już, teraz muszą mieć zabawkę. Dorosła osoba potrafi poczekać. Ponadto, sklepów jest teraz tyle, że nie ma problemu z kupnem czegokolwiek. Ponadto, można zostawić zaliczkę, jeśli rzeczywiście jest coś wyjątkowego i unikalnego (bo trafiają się jakieś unikalne przedmiotu sprzed lat). Poza tym, proponuję zapłacić kartą bankomatową za samochód w salonie. Życzę wam po-wo-dze-nia, bo dealer na pewno naliczy wam koszty swojej prowizji. Natomiast gotówkę przyjmą. Kredyt / leasing odrzucamy, bo nie korzystamy z usług bankowych.

 

Ostatecznym argumentem przeciwko kontom bankowym są życiowe sytuacje, takie jak, komornik blokuje wam konta - nieważne, czy macie faktycznie długi czy nie - jak zapłacicie za obronę, skoro skarga na komornika też kosztuje? Żywe banknoty mogą wam dać szansę. Kiedyś uciekałem przez burzą w górach. Pan w samochodzie prywatnym zażądał 30zł za zawiezienie mnie i mojej rodziny. Kart raczej nie przyjmował - terminala nie zauważyłem. Jestem z dziećmi na wakacjach - Pan sprzedaje watę cukrową - terminala nie ma. I tak dalej, i tak dalej. Pozostaje kwestia waluty (ten sam problem jest przy kontach bankowych) do oszczędności i miejsca.

 

            Dobrze, gromadzenie naszej ciężkiej pracy w formie pieniądza mamy za sobą. Niepotrzebne usługi bankowe, to nie tylko konta bankowe. Mam tu na myśli, chyba jeszcze powszechniejsze zjawisko, a mianowicie kredyty bankowe. Ja osobiście nie wziąłbym kredytu na absolutnie NIC. Może jestem głupi, albo idiotą, ale wolę być idiotą dobrze wyspanym bez nerwicy. Zdrowszy będę, a zdrowie jest moim zdaniem z rodziną najważniejsze bezwarunkowo. Ja mam prostą zasadę - nie mam, to nie kupuję. Kluczem do kupna drogiej rzeczy (czyli takiej, na która nas teraz nie stać), jest zgromadzenie funduszy, aby uiścić jej cenę. Zwróćcie Państwo uwagę, co napisałem - NIE STAĆ (nas). Jakim cudem nas może być jeszcze stać na prowizje, odsetki i inne ubezpieczenia, to nie wiem - taki idiota ze mnie. Dlaczego bym nie wziął nigdy jakiegokolwiek kredytu:

 

  1. To co napisałem powyżej - skoro nie stać mnie na cenę towaru, to tym bardziej na cenę + odsetki + prowizję + ubezpieczenie

 

  1. Nie jestem dzieckiem w piaskownicy, potrafię poczekać z zakupami, aż zarobię na swoje "cacko"

 

  1. Nie jestem wróżką - nie wiem jaka będzie sytuacja gospodarcza oraz zwłaszcza moja (może bedę chory przed spłatą kredytu albo stracę pracę), co oznacza, że każdy kredyt to tak naprawdę gra, a ja nawet nie gram w "węża" w telefonie - nie lubię gier i już; wróżenie także uważam za naciągane

 

  1. Pieniądze, które potencjalnie musiałbym przeznaczyć na odsetki + prowizję + ubezpieczenie mogę przeznaczyć na np.: oszczędzanie

 

  1. Składając wniosek kredytowy całkowicie podaję na tacy moją sytuację finansową, zawodową, a często też rodzinną - powtórzę - czy 100% zatrudnionych w bankach to osoby uczciwe?

 

  1. Żyję bezstresowo - nie ciśnie mnie ewentualna utrata dochodów, nie cisną mnie, jeśli spóźnię się z ratą (wszyscy wiemy, że tak ludzie mają), nie ciśnie mnie rodzina na kolejny kredyt (a podobno sa i takie z kilkoma + chwilówki + pożyczanie po rodzinie) - ja jestem na to za słaby psychicznie, można powiedzieć NIE przystosowany do dzisiejszych czasów, ale dlaczego to JA mam się przystosowywać do "instytucji zaufania publicznego"?

 

  1. Rozglądam się dookoła i widzę, że nadspodziewanie wiele ludzi, zaczynając od kredytów skończyła z długami; może to przypadek, może przeinwestowanie, może traf życiowy; fakt pozostaje faktem

 

Ale brnijmy dalej - kredyty na zakup naszego lokum do mieszkania (no bo kątem u rodziców to tak trochę ten tego - nie tego). BZDURA! To chyba normalne, że z czasem mamy więcej, w tym pieniędzy i na początku naszej drogi - bądźmy realistami - niewielu młodych stać na kupno własnego lokum. Napisałem wcześniej, że zdrowie i rodzina sią najważniejsze. Ja sam jestem ojcem 2 dzieci i z perspektywy rodzica, mogę się "przemęczyć" z potencjalną żoną i dziećmi mojego syna. I dlatego warto mieć zdrowe i przyjazne relacje z rodzicami i naszą rodziną (żona, mąż itp). Nie chcę moralizować, konkret.

 

Jak zacząć. Odkładać ile i jak się da na mieszkanie lub dom. Nie patrzeć na to, że znajomi mają wypasione domy i mieszkania (w większości prawdopodobnie za długi), ale patrzeć na siebie i obrać sobie cel. Absolutnie wszystko ładujemy w to nasze lokum. Czym szybciej, tym będzie mniej boleć. Można zacząć zrzędzić, że pensje małe, ale to po to studjujeta, aby zarabiać więcej [na marginesie, osobiście uważam, że żadne studia nie są potrzebne, aby mieć super życie, ale o tym kiedy indziej]. Można pracować na 2 etatach, albo założyć coś swojego. Ja mogę podpowiedzieć 2 etapy. Osobiście uważam, że szkoda czasu i życia na kupno mieszkania - docelowo - dlatego proponuję inną drogę:

 

  1. Mieszkamy przy rodzicach i zbieramy pieniądze np.: po 100zł dzienne (chciałbym dodać, że też stosowałem metodę 100zł na dzień i nic z tego nie wyszło - po roku czasu mało co mieliśmy oszczędzone, w następnym to samo, ale przyszły pierwsze wnioski i w końcu się jednak dało) na:

a). kupno najmniejszego mieszkania jakie się da np.: 17m2 (najmniejsze, bo przejściowe) << takie ja widziałem najmniejsze

b) kupno działki docelowej dla domu i postawienie tam 2 garaży po np.: 18m2=36m2 (koszt około 15 tys. zł z podstawą do nich) lub drewnianego domku z najniższej półki (koszt około 25 tys. zł), oczywiście wykańczamy. - ta opcja jest szybsza, bo w rok zbieramy około 35 tys. zł; dochodzi kwestia kupna działki, ale cena zależy od lokalizacji - ja bym się w centrum nie ładował - koszta dojazdu nie są takie duże jak mogłoby się wydawać [Ode mnie: Ja dojeżdżam samochodem, bo w trakcie jazdy uczę się języków obcych oraz "oglądam" wykłady naukowe - poświęcam więc dzięki temu dużo czasu na naukę. Dojazdy rowerem nie wchodzą w grę, z powodu zimy oraz brakiem możliwości uczenia się w trakcie - na marginesie nie lubię rowerów. Komunikacja miejska zajmuje zbyt dużo czasu], a dodatkowy plus to brak hałasu miasta.

 

  1. Zostaje nam, przy opcji B około 10 tys. zł. na jakieś tam "umieszkalnienie" tych garaży lub domku drewnianego; dalej zbieramy 100zł dziennie, ale powiedzmy sobie szczerze, że zaiwaniamy dużo z pracą, więc i 200zł może być realne po jakimś czasie. Moim zdaniem 300 tys. zł to kwota wystarczająca, aby mieć dom dla rodziny. Dzieci nie będą z nami mieszkać do "oporu", więc i tak docelowo to chata na 2 osoby.

 

Ja i moja żona zadaliśmy sobie pytanie: czy żyjemy skromnie przez powiedzmy 10 lat, czy 20 lat z kredytem hipotecznym (sytuacja frankowiczów, to tylko jedna z pułapek). Odpowiedź Państwo znacie. Ponadto, pomyślcie o odsetkach + prowizjach + ubezpieczeniach - czy stać was na topienie tych pieniędzy w błocie - hobby typu off-road jest chyba lepsze dla topienia pieniędzy w błocie - jest przyjemność.

 

Uważam, że każdy da radę to zrobić. Dobre układy z rodziną (zwłaszcza z żoną / mężem) są oczywiście niezbędnym warunkiem. Zdrowie jest kolejnym (ja np.: nie palę i nie piję - nigdy nie miałem alkoholu w ustach - wiele osób mówi, że kłamię, ale nie interesuje mnie to). Nie ładujcie się w długoletnie układy z bankami, bo nie jesteście w stanie Państwo przewidzieć co będzie za 10 lat, a co dopiero za 20 lub 30 lat. A jeśli ktoś jest w stanie, to kasę taką zrobi, że i tak mu kredyt nie będzie potrzebny, kto wie może nawet to nie jest głupi pomysł założyć własny bank.

 

Na zakończenie. Nie zgadzam się, że pieniądz robi pieniądz. To wbrew zasadom fizyki. Z jednej planety nie zrobimy drugiej - identycznej planety. Dlatego jestem przeciwnikiem systemu bankowego. On nam kłamie, że 1x0=2. Ja uważam, że prawdziwy pieniądz i bogactwo bierze się z pracy, a nie z kont, kredytów i tak zwanych instrumentów finansowych. Dlatego ja trzymam się od nich z daleka, bo co tu dużo ukrywać lubię mieć pieniądze. Praca daje mi tę możliwość.

 

Gadanie o pieniądzach z tak zwanymi doradcami finansowymi uważam za stratę czasu, a poza tym jakoś budzi podejrzenia we mnie fakt, że człowiek chwalący się, że ma kredyt i dojeżdżający do pracy autobusem doradza temu, co nie ma kredytów i podjechał na rozmowę swoim własnym (nie skredytowanym) gratem. Oczywiście ma do tego prawo (przemieszczać się jak chce i żyć na kredyt) - jako wolny człowiek - z tym, że ja nie podzielam jego poglądów. I też mam do tego prawo. Dlatego, Jeśli ktoś mi wciska kredyt na np.: 20 tys. zł, pytam, czy prezes tego Banku także ma taki kredyt? Jeśli nie (oczywiście odpowiedzi są, że nie "o Prezesie mówimy" i inne dyrdymały), to mi też nie jest potrzebny. Jeśli Prezes ma inny kredyt, np.: na 2 mln zł - pytam także o taki. Jestem takim samym człowiekiem, jak taki lub inny prezes. Ja takiego kredytu nie dostanę, bo dla nich jestem gorszy. Ja sobie nie pozwalam na takie traktowanie i dlatego trzymam się od nich z daleka”.

 

Tyle od czytelnika. Ciekawe. Umowy w gh nie podpisze. Nie musi. Temat retailu promuje wśród znajomych. Bez prowizji. I odsetek.

P.S. Dziękuję za zdjęcia z Turcji. 

 

 

 

Wyleczeni-poradnik najemcy

przeliczeni

Taki dostałem list.

"Witam,
czytam Pana bloga, niestety dopiero niedawno go odkryłam. Jestem w bardzo podobnej sytuacji, jak bohaterowie Pana bloga. Uwierzyłam w czyjeś zapewnienia, które były na tyle dla mnie sugestywne, że pozbawiły mnie jakiegokolwiek instynktu samozachowawczego i pogrzebałam cały majątek swojej rodziny. W ciągu dwóch lat (2007-2009) otworzyłam i prowadziłam apteki w centrach handlowych: Galeria Zielone Wzgórze w Białymstoku oraz Olimp i Real w Lublinie. Wszystko upadło z wielkim hukiem: sprawy sądowe, komornicy, właśnie spodziewamy się, że wkrótce komornik wyznaczy termin licytacji nieruchomości, w której zamieszkuję z rodzicami, synkiem i z partnerem, bo nie jestem i nigdy nie będę w stanie spłacić hipoteki obciążonej na kilka mln zł (dokładnej kwoty nawet nie znam, bo dojdą odsetki i inne koszty, pewnie nawet nie wystarczy na zaspokojenie wszystkich wierzycieli).

Pisał Pan o planowaniu złożenia zawiadomienia do Prokuratury w sprawie popełnienia przestępstwa oszustwa przez zarządców galerii handlowych. Czy toczy się postępowanie karne w tej sprawie i czy prokurator tego nie umorzył?

Ja składałam takie zawiadomienia w sprawie konkretnej osoby, która mnie oszukała, wskazałam też na możliwość istnienia zorganizowanej grupy przestępczej, bo moim zdaniem osoba ta była zwykłym naganiaczem i dzieliła się z zarządami galerii albo z firmami, które decydowały o doborze najemców pieniędzmi, które w ten sposób wyłudzała.

 

Śledztwo trwało 4 lata, było kilka razy umarzane i po moich skargach wznawiane, teraz kolejna skarga nie przyniosła skutku. Osoba, która mnie oszukała, bezkarnie korzysta z wyłudzonych pieniędzy- znam jeszcze dwie osoby, które w ten sam sposób i w tym samym okresie naciągnęła na punkty w centrach handlowych, też właścicieli aptek.  Nie stawiała się na wyznaczone terminy przesłuchań, dostarczając zwolnienia lekarskie. W końcu prokurator umorzył, stwierdził, że zebrał wystarczający materiał dowodowy, bo okazało się, że z przesłuchanych pracowników działów najmu nikt jej nie znał- albo nie przyznał, że ją zna. Sąd przyklepał postanowienie o umorzeniu. Nie pomogła też skarga "do Ziobry".

Dzięki Pana blogu odnalazłam innych ludzi, którzy zostali wprowadzeni w błąd i okradzeni przez tę samą kobietę- to jubilerzy z wpisu z 25 stycznia 2015r.

Jednak wydaje mi się, że ci ludzie nie chcą działać, a gdyby zechcieli przyłączyć się do śledztwa, razem moglibyśmy do czegoś dojść. Co więcej, moglibyśmy odnaleźć więcej osób pokrzywdzonych- gdyby Pan zechciał umieścić odpowiedni wpis na blogu.
Blog pomógł już ludziom- tym, którzy już się przeliczyli i tym, dla których jest przestrogą, jednak odnoszę wrażenie, że ci ludzie nie będąc pewni, czy odniosą z tego jakąkolwiek korzyść dla siebie, nie chcą się angażować. Jeśli chodzi o bohaterów wpisu z 25 stycznia 2015r., to chyba oszustka skutecznie ich nastraszyła. Boją się Rutkowskiego, albo innych jej zmyślonych kontaktów. W takim razie oszustka nadal będzie działać bezkarnie.

Miałam nadzieję, ale chyba już ją straciłam".

Witam panią.

Dziś przeczytałem i  publikuję. Odniosę się do pani pytań i przemyśleń szczegółowo tutaj. 

Na razie proszę podesłać oryginały tych zawiadomień i kopię pisma jak to pani określiła "do Ziobry". Potwierdzam, że jubilerzy się boją. Z moich informacji wynika, że prokuratura umarza tego rodzaju doniesienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Umarza. Potwierdzają prawnicy prowadzący tego rodzaju sprawy. Obrazowo ujmę to tak. Jak glejak pani wskoczy do głowy to problemu nie ma. Jak wskoczy do mądrzejszej to trąbią o tym od Bałtyku,aż po Tatry. Pani rozumie? Na dziś to tyle. Z pani listu wynika,że nie ma sensu otwieranie aptek w gh. Wiem, że Ziko ma wydłużone terminy płatności. A taki tam ruch jak do 500plus.

Wiem to nie od dziś. To jest usankcjonowane bagno. O prokuraturze, służbach, współpracy innym razem. Sprawa jest w toku i pojawiają się nowe. Dlatego też zadzwonię do pani w tej sprawie. Jest ich dużo. Przybywa. Ludzi skończonych jak pani. Dług, egzekucja i komornik-to nie jest glejak. Więc być może się pani odbuduje. Na blogu ma pani namiary. Kto i jak może pomóc. Może to zabrzmi dziwnie w tym kontekście, ale mimo wszystko-pozdrawiam.

 

 

© O prawdę
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci