Menu

O prawdę

Blog będzie dotyczył historii związanej z funkcjonowaniem galerii handlowych. Ustaleniami najemców dotyczącymi różnych aspektów prowadzenia działalności w galeriach handlowych.

Buczy pod nosem, że do Kościoła-poradnik najemcy

przeliczeni

-Zbieramy podpisy za obroną handlu w niedzielę. Mamy kilkanaście złotych za godzinę pracy. Nawet dwadzieścia złotych, a koordynatorka 30 złotych. Pracujemy po 12 godzin i zbieramy podpisy klientów za tym, aby pomysł zamknięcia również gh został wycofany- tłumaczy hostessa zbierająca podpisy.

Podchodzi senior. Na oko plus 60 i zaczyna się „dialog” .

-Do Kościoła!!!A nie siedzieć tu i namawiać ludzi-buczy pod nosem.

Zaskoczona dziewczyna rezolutnie pyta.

-A pan co tu dziś robi? My pracujemy.

Senior strzelając piorunami pełnymi niedzielnej miłości - prosto w oczy hostessie-oddalił się na zakupy.

http://www.takdlaotwartychniedziel.pl/fakty-mity.html#tekst

Ile jest takich dialogów? Jestem zdania, że pomysł zakazu handlu w niedzielę nie podniesie handlu rodzimych sprzedawców, a dobije tych którzy są w środku lub/i wstrzyma zarobki tych, którzy zarabiają. Ci, choć w mniejszości-jednak są. Okazuje się że można pomieszać z poplątaniem modlitwę z wpływem na to czy ludzie mają iść do pracy czy nie. Bo zbieranie podpisów w tej sprawie w Kościołach w jakimś stopniu wywarło nacisk i rzekomą obronę małego polskiego handlu. Bo w zasadzie można też wyłączyć stacje radiowe, telewizyjne, portale żeby w niedzielę nie nadawały, bo wtedy lecą spoty czy banery i też jest to forma handlu czasem antenowym. Ludzie pracujący w niedzielę- nie w handlu- też mają rodziny i wchodzenie z tym pomysłem teraz, kiedy rynek jest przesycony nie jest pomysłem życiowym. Dla najemców ma to znaczenie.

 

Bo jeśli ktoś robi obrót w niedziele np. 8.000 złotych to razy cztery robi kwotę. Bez tego obrotu i tak ciężkie płytki kwadratowe staną się betonową płytą na i tak dociążonych ludzi. Dlatego ten pomysł jest absurdalny z punktu widzenia najemców. Ostatecznie z wchodzeniem do gh należy się wstrzymać, bo podjęcie decyzji w cieniu nawet najbardziej społecznych intencji nie będzie miało racjonalnego bytu. W zasadzie gh będzie można traktować jako miejsca, gdzie zarabia się dwa razy. W piątek i sobotę. I pokapie w tygodniu.

W pierwszy weekend zebrano ok. 75.000 podpisów za tym, aby pomysł zakazu wycofano. Akcja trwa. Na razie nie wiadomo czy i jaki wywrze wpływ. Wiadomo, że obecni guru biznesu skutecznie zniechęcają do robienia czegokolwiek. Pomysły celnie punktuje Cezary Kaźmierczak-szef Związku Przedsiębiorców i Pracodawców w Polsce.

http://innpoland.pl/131265,to-dorznie-klase-srednia-ekspert-ktory-popieral-dobra-zmiane-bez-zludzen-o-gospodarce

Związek działa aktywnie.

http://zpp.net.pl/zostan-czlonkiem-zpp/obrona-czlonkow/

Przed wejściem do gh w przyszłym roku warto tez zajrzeć w kalendarz. I dokonać analizy dni wolnych od pracy i świąt i przemnożyć przez lata trwania umowy.

Jak podaje kalendarz świąt w przyszłym roku to 115 dni wolnych od pracy przy uwzględnieniu weekendów i świąt. Biura podróży już wyliczyły skwapliwie i oferty na majowy weekend to okazja, aby się wyrwać nie na trzy dni.

http://www.romantycznyweekend.eu/search,oferta,majowka.html

W międzyczasie dość nieoczekiwane wyjście z Polski zapowiedziała sieć

MarksSpencerotwarciepierwszegosklepuMSwLodzi

Na zdj. Otwarcie pierwszego sklepu Marc&Spencer w Łodzi.

 

Likwiduje wszystkie swoje sklepy. Ze względu na to, że się nie opłaca. Czynsz plus pozostałe koszty są powodem wyjścia tej sieci. Za niskie obroty w stosunku do czynszu.

Również w międzyczasie portal franczyzawpolsce.pl podjął temat za blogiem sieci kawiarni z belgijskimi pralinami. Właściciel rozmowny nie jest.

„Z pytaniami ile lokali zostało zamkniętych, jakie są tego przyczyny i ile pijalni działa obecnie zwróciliśmy się do Michała Piaseckiego, pełnomocnika zarządu firmy. Niestety nie otrzymaliśmy odpowiedzi, gdyż na każdy telefon z redakcji Franczyzawpolsce.pl odpowiadał, że nie ma czasu na rozmowę”.

http://franczyzawpolsce.pl/aktualnosci/7187-wstrzasnelo-franczyzowa-siecia-mount-blanc

Odpowiadając na postawione pytanie należy je odwrócić. Czyli ile ich pozostało. Kilka z kilkudziesięciu. Zdjęcia z poprzewracanymi wazonami są już nieaktualne. Sprzęt trafił na portale aukcyjne żeby odzyskać cokolwiek. Na rozmowę natomiast znalazł czas Gino Maes z Antwerpii. Belg, który wprowadzał praliny na zasadzie franczyzy.

Kilkanaście lat temu pierwszy franczyzobiorca okradł go z pomysłu i towaru.  W jedną noc pozamieniał loga, zmienił nazwę , a potem rozbił fajnie rozwijającą się sieć i rozwijał swoją. Opatentowaną. Z dokumentacji wynika, że koszt inwestycji to nie deklarowane 300 tysięcy czy 350 tysięcy ale 500, 600 czy 700 tysięcy. Taki patent na frajerów. Dziś zamiast deklarowanych obrotów prokuratury, sądy, prawnicy, koszty, stres i...

14938324_1325269564158518_5980049542290363686_n

Dlatego dzięki tej publikacji portalu dedykowanego franczyzie jest szansa na to, że ta spirala się skończy. Ważne jest to, że portal zauważył temat i podał go dalej.

Sami biorcy diagnozują to tak.

Franczyzobiorcy (FB) opracowali schemat działania.

I Faza.

Przedstawiciel franczyzodawcy - Michał P. celowo przedstawia kandydatom na franczyzobiorców fałszywe dane nt.:

  • opłacalności inwestycji (zwrot po 2,5 roku - a w rzeczywistości 80% franczyzobiorców bankrutuje w ciągu 1 roku od otwarcia kawiarni),

 

  • kosztów inwestycji (350 tys., a kończy się na 600 tys.) 

 

 

  • wyników osiąganych przez innych franczyzobiorców (FB) w porównywalnych wielkościowo i lokalizacyjnie (wszystkie kawiarnie są dochodowe, świetnie sobie radzą - w rzeczywistości w ciągu 5 lat zamknięto 17 lokali, co potwierdzili świadkowie - byli FB - na procesie przed Sądem Okręgowym w Krakowie sygn. IX GC 997/13)

 

  • preferowana lokalizacja kawiarni - centrum handlowe

 

 

  • jednostek własnych - MB nie posiada jednostek własnych, tylko działające na preferencyjnych warunkach jednostki franczyzowe, prowadzone przez członków zarządu i wspólników MB, którzy jako osoby fizyczne zakładają spółki cywilne i w takiej formie prowadzą rzekomo własne jednostki MB. Podmioty te posiadają odmienny od MB NIP. REGON i w żaden sposób nie są powiązane finansowo i organizacyjnie z MB, więc nie mogą być nazywane jednostkami własnymi. Gdyby były prawdziwymi jednostkami własnymi, wszelkie zyski ze spółki-córki trafiałyby do centrali sieci MB, wpływając na jej rozwój. W rzeczywistości zyski z tych punktów trafiają okrężną drogą na konta twórców sieci (patrz: schemat graficzny). Poza tym działają one na warunkach korzystniejszych, niż inne jednostki franczyzowe (brak opłat franczyzowych, zakup towarów i usług na preferencyjnych warunkach - vide zeznania świadka M.P. przed SO w Krakowie w sprawie IX GC 997/13) , a wyniki tych tzw. "własnych jednostek" trafiają do wyliczeń efektywności działania wszystkich jednostek sieci, zafałszowując ją. Nikt z normalnych FB nie jest w stanie uzyskać rentowności porównywalnej z tzw. jednostkami własnymi
  1. FAZA - po podpisaniu umowy franczyzowej
  • pobieranie od FB zaliczek na poczet przyszłej inwestycji

 

  • kupowanie elementów wyposażenia kawiarni bezpośrednio od ich producentów, za pieniądze pobrane w formie zaliczek od FB

 

 

  • fakturowanie i sprzedawanie mebli, oświetlenia, wyposażenia kawiarni z narzutem co najmniej 100%. Czyli FB kupuje np. meble od MB, która to spółka nie jest ich producentem, a jedynie pośrednikiem i wystawcą faktury

III. FAZA - uruchomienie kawiarni

  • pierwsze zatowarowanie - koszt ponad 100 tys. zł (koszt nie ujmowany w kalkulacjach kwoty inwestycji)

 

  • FB od początku ponoszą straty na działalności - to jest początek ich szybkiego końca
  • FB dostrzega, że koncept nie jest sprawdzony, przetestowany, a poziom rzeczywistych obrotów uzyskiwanych w otwartym lokalu znacznie odbiega od założeń. Jest to standard,
  • obowiązek zakupu ponadnormatywnych ilości towaru od MB, nie dostosowanych do możliwości sprzedażowych FB bez możliwości ich zwrotu. Tak powstają olbrzymie zapasy i straty
  • popsucie relacji między FB, a Mount Blanc
  • sugestie ze strony MB, że FB po prostu nie potrafi stosować się do reguł, wszystko robi źle i dlatego straty
  1. FAZA - schyłek
  • mija kilka miesięcy od otwarcia kawiarni - FB dostrzega beznadziejność swojej sytuacji, działa dalej pogłębiając straty w obawie przed konsekwencjami ze strony MB i galerii handlowej,
  • FB próbuje negocjować obniżenie czynszu w galerii - bezskutecznie
  • FB próbuje negocjować warunki dostaw od MB - bezskutecznie. Musi kupować narzucone jednostronnie przez MB ilości towaru, konieczne przy częstych zmianach asortymentowych (święta, Walentynki, Dzień Matki itp. wiele okazji)
  1. FAZA - bankructwo FB
  • FB zamyka lokal już po kilku miesiącach od uruchomienia (80% w czasie pierwszego roku)
  • galeria wszczyna czynności w celu egzekucji kar umownych
  • M.P.  w imieniu MB albo proponuje przejęcie wybudowanego przez FB lokalu wraz z wyposażeniem za ułamek jego wartości. Znane są przypadki, że zaproponował 80 tys, za wyposażenie warte 450. tys. Czyni tak tylko wtedy, gdy lokalizacja jest obiecująca i rokuje sukces dla tzw. "jednostek własnych" pracujących na o wiele większych marżach niż zwykli FB (np. kupują pralinki po ok. 30 zł/kg, gdy zwykły FB po 100 zł/kg; podobnie kawa, opakowania prezentów itp.). W takim przypadku zawierane jest z FB porozumienie, a gotowy, nowiutki lokal z wyposażeniem przejmują Sylwia W.-. i Grzegorz T. w ramach jednej z kilku posiadanych przez siebie spółek cywilnych. Znany jest przypadek z Bielska - Białej gdy MB celowo dostarczał duże ilości towaru do bankrutującego lokalu, a później przejął tę kawiarnię, rozliczając tenże niezapłacony przez FB towar. Zyski z tych punków trafiają nie na konta Mount Blanc, ale na prywatne konta członków zarządu -wyprowadzanie pieniędzy,
  • gdy lokalizacja kawiarni nie rokuje - MB wnosi przeciw swojemu FB pozew do sądu o zapłatę kar umownych za bezpodstawne rozwiązanie umowy i zamknięcie kawiarni. Kwoty: od 100 tysł do 200 tys. zł. Mount Blanc albo sprawę wygrywa - otrzymując żądaną kwotę z odsetkami albo w trakcie procesu zawiera z FB ugodę i szybko, bez długotrwałego procesu odzyskuje część żądanej kwoty. Pieniądze wpływają do centrali sieci

Wnioski:

  1. Mount Blanc zawsze zarabia:
  • kupuje elementy wyposażenia lokali za pieniądze FB (zaliczki)
  • refakturuje zakupiony od producentów sprzęt dokładając ogromną marżę i następnie sprzedaje FB
  • do momentu bankructwa FB - dostarcza mu ogromne ilości towaru, bez możliwości zwrotu
  • po bankructwie FB, wykorzystując jego kłopoty i stan psychiczny (dodatkowy spór z galerią, częste załamania nerwowe) - członkowie zarządu w ramach prywatnej działalności przejmują za bezcen wybudowany lokal z wyposażeniem, na którym MB już zarobił, wyposażając go i zatowarowując. Niekiedy odkupuje same wyposażenie i później sprzedaje kolejnym FB
  • po bankructwie FB, poprzez sąd egzekwuje olbrzymie kary umowne lub doprowadza do korzystnej dla siebie ugody, z czego też są pieniądze,
  1. MB powiększa swój majątek bez angażowania środków własnych
  2. Członkowie zarządu MB, na bankructwie swoich FB korzystają - powiększają prywatny majątek i wyprowadzają pieniądze z sieci franczyzowej na prywatne konta.

 

„Opisany mechanizm funkcjonowania sieci MB jest zaplanowany, zorganizowany (mózg operacji - Michał P.) i nosi znamiona oszustwa, ponieważ FB są nakłaniani do podpisania rygorystycznej umowy franczyzowej w oparciu o przedstawione im na etapie negocjacji fałszywe dane nt. funkcjonowania sieci i dochodów osiąganych przez już działających w niej FB. Gdy już wpadną w sidła, stosowany jest schemat wyssania od nich wszystkiego, co zainwestowali (przejęcie lokali i wyposażenia, za które też przepłacili MB) i co mają na prywatnych kontach (kary, ugody)”.

Franczyzobiorcy Mount Blanca podkreślają, że chcieli wejść w sprawdzony model biznesowy. W coś co prosperuje i pozwoli prowadzić działalność. Straty szacują różnie od 500.000 złotych do kilku milionów biorąc pod uwagę kary od wynajmujących.

Podkreślają, że nie chodzi o zemstę, ale elementarne poczucie tzw. etyki w biznesie i uczciwości. Niektórzy mieli duże doświadczenie w biznesie, inni- żadnego. Wg nich P. na rozprawach twierdzi, że zarabia na meblach. Śmieje się biorcom w twarz. Inwestuje w apartamenty w Zakopanem.

 

Co robi dziś Gino Maes? Wprowadza nową markę na zasadach franczyzy.

logo

Nauczony doświadczeniem robi to inaczej. Firma ma coraz więcej klientów choć sieci pijalni czekolady już nie rozwija. Jak rozwijają się dziś państwo Maes? I co jest źródłem sukcesu sieci Czas na Herbatę? O tym następnym razem. A na zakończenie coś z innej beczki. W kontekście poprzedniego wpisu. Linka podesłał czytelnik bloga.

 http://www.expressilustrowany.pl/lodz/a/cudzoziemcy-od-kilku-dni-obserwowali-sklep-rossmann-wezwano-policje,11469360/ 

P.S. Nasz blog trafił do zaszczytnego grona "Blogów tygodnia" za miniony tydzień. Nie wiem czy to ilość wizyt, czy ktoś go wyróżnił. Bez znaczenia.  Fajnie. Że wciąż się czyta)))Pozdrawiam.

Ten wczorajszy wkurw, czyli au widersechen

przeliczeni

Bywa tak, że coś się zmienia z dnia na dzień, z godziny na godzinę. Że robisz coś po cichu bez jakiegoś halo, a tu nagle czytasz o swoim projekcie na portalach w sąsiednim kraju, potem w swoim. I jesteś zawalony w sensie dosłownym. Mailami, telefonami, zapytaniami, propozycjami, zaproszeniami na spotkania. Starsi znajomi sobie przypominają-którzy dawno zapomnieli. Nagle.

Dzwonią. Tak czy inaczej jest to miłe pomimo wszystko. I staram się to wszystko ogarnąć.  Tym bardziej, że prawa ręka projektu  jest po drugiej stronie i kontakt jest utrudniony. Bo kolejki, bo wizy, papiery, podpisy, pieczątki. Mam wrażenie, że pomysł wypali. Nie koniecznie tylko na lokalnym rynku. Bo projekt, który wpadł mi do głowy w grudniu minionego roku nabiera rozpędu, rumieńców. Może z dumy nie puchnie, ale idzie do przodu. Powoli. Krok po kroku. Dzień za dniem.

Kiedy bardzo zależy i wydaje się, że coś jest „skazane na sukces”-np. gh w systemie retail to okazuje się, że jest skazaniem na banicję. Społeczną. I takich ludzi spotkałem setki. Niestety. Albo stety. Nie wiem jaki tego wszystkiego jest sens, ale jedno jest pewne. Nie było by projektu gdyby nie gh. Nie byłoby bloga gdyby nie gh. Nie było by ciśnienia, co dalej robić. Gdzie wyczaić niszę. Czyli zrobić coś unikalnego, co będzie ludziom przydatne. I faktycznie to działa.

W marcu portal pojawił się w sieci. Niektórzy nie rozumieli o co w tym ma chodzić. I oprócz oczywistości robisz coś czego nie zrobił nikt. I już. I teraz kolejny krok. Przemyślany. Zaobserwowany między wierszami. Czyli Niemcy. Bliźniaczy projekt jest prawie gotowy. Kojarzenie Niemców-pracodawców z obywatelami Ukrainy-za pomocą platformy niemieckojęzycznej zadebiutuje w przyszłym tygodniu.

Flag_of_Germany.svg

I jest niepewność, ale i spokój, że to narzędzie zrewolucjonizuje kontakty między pracodawcami i szukającymi pracy. Że wytyczy nowe kierunki kontaktu. Być może nie będzie to rewolucja kopernikańska, ale życiowa na pewno. I Ci którzy zarzucają mi, że sprowadzam do Polski banderowców czy ludzi, którzy mają czarne podniebienie mogą być spokojni. Pomogę im przejechać dalej żeby tu nie gryźli. I przypomnę ten wczorajszy wkurw, że ich tu sprowadza, a za chwilę drugi, że ich wyprowadza dalej. 

Na teraz projekt nabiera rozpędu. W przyszłym tygodniu ma trafić do jednego z największych programów telewizyjnych za miedzą. Coś w rodzaju talk show na poważne tematy. I profili zawodowych przybędzie. Już jest blisko 2500. I przybywa. Kiedy to piszę ktoś się loguje. Kiedy to czytasz to nie wiem co o tym myślisz, ale w jakimś sensie przy dużej dozie szczęścia i przypadkowości jest jak jest.

Dzwonią pracodawcy. Słucham. Lubię słuchać. Ciekawe doświadczenie.  To nie dzwonią galernicy. Ci-niestety tkwią w miejscu w którym są. Z pełną świadomością, że ma to średni sens lub żaden. Niektórym udało się pomóc, innym nie. Niektórych przestrzec-innych nie. A niektórzy-nieliczni -trafili.

I na odpowiednich ludzi, realne warunki i ze swoim produktem. Sporo się dzieje w międzyczasie w retailu. Kolejne otwarcia i miliony nie ludzi. Dziś jest lament, że brakuje rąk do pracy. Pisałem o tym dawno. Wielu bankrutów uciekło, wielu zadłużonych po uszy ludzi szuka swojej szansy tak jak dziś „ludzie ze Wschodu”-szukają swojej szansy. Poza tym demografia jest nieubłagana.  Nie wiem jak traktować prośby żebym pisał nadal bloga, bo są też takie żebym się zamknął. Przychylając się do tych pierwszych powiem tak. To miłe. Karmi próżność. Mam do tego dystans. I nie wiem co o tym myśleć kiedy  Żabka pisze do mnie propozycje, żebym stał się szczęśliwym uśmiechniętym biorcą. System stanął na głowie. Żabka chce płacić 6500 za wejście „ z gwiazdką”  czyli jeśli spełnisz warunki umowy. Sześć tysięcy pięćset złotych płaci Żabka. Żebyś otworzył jej sklepik. Przecież za sukces się płaci-czyli w  drugą stronę. To Ty masz płacić za wejście. Dlatego tak trudno pisać o franczyzie w sposób jednoznaczny. Bo ona ma dwie różne twarze. Podobnie jak człowiek. Jedną przed lustrem kiedy jest sam, a drugą kiedy widzą inni.

Napisałem, że przyszłość nie leży w metrach kwadratowych, ale technologiach. Nie napisałem, bo przeczytałem o tym w gazetach, ale coś zbudowałem. Podjąłem ryzyko. Reasumując portal się zwrócił. I mam kolejkę klientów. I fajnie. O to chodzi. Żeby coś było potrzebne. Nie idealne i nie zaspokoi wszystkich i nie raz się pewnie coś posypie. Bo to normalne. Że coś się sypie. Chodzi o to żeby to jakoś pozbierać.

Do następnego. Pozdrawiam.

P.S. Tym którzy gratulowali i kibicują - serdecznie dziękuję.  

 

O nowym biznesie i czy się rozwija

przeliczeni

Dziękuję za kolejne linki i zdjęcia. Dziś jednak o czymś innym (jestem w trasie). Pytacie o to jak idzie portal, czy się rozwija.

http://pracadlaukrainy.pl/news/fakti-ictv-pishut-pro-nas

Stali czytelnicy wiedzą, że nie epatuję. Ale dziś jest wyjątkowa okazja, aby zapowiedzieć, a w niedzielę się spotkać. Tutaj.

TVN24_BiS_logo_duze

W niedzielę o 12.30. Zapraszam. Na pytania dotyczące głównego tematu bloga zadawane na fejsie odpowiem w przyszłym tygodniu. Pozdrawiam.

Z biura wie, że jest awaria, a Mount Blanc w prokuraturach-poradnik najemcy

przeliczeni

Takie nadeszły zdjęcia.

S1

S2

S3

S4

 

Od czytelnika plus kilka zdań.

d12

d24

 

"Taka sytuacja dzisiaj - jestem pierwszy raz w SUKCESJI w Łodzi - pierwsze wrażenie kiepskie - tylko powielane w każdej galerii te same tylko sieciowe podmioty. Wiele nawet bardzo wiele pustostanów z wiadomym informacjami: że niedługo... że dla Ciebie.... ble ble. 

d39

d4

d5

d6

d71

d8

d9

d10

Pustostany to już normalne ale w oczy rzuca się lokal Mount Blanc - widać ze jakiś czas prosperował ale jest ciemno,  na wystawie jeszcze jakieś czekoladki a na stole wymownie przewrócone flakony z kwiatami jakby coś je powaliło i nie mogły się podnieść.

Pani z sąsiedniego lokalu widząc moje zainteresowanie sama mówi ze już miesiąc temu został zamknięty przez właściciela. Co się stało pytam?  - gość zamknął i już się nie pojawił- podobno zbankrutował pada odpowiedź :(

Pytam w punkcie informacyjnym Sukcesji :

Co się stało z Mount Blanc czy będzie otwarty? Młoda pani odpowiada że jest awaria i nie wie kiedy będzie otwarte,

Nie ma też informacji ze nie będzie otwarte. Na moje pytanie czy wie ze gość  który to prowadził zbankrutował zostawiając cale wyposażenie? Nie - odpowiada, że nie ma takich informacji z Biura - z biura wie że jest "awaria".

N1

N2

N3

N4

 

Czytelnik się pofatygował robiąc te zdjęcia. Natomiast tutaj się dowie definitywnie, że "właściciel" nie tylko stracił wszystko, ale i to, co jego nie było. Czyli dom w którym-jeszcze-mieszkają rodzice. Po drugie sprawa tej sieci w ostatnich tygodniach trafiła do siedmiu prokuratur w Polsce. 

Praktycznie sukcesję można zamknąć. Otwarcie budynku nastąpiło we wrześniu 2015 roku. 

Ze względu na toczące się postępowania to tyle na dziś. Sugeruję zakodowanie w pamięci - Mount Blanc. 

© O prawdę
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci