Menu

Przeliczeni

Blog będzie dotyczył historii związanej z funkcjonowaniem galerii handlowych. Ustaleniami najemców dotyczącymi różnych aspektów prowadzenia działalności w galeriach handlowych.

Prokuraturwa czyli nic się nie stało-poradnik najemcy

przeliczeni

Ciekawa lektura. Autorstwa Jagody Fryc. Polecam.

http://businessinsider.com.pl/wiadomosci/pijalnia-czekolady-mount-blanc-doniesienia-do-prokuratury/kff0rdt?utm_source=fb&utm_medium=social&utm_campaign=fb_bi

"Ta historia nie ma szczęśliwego zakończenia. Pijalnia czekolady "Mount Blanc Top Belgian Chocolates" miała być świetnie prosperującym biznesem franczyzowym. Życie napisało jednak swój scenariusz, w którym ludzkie dramaty przeplatają się z naiwnością, nieżyczliwością i chciwością. W główne role wcieliło się kilkunastu franczyzobiorców, a ich straty liczone są łącznie w milionach złotych. W tle przewijają się wieloletnie procesy sądowe i śledztwa w prokuraturze.

 

Franczyzobiorcy, nierzadko z ogromnymi długami na karku i firmami windykacyjnymi na głowie, dziś przerywają milczenie, bo – jak mówią – chcą ostrzec innych.

- Zjednoczyliśmy się, żeby walczyć o swoje prawa. Na tę chwilę do prokuratury trafiło 7 zawiadomień o popełnieniu przestępstwa, natomiast franczyzobiorców borykających się z podobnymi problemami jest co najmniej 19 osób. Część z nich podpisała co prawda ugody z firmą Mount Blanc Sp. z o.o., ale odbyło się to na zasadzie: albo strzelisz sobie w głowę, albo sami cię zabijemy – mówi Tomasz Zmysłowski, były właściciel franczyzowego lokalu "Mount Blanc Top Belgian Chocolates".

- Dochodzą nas słuchy, że otwierają się kolejne lokale. Dlatego chcemy nagłośnić tę sprawę. Liczymy, że w ten sposób uda nam się ostrzec innych – dodaje Magdalena Obidowska, była właścicielka pijalni czekolady Mount Blanc.

Czekoladowa góra nieścisłości

Na stronie internetowej firma Mount Blanc informuje, że na terenie całej Polski prowadzi 23 pijalnie czekolady. Działają one w ramach sieci, skupiającej tzw. jednostki własne Mount Blanc oraz innych franczyzobiorców. Pijalni byłoby jednak dużo więcej, gdyby nie fakt, że ich właściciele zbankrutowali. Okazuje się bowiem, że w teorii sprawdzony i przetestowany system franczyzowy dla wielu ludzi okazał się gwoździem do trumny. Jak to możliwe? Byli franczyzobiorcy uważają, że system ten z góry zakładał oszustwo.

 

Nasi rozmówcy przekonują, że mimo stosowania się do wszystkich wytycznych Mount Blanc, właścicielom kawiarni nie udawało się osiągać zakładanych przychodów, a koszty działalności były znacznie wyższe od założeń.

- Otrzymywaliśmy informacje, że inwestycje w lokal wyniosą 300-400 tys. zł, podczas gdy nakłady finansowe w praktyce były dwa razy wyższe. Co więcej, inwestycja miała się zwrócić po dwóch latach. W rzeczywistości wiele kawiarni zbankrutowało już w ciągu kilku miesięcy od otwarcia – dodaje Tomasz Zmysłowski.

W zawiadomieniu do prokuratury franczyzobiorcy piszą, że po bankructwie spółka Mount Blanc kupowała wyposażenie kawiarni za ułamek rzeczywistej wartości albo przejmowała lokal za bezcen, gdzie następnie członkowie zarządu Mount Blanc dalej prowadzili w nim działalność, tyle że na własny rachunek, a więc nie ponosząc już kosztów franczyzowych. Dodatkowo Mount Blanc żąda zapłaty kary za przedterminowe rozwiązanie umowy z winy franczyzobiorcy. A to nie jedyne obciążenia franczyzobiorców, bo kary umowne wiążą ich także z najemcami lokali, czyli np. galeriami handlowymi.

- Nic nie jest tu czarno-białe. Byłoby takie, gdybyśmy wszyscy płacili wszystko od początku do końca, a potem zerwali umowę. Tymczasem część ludzi już pod koniec działalności nie regulowała faktur, bo nie miała z czego. Mimo to Mount Blanc towar dalej dostarczał, godząc się na odroczoną na kilka miesięcy płatność, choć pełnomocnik zarządu spółki wiedział, jaka jest sytuacja. Że dany lokal nie jest dochodowy - mówi Piotr Kustra, były franczyzobiorca. I dodaje:

W trakcie funkcjonowania lokalu pełnomocnik zarządu Mount Blanc posiadał zdalny dostęp online do kamer monitoringu i systemu kasowego w każdej kawiarni. 


Poza tym na jego skrzynkę mailową co miesiąc, ze wszystkich lokali spływały szczegółowe sprawozdania finansowe każdego franczyzobiorcy wraz z kopią stosownego, miesięcznego raportu z kasy fiskalnej.
Była i jest to osoba posiadająca pełną wiedzę na temat rentowności każdego lokalu sieci Mount Blanc.

Diabeł tkwi w szczegółach

Po podpisaniu umowy i otrzymaniu podręcznika operacyjnego, a jeszcze przed otwarciem kawiarni, franczyzobiorcy mieli obowiązek dostosować wynajmowany przez siebie lokal do standardów sieci Mount Blanc. Nie jest to nic dziwnego, bo tak działa większość sieci franczyzowych. Pikanterii całej sprawie dodaje jednak fakt, że pośrednikiem w zamawianiu i dostarczaniu towarów był Mount Blanc. W zawiadomieniu do prokuratury czytamy:

Chociaż spółka Mount Blanc jest wyłącznie pośrednikiem, to ona wystawia wszystkie faktury, uniemożliwiając franczyzobiorcy prowadzenie negocjacji z dostawcami urządzeń, 
materiałów i usług oraz naliczając stosowne prowizje. W trakcie funkcjonowania pijani czekolady, firma Mount Blanc sprzedaje m.in. pralinki, czekoladę, kawę, opakowania, materiały reklamowe w ilościach uzależnionych wyłącznie od własnego uznania i bez prawa ich zwrotu w przypadku niesprzedania.

Jednym z obowiązkowych elementów wyposażenia są skórzane krzesła i fotele. Piotr Kustra do otwieranego w 2010 r. w Wałbrzychu lokalu kupił 56 takich krzeseł i foteli opisanych, jako "skórzane", za które zapłacił 30 tys. zł, tj. ponad 530 zł za sztukę. Sprzedawcą mebli i wystawcą faktury był Mount Blanc.

Te same skórzane meble w 2014 r. trafiły również do dwóch lokali: w Olsztynie i Lublinie. Prowadził je Tomasz Zmysłowski, który po roku zamknął kawiarnie. Zlecił wówczas wykonanie ekspertyzy, żeby sprawdzić, z czego zrobione są krzesła. I okazało się, że materiałem obiciowym nie jest skóra, lecz kilkakrotnie od niej tańszy skaj. Co więcej, udało się też ustalić producenta tych mebli i – jak przekonują franczyzobiorcy - wyszło na jaw, że Mount Blanc inkasował za nie dużo wyższą kwotę, niż ich rzeczywista wartość.

Franczyzobiorcy twierdzą, że to świadome działanie. W rozmowie z Business Insiderem Michał Piasecki, pełnomocnik zarządu spółki, zaprzecza:

- Nigdy w podręczniku operacyjnym nie wskazywaliśmy, że krzesła mają być skórzane, tzn. ze skóry naturalnej. Poza tym oni nie nabywali ich za 450 zł za sztukę – uciął Michał Piasecki, ale zapytany o rzeczywistą cenę mebli - odmówił komentarza.

"Nie oszukiwaliśmy franczyzobiorców"

Wszyscy nasi rozmówcy przekonują, że gdyby mieli wiedzę o realnych kosztach i rentowności niektórych kawiarni, nigdy nie zgodziliby się na współpracę z Mount Blanc. Podobne zdanie miał Sąd Rejonowy w Radomiu. W uzasadnieniu do postanowienia z dnia 26 sierpnia 2015 r., orzekając w przedmiocie umorzenia zobowiązań Barbary Figury, które nie zostały zaspokojone w postępowaniu upadłościowym, wskazał, że:

Podpisując umowę franczyzową i rozpoczynając działalność, Barbara Figura nie została zaznajomiona ze wszystkim wymogami stawianymi przez franczyzodawcę, generującymi niekiedy znaczne koszty prowadzonej działalności. 

Ponadto nie dysponowała ona rzetelnymi danymi odnośnie do przychodów uzyskiwanych przez innych franczyzobiorców na porównywalnych do wielkości rynkach, co także w praktyce zniweczyło możliwość uzyskania rentowności wynikających z przeprowadzonych uprzednio kalkulacji(…).

Michał Piasecki w rozmowie z Business Insiderem przekonywał jednak, że firma Mount Blanc nigdy nie oszukiwała swoich franczyzobiorców.

- Polecałbym bardzo dokładną weryfikację informacji, które pani posiada. Ponieważ informacje, które pani posiada, są nieprawdziwe. Mount Blanc nie oszukiwał swoich franczyzobiorców. Poza tym każdy ma prawo złożyć zawiadomienie do prokuratury, bo to jest wolny kraj. Polecałbym zaznajomić się też z innymi wyrokami sądu – ucina Michał Piasecki, pełnomocnik zarządu Mount Blanc.

Mount Blanc złożył zażalenie w sprawie Barbary Figury i postępowanie wciąż jest w toku. Tymczasem w czwartek (30 marca) zapadnie wyrok w sprawie Piotra Kustry. Walka przed sądem dotyczyła pieniędzy, których od Kustry żąda Mount Blanc z tytułu m.in. wcześniejszego odstąpienia od umowy. Łączna kwota roszczeń to 200 tys. zł.

Mount Blanc przegrał sprawę w pierwszej instancji, lecz złożył apelację. I gdyby sąd drugiej instancji wydał w czwartek pozytywny dla Kustry wyrok, pozostali franczyzobiorcy mogliby odetchnąć z ulgą.

- Wszyscy trzymamy kciuki. Bo jeśli sąd nakaże wypłatę tej kary, to jestem przekonana, że pozostali franczyzobiorcy, którzy zerwali umowy z Mount Blanc ze względu na problemy z rentownością biznesu, w ciągu dwóch tygodni dostaną wezwania do sądu o zapłatę kary – mówi Magdalena Obidowska, była właścicielka pijalni Mount Blanc.

Prokuratura umarza śledztwo. "Nie ma znamion czynu zabronionego"

Tymczasem prokuratura pod koniec ubiegłego roku na wniosek Sądu Okręgowego w Krakowie wszczęła śledztwo, które 21 marca 2017 roku umorzyła. Powód? Jak pisze w uzasadnieniu Bartłomiej Legutko, prokurator Prokuratury Rejonowej w Krakowie, po zapoznaniu się z aktami uznał, że opisywane w zawiadomieniu czyny nie zawierają znamion czynu zabronionego.

W uzasadnieniu prokurator zaznaczył, że umowa franczyzowa nie gwarantowała franczyzobiorcom osiągnięcia zysku. Wręcz przeciwnie - strony zaakceptowały postanowienia umowy, mówiące o podejmowaniu działalności na własne ryzyko. Zasada ta dotyczy wszystkich aspektów prowadzenia pijalni czekolady.

Prokurator wskazuje, że również obowiązek wyposażania kawiarni w meble i urządzenia zakupione wyłącznie od spółki Mount Blanc lub podmiotów przez nią autoryzowanych wynikał wprost z umowy franczyzowej, która w dodatku określała też koszt elementów wyposażenia lokali i pierwszego zaopatrzenia sklepu w towar.

Prokurator podnosi więc argument, że franczyzobiorcy, podpisując umowę, mieli świadomość tej okoliczności i sami ją zaakceptowali, a kwestie, czy meble wykonane są ze skóry, czy skaju – zdaniem prokuratora- nie mają znaczenia".

Tyle businessinsider. To, że P. okradł Belgów-prawowitych właścicieli pomysłu też nie ma znaczenia. Więcej na ten temat w książce Franczyza-fakty i mity. Przeszła wreszcie kolaudację-również prawną. Procesów z tego raczej nie będzie chyba, że pokazowe. Wydanie w październiku 2017 roku. Causa finita. Taka pralinka wśród wydawnictw.

W niej również historia "śledztwa" prokuraturwy w sprawie wyłudzenia 1,5 mln złotych w gotówce za "załatwienie" tzw. "lokalizacji" w gh i "pomoc" w budowie sieci aptek. Pojawiają się znane nazwiska Rutkowskiego, kancelarii detektywistycznej Rapackiego, CBA. Oszustka pomimo braku licencji działała bezkarnie na polskim rynku nieruchomości komercyjnych, bo prokurator-nie dopatrzył się znamion przestępstw. I ta kobita-wciąż działa. W wolnych chwilach skanuję te papiery (akta) i tutaj je wrzucę.  Zamazujemy dane. Bo w takim przypadku prokuraturwa wszczęłaby "śledztwo" w sprawie i za "batonik"-jeszcze by ktoś poszedł siedzieć. Przestrzegam przed budową sieci aptek. Więcej za jakiś czas.

 

 

 

Komentarze (9)

Dodaj komentarz
  • Gość: [gość] *.play-internet.pl

    Jakiś żart. Jeżeli umowa definiuje wszystkie koszty, to zakladam że osoba otwierająca działalność umie dodawać i zdaje sobie sprawę, że nie zatrudnia sie na stanowisko kierownik sklepu, a staje sie właścicielem sklepu, a w zamian za opłatę franczyzy otrzymuje know how. Jak komuś nie wyjdzie to szuka dziury w całym i pyta czemu przepłacał za pewne rzeczy. A no temu, że nie poświęcić czasu i pieniędzy na:
    -budowanie marki
    -architektów do sklepu
    -wyjazdów negocjacyjnych
    -negocjacji z dostawcami
    -wynajem magazynów
    - koszty biura
    -reklama, graficy itp.
    - wiele innych
    Kto nie tworzył wlasnej marki nie zrozumie tego.

  • Gość: [gość] *.play-internet.pl

    A jutro otworzę sklep z butami wiodącej marki na a lub n. Jak mi nie wyjdzie to oskarże ich o wypuszczenie kiepskiego modelu, kiepską reklamę i nie narzucenie trendu w moim mieście na chodzenie w dresie.
    Znam tą pijalnię i sami zamykali część sklepów. Specyficzny odbiorca i raczej nie ma co liczyć, że przyjmie sie w galerii dla "biedaków". Turyści zagraniczni i butiki dla burżuazji to wytyczne prosperowania tego typu kawiarni. Kg czekolady kosztuje ok.260 zł, nie kupi tego odbiorca spodni za 80 zł. Więcej realizmu mniej bujania w obłokach i marzeń o mln. Ciężka praca od rana do nocy, troche szczęścia i wiele umiejętności to realia prowadzenia firmy w Polsce.

  • Gość: [gość] *.internetdsl.tpnet.pl

    cóż dodać, właściciel bloga nieudacznik życiowy broni nieudaczników....

  • Gość: [gość] *.play-internet.pl

    Żeby była jasność nie bronie właścicieli pijalni, ponieważ nie znam wszystkich aspektów sprawy, ale umówmy sie

  • Gość: [Porty] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    Klasyk. Właściciel bloga to gość któremu nie wyszedł biznes i teraz wszyscy są źli. Jak zawsze nie zna dokładnie sprawy i jej wszystkich aspektów ale jest sensacja bo poszkodowani są biedni najemcy. Co za niedoinformowany ciolek szukający poklasku.

  • Gość: [Anonimus] *.dynamic.chello.pl

    porty już wpisywałeś te swoje bzdury.. chlopie zmień leki.. czekam na wpisach o aptekach

  • Gość: [Porty] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    Ale to prawda. A może jakaś znana sieć aptek upadnie zapewne będzie to wina galerii i już jest temat. Ktoś ładnie napisal wczesniej. Nieudacznik broni nieudaczników.

  • Gość *.dynamic.chello.pl

    porty powtarzasz się i nudzisz.. nie pasi Ci blog to go nie czytaj i zajmij się swoim życiem.. Dla mnie jest ciekawy i pokazuje różne patologie gh i chwała za to autorowi bloga

  • Gość: [Anonimus] *.dynamic.chello.pl

    porty powtarzasz się i nudzisz.. nie pasi Ci blog to go nie czytaj i zajmij się swoim życiem.. Dla mnie jest ciekawy i pokazuje różne patologie gh i chwała za to autorowi bloga

© Przeliczeni
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci